środa, 30 stycznia 2013

Jak delikatnie zmyć olej? Aktualizacja włosów.


*Post zawiera nieaktualne informacje, zostawiam go dla ciekawskich. :)

O samych technikach olejowania powstały setki postów. Jest jedna kwestia, w której postępuję nieco inaczej niż większość dziewczyn.
O co chodzi? O sposób zmywania oleju.
Jednak zanim do tego przejdę, należy się Wam kilka słów wstępu i wyjaśnienia.

Jak olejuję włosy - kilka ogólnych informacji

- bardzo często nakładam olej tylko na skalp
- na całą długość włosów zużywam ok. 2 łyżeczek oleju
- nakładam olej na suche włosy pasmo po paśmie
  lub rozpylam za pomocą atomizera wymieszany
  z ciepłą wodą (proporcje wody i oleju to 3:1)
- olej pozostawiam na całą noc lub 
  na przynajmniej 2 godziny w ciągu dnia

Co dalej?

W ruch idzie szampon BabyDream lub jakiekolwiek inne delikatne myjadło - jednorazowe mycie niewielką ilością, jak w przypadku mycia włosów bez oleju.
Trochę dokładniej i dłużej masuję skalp, ale nic poza tym się nie zmienia.
Po spłukaniu czuć na długości warstewkę oleju:) Następnie nakładam odżywkę na długość od ucha w dół i dokładnie wmasowuję, jak szampon podczas mycia. 
Pomaga ona delikatnie zemulgować resztki oleju. 

Dla bardziej odważnych - włosy z powodzeniem można oczyścić odżywką pod warunkiem, że delikatne zmywanie oleju służy Waszym włosom.

Dlaczego?

Wyznaję zasadę, że im delikatniej tym lepiej. Zmywanie oleju (oczywiście jest to subiektywna opinia a efekt samego mycia zależy od wielu czynników) szamponem z agresywnym detergentem mija się z celem. 
Jeżeli regularnie oczyszczamy włosy, to czemu by nie pozwolić olejowi utworzyć na nich delikatnego filmu? Skalp należy oczyścić z oleju zgodnie z indywidualnymi potrzebami skóry, ale na długości można poeksperymentować bez szkody i ryzyka.
Jeśli włosy są suche i zniszczone istnieje prawdopodobieństwo, że odwdzięczą się nam za to blaskiem, sprężystością i nawilżeniem.  



Aktualizacja włosów



Po całym dniu na deszczu, następnie związane w koczek-ślimak, końce do podcięcia - wszystko jak na dłoni widać na obu zdjęciach.
Widoczny kolor włosów mija się z rzeczywistym odcieniem.




wtorek, 29 stycznia 2013

Kosmetyczne ciekawostki - "olejek" kawowy Naturia

Krążąc dziś między półkami w sklepie Społem dałam się zwabić serii olejków pod prysznic/do kąpieli Joanna Naturia.
Spotkałam się z nimi po raz pierwszy i bardzo mnie zaciekawiły - uwielbiam tego typu produkty pod warunkiem, że ich skład nie przeraża:)

Zdecydowałam się na ten olejek również ze względu na włosy - jestem ciekawa jak sprawdzi się takie połączenie SLS i parafiny, które widnieją na początku składu.
Z trzech wersji - truskawkowo-śmietankowej, która pachnie landrynkowo-plastikowo, waniliowej, zabijającej słodyczą (zbyt duszący i słodki zapach nawet dla mnie, miłośniczki ciężkich, otulających aromatów) oraz kawowo-śmietankowej, pachnącej jak cukierki kopiko - wybrałam tę ostatnią. 

Analiza składu:

Aqua (woda)
Paraffinum Liquidum (emolient, komedogenny, tworzy na skórze film co daje pośrednie działanie nawilżające, nadaje połysk, zmiękcza i nawilża, chroni, zapobiega elektryzowaniu się włosów)
Sodium Laureth Sulfate (detergent, dobrze się pieni, może podrażniać)
PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (emulgator, substancja odtłuszczająca, uważany za bardzo bezpieczny składnik kosmetyków)
Cocamidopropyl Betaine (delikatna substancja myjąca, łagodzi drażniące działanie silnych detergentów)
Sodium Chloride (chlorek sodu, wpływa na konsystencję kosmetyku zawierającego anionowe substancje powierzchniowo czynne np. SLS)
Hydrolyzed Milk Protein ( hydrolizat protein mleka, substancja filmotwórcza zatrzymująca wodę w naskórki, przez co nawilża i zmiękcza, łagodzi podrażniające działanie anionowych substancji powierzchniowo czynnych, czyli np. SLS)
Coffea Arabica Extract (ekstrakt z kawy)
Propylene Glycol (humektant, nawilża, może podrażniać jeśli jest stosowany na chorobowo zmienioną skórę, jest to substancja na temat której toczy się wiele dyskusji - osobiście przekonałam się, że bardzo pomaga wnikać wszelkim drobnoustrojom, sprzyja rozwijaniu się infekcji, więcej w TYM poście)
Citric Acid ( kwas cytrynowy, posiada właściwości złuszczające dzięki czemu usuwa przebarwienia i rozjaśnia skórę)
Disodium EDTA (konserwant)
Parfum (zapach)
DMDM Hydantoin (konserwant, budzi sporo kontrowersji)
Methylchloroisothiazolinone (konserwant)
Methylisothiazolinone (konserwant)
CI : 42090 (barwnik)
CI : 16255 (barwnik, może wywoływać alergie)
CI : 19140 (barwnik, silnie alegrizujący)

Jak widać skład nie zachwyca(w przeciwieństwie do zapachu:)).


Konsystencja i działanie:

Produkt pierwotnie jest rozwarstwiony ("pianka" i olej), przed użyciem należy dobrze go wstrząsnąć. Tworzy się kremowo-mleczny płyn, który zdecydowanie mógłby być bardziej gęsty. 
Dobrze się rozprowadza na skórze, ale kiepsko u niego z wydajnością.

Nie zauważyłam żadnych efektów jeżeli chodzi o nawilżenie, skóra w dotyku jest "normalna", niestety olejek spowodował swędzenie, szczególnie na nogach.

Możliwe, że lepiej sprawdziłby się jako olejek do kąpieli.

Opinia:

Produkt pozostawia wiele do życzenia, niewiele ma wspólnego z prawdziwym pielęgnującym olejkiem, a na pewno daleko mu do "nawilżająco-odżywczego". 
Pięknie pachnąca ciekawostka kosmetyczna za niską cenę (6-7zł), po którą sięgnę od czasu do czasu tylko ze względu na kawowy aromat.

W najbliższym czasie wypróbuję go również na włosach po zmieszaniu z szamponem BabyDream. 


poniedziałek, 28 stycznia 2013

O spragnionych włosach - reanimacja po przerwie w pielęgnacji

Od czasu do czasu niezależnie od naszej woli musimy zrobić sobie przerwę w pielęgnacji włosów.
O ile na ewentualny wyjazd możemy wziąć ze sobą kilka kosmetyków i odżywiać włosy mniej intensywnie, to choroba często przekreśla choćby najprostsze mycie włosów na kilka dni lub nawet dłużej.
Człowiek uczy się na błędach, ale w tym przypadku możecie tego uniknąć:)

Moje włosy mają wysoką porowatość, są suche i zniszczone na końcach.
Myję je co dwa dni, czyli średnio 3 razy w tygodniu.
Ich stan oraz częstotliwość mycia są przeciętne, dlatego poniższa relacja powinna być choć trochę pomocna dla większości z Was:)




Włosy podczas choroby:
Ostatni tydzień był dla moich włosów sporym wyzwaniem - umyte jedynie olejkiem IsanaMed, zaplecione w warkocz czekały 7 dni na swoją kolej. Codziennie je rozczesywałam i plotłam warkocz ponownie, nic innego nie byłam w stanie zrobić, co niestety odbiło się znacząco na ich stanie.
Rozdwojone końcówki, ciężkie do ogarnięcia siano. Na szczęście ominął mnie problem nasilonego wypadania włosów od nadmiaru sebum.

Chwila dla włosów po takiej przerwie była dla nich jak zbawienie - jednokrotne umycie szamponem BabyDream i niecała minuta trzymania na całej długości odżywki Isana z Babassu, która nigdy nie była źródłem spektakularnych efektów. Włosy były bardzo miękkie, przyjemne w dotyku, uniesione od nasady - po tygodniu suszy i okropności "zwykłe" nawilżenie dało świetny efekt.

Drugie mycie polegało na tym samym - delikatny zestaw minimum, BD i Isana Babassu. I co? Oklap, puch na końcach. 
Chociaż włosy są nadal bardzo przyjemne, miękkie i gładkie w dotyku  (oprócz końców, oczywiście) to prezentują się bardzo kiepsko i widać jak brak zainteresowania odbił się na ich kondycji.
Końcówki - porozdwajane i przede wszystkim połamane nadają się tylko do obcięcia.


Co mogłam zrobić, aby temu zapobiec?
- olejować końce sprawdzonym olejem i myć je co 2 dzień delikatnym szamponem nad zlewem lub w miseczce/kubku z ciepłą wodą.
Jeśli jest przy nas ktoś, kto może nam pomóc, pielęgnacja zajmie kilka minut i nie będzie wymagała wstania z łóżka ani żadnego innego większego nakładu energii.
Mycie bardzo ułatwi odpowiednio długi "ogonek" warkocza pozostawiony poniżej gumki. Bez wysiłku można go natrzeć olejem, zanurzyć w miseczce/kubku z wodą czy podstawić pod kran. 
- wcierać w skalp co drugi dzień sprawdzone wcierki lub ostudzone napary skrzypu, pokrzywy czy zielonej herbaty. Odtłuści to delikatnie skalp i odświeży nie podrażniając go przy tym (oczywiście jeśli wcierka jest delikatna a napar niezbyt mocny). 

Czego lepiej nie robić?
- pozostawiać oleju na końcach zbyt długo 
- nakładać na końce sera silikonowe bez regularnego zmywania
- wcierać oleju w skalp - problemy z dokładnym oczyszczeniem skóry w odpowiednim momencie mogą spowodować nasilenie wypadania włosów, zwłaszcza, jeśli organizm jest osłabiony a włosy nieświeże.
- ratować się suchym szamponem - może wyrządzić sporo szkód, jeśli włosy nie zostaną umyte dostatecznie szybko. O wiele bardziej pomocne może okazać się wtarcie w skalp pudru do pielęgnacji skóry niemowląt np. BabyDream. Jest on łagodny i skutecznie wchłonie nadmiar sebum.


Jak planuję doprowadzić włosy do porządku?
Przekonałam się, że taktyka pierwszych dwóch myć była błędna, dlatego:

Po pierwsze oczyścić.
Dokładnie, dwa razy prostym szamponem z SLS aby umożliwić włosom pełne korzystanie z dobrodziejstw masek i odżywek:)

Po drugie naolejować.
W ruch pójdzie olejek z wiesiołka na całą długość włosów oraz skalp. Ukoi skórę, nawilży włosy i nie obciąży. Następny będzie olej lniany.

Po trzecie odżywić.
Wax Pilomax Kamille+Henna (bez SLS) będzie pierwszą maską, po którą sięgnę. Bardzo na nią liczę i za ok. 2 tygodnie napiszę, jak sobie poradziła.





Byłyście kiedyś w takiej sytuacji? Jak poradziły sobie Wasze włosy, jak o nie dbałyście?



niedziela, 27 stycznia 2013

Olejki pod prysznic Isana - cudo vs. koszmar

Olejek pod prysznic Isana był jednym z moich największych odkryć - piękny skład, cudowna kremowa konsystencja podczas rozprowadzania na skórze i przede wszystkim nawilżenie, które jest na tyle duże, że stosowanie balsamów czy olejków po kąpieli nie jest konieczne. Ideał, prawda?

Skład:
Glycine Soya Oil, Mipa-Laureth Sulfate, Laureth-4, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum, BHT, Panthenol, Tocopheryl Acetate





Poszukując olejku, który zmieszany z delikatnym szamponem dorównałby choć trochę płynowi do kąpieli Babyream fur Mama (którego nie sposób znaleźć w jakimkolwiek Rossmannie, mam nadzieję, że to tylko chwilowa nieobecność) trafiłam na olejek pod prysznic IsanaMed. Rzuciłam okiem na skład i zadowolona ze znaleziska pobiegłam do kasy.
Gdy w domu wzięłam do ręki "zwykłą" wersję mocno się zdziwiłam - skład olejku IsanaMed różni się tylko JEDNĄ pozycją w składzie.

Skład :
 Glycine Soja Oil, Mipa-Laureth Sulfate, Laureth-4, Hellianthus Annuus Seed Oil, Parfum, Propylene Glycol, BHT, Panthenol, Tocopheryl Acetate





W wersji "Med" skład jest bogatszy o glikol propylenowy. Zdania na temat tej substancji podzielone.


Według strony kosmopedia.pl:
Działanie kosmetyczne : Hydrofilowa substancja nawilżająca skórę. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotora przenikania - ułatwia w ten sposób transport innych substancji w głąb skóry. Funkcja w kosmetyku : Humektant - zapobiega krystalizacji (wysychaniu) masy kosmetycznej przy ujściu butelki, tuby itp. Wspomaga działanie konserwujące poprzez obniżenie aktywności wody, która jest doskonałą pożywką dla drobnoustrojów. Bezpieczeństwo :Glikol propylenowy jest bezpieczny do stosowania nawet w stężeniu 50% w gotowym preparacie. Może powodować podrażnienia, jeżeli nakładany jest na skórę chorobowo zmienioną.

Wypada dosyć neutralnie.

Według "Zwierciadła":
Ponieważ bardzo łatwo penetruje skórę, narusza jej barierę ochronną, a co za tym idzie często oskarżany jest o wywoływanie podrażnień i alergii kontaktowych. Prawdopodobnie długotrwałe używanie kosmetyków z glikolem propylenowym może powodować zaburzenia w funkcjonowaniu skóry, ale póki co nie zostało to potwierdzone.


Z jakiegoś powodu (PG?) olejek IsanaMed bardzo wysuszał i łuszczył skórę, przyczynił się również do rozwoju zakażenia, które zamieniło na tydzień moje życie w koszmar. 
Umyłam nim również włosy, nie nałożyłam po tym odżywki - przeciętnie. 
Najlepiej sprawdził się w połączeniu z szamponem Baby Dream(1:1). W ten sposób zamierzam go zużyć i nigdy więcej go nie kupię.

Każdej z Was stanowczo ODRADZAM.


środa, 16 stycznia 2013

Garnier Ultra Doux - Siła 5 ziół

W poszukiwaniu dobrej i stosunkowo taniej odżywki zdecydowałam się wypróbować przynajmniej część produktów Garnier Ultra Doux - wersja z olejkiem awokado i masłem karite (czyli po prostu masłem shea), zachwalana przez większość włosomaniaczek, była pierwszym podejściem do tej serii i w ogóle nie zrobiła na mnie wrażenia. 
Jedynym wyraźnie widocznym efektem, jaki obserwuję po każdym użyciu tego produktu bez wspomagaczy to puch przy końcach i oklap na reszcie długości włosów. Dopiero gdy postanowiłam trochę jej pomóc dodatkowymi składnikami pokazała, że radzi sobie całkiem nieźle. Ale o tym później:)



5 roślin, z których wyciągi posiada w składzie odżywka :
- zielona herbata
- cytryna
- eukaliptus
- pokrzywa
- werbena

Obietnicą producenta są wygładzone, łatwe do rozczesania włosy. 

Skład:






Efekt:
(włosy dzień po umyciu)








Opinia:

Odżywka sprawdziła się na moich włosach o wiele lepiej niż wersja z awokado i karite oraz wersja z drożdżami piwnymi. Włosy są po niej bardzo miękkie, końcówki dociążone.
Pięknie, świeżo pachnie zieloną herbatą.

Sporym minusem tej odżywki jest słaba wydajność - do pokrycia włosów potrzeba znacznej ilości, a niestety bardzo łatwo z nią przesadzić. Być może wygodniej byłoby zmieszać ją z jakąś prostą, treściwą maską lub odżywką. Opcja do sprawdzenia:)


Wczorajsza pielęgnacja:

- olejek Sesa na skórę głowy, olej lniany na długość - 3h pod folią.
- jednokrotne zmycie oleju szamponem Babydream zmieszanym z Facelle (proporcje pół na pół)
- odżywka Garnier Ultra Doux Siła 5 ziół na 2 minuty



Miałyście styczność z tym produktem? Sięgniecie po niego?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...