czwartek, 18 lipca 2013

Tydzień (lub dwa) związanych włosów - spostrzeżenia, podsumowanie


Ponad tydzień temu (dwa?) pełna motywacji podjęłam wyzwanie i zaczęłam związywać, upinać lub zaplatać włosy w ciągu dnia.
Przypominam, że źródłem tego pomysłu był post Henrietty.

Muszę przyznać, że było ciężko. Prawdopodobnie zrozumie mnie każda z Was, która oprócz uwielbienia dla rozpuszczonych włosów samych w sobie, nosi je w ten sposób by zyskać pewność siebie - w moim przypadku jest to ukrywanie szyi oraz uszu, również cała sylwetka na tym zyskuje.


Wygoda:

Uparcie związywałam pomimo niezbyt dobrego samopoczucia - koki, kitki, warkocze...
Raz lepiej, raz gorzej. Niestety niezmiennie bolał mnie skalp niezależnie od fryzury.

Zakochałam się w niskim koczku z luźnego warkocza upinanym z boku, ostatnie dni należały do niego - jest asymetryczny, dlatego czuję się w nim świetnie. Pasuje do wszystkiego i chociaż nie sądziłam, że kiedykolwiek napiszę te słowa, to przyznaję, że czuję się w nim lepiej niż w rozpuszczonych włosach:)
Kombinacji jest zaskakująco dużo.











Stan włosów:

Włosy są w świetnym stanie - miękkie, gładkie i błyszczące. Końce nie puszą się, nie łamią, nie mam żadnych problemów z rozczesywaniem.
Bardzo bogata pielęgnacja nie jest konieczna, dlatego ograniczam ilość produktów nakładanych po myciu na włosy. Czasem jest to tylko jedna odżywka lub maska, za to odżywki b/s i serum silikonowego nie odpuszczam nigdy. Olejuję lub kremuję co drugi dzień.
Wiem, że nie mogę odpuścić silnego nawilżania długości, ponieważ poprawa stanu włosów jest złudna - związane cały dzień nie mają prawa się splątać czy spuszyć.

Niestety wypadanie nasiliło się, a wcierki i suplementy do końca lipca mi nie po drodze, nie pamiętam o nich na wyjazdach.
Jeszcze kilkanaście dni i wrócę do regularnego dbania o cebulki.


Na pewno nie zrezygnuję z codziennego upinania włosów, jestem zachwycona efektami.
Zaledwie kilkanaście dni uświadomiło mi, że dzięki temu osiągnę wymarzoną długość szybciej - mniej zniszczone i przerzedzone końce to mniejsza konieczność ich podcinania.
Polecam każdemu i nadal nie wierzę, że dopiero teraz się przekonałam. :)


Związujecie? :)

20 komentarzy:

  1. u mnie to zależy od humoru, chociaż pasują mi rozpuszczone to uwielbiam koczki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja często związuję, tzn. spinam klamrą, fryzurki naprawdę ładne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Związuję, bo mam dwuletnią córcię, rozpuszczone długo by się nie uchowały :) Na szczęście wreszcie rosną mi szybciej i już niedługo będę mogła upinać nie tylko w kucyk <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też zauważam, że włosy znacznie wolniej się niszczą (końce), jeśli częściej je związuję/upinam. Jeśli jestem poza domem, to niestety ciężko mi się do tego zmusić, w kucyku wyglądam beznadziejnie, a do upięć mam dwie lewe ręce. Czasem pokuszę się o klasyczny warkocz. Za to w domu już od dawna upinam włosy do góry (używam do tego zwykłego "raczka" z Rossmanna), jest mi wtedy o niebo wygodniej, no i włosom też to służy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że wypadanie się nasiliło ale cieszę się, że znalazłaś świetną dla siebie fryzurę i że generalnie przekonałaś się do spinania włosów :):)

    OdpowiedzUsuń
  6. Źle wyglądam w upięciach, włosy spinam tylko, gdy są już trochę nieświeże, czyli wtedy, kiedy muszę :) Robię wtedy niskiego koka albo warkocz(ale to rzadziej, mam zbyt śliskie włosy).
    Nigdy jednak nie przekonam się do codziennego spinania włosów, argumenty "nie niszczą się, nie trzeba podcinać, są nawilżone" kompletnie do mnie nie trafiają. Skoro mam już długie włosy to po to, by je nosić rozpuszczone, bo wtedy prezentują się najlepiej :) Nie chciałoby mi się o nie dbać, skoro zawsze byłyby spięte, bo i tak wtedy nie widać zniszczeń, więc po co? ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham upięcia:) Noszą dużo korzyści zwłaszcza w lato:) Też mam swoje ulubione w których wyglądam najkorzystniej i staram się w nich chodzić bo dodają uroku:)

    OdpowiedzUsuń
  8. W lecie praktycznie cały czas chodze w związanych włosach. W sumie cały rok się czuję lepiej w związanych :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja od kiedy pracuję w restauracji, czyli od 3 miesięcy mam cały czas związane włosy. Przyzwyczaiłam się do tego, chociaż wcześniej praktycznie nigdy nie wiązałam włosów. Jest to wygodne, ale nie lubię odkształceń na włosach od frotki :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja latem chodzę tylko i wyłącznie w związanych włosach, a latające luźno są na prawdę od święta.
    Muszę spróbować tego koczka z warkocza :)

    OdpowiedzUsuń
  11. nienawidzę mieć związanych włosów, później skóra tak boli, że wytrzymać czasem nie można :(

    OdpowiedzUsuń
  12. gdy przyzwyczaiłam się do upięć ciężko mi wytrzymać kilka godzin w rozpuszczonych włosach, tym bardziej, że po długim czasie nieoglądania ich zauważyłam, że urosły i to dość sporo :) przerzuciłam się z koka na warkocza po boku, wygodnie mi z nim, wygląda fajnie, a włosy się nie niszczą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja lubię włosy związane, jednak od pewnego czasu przerzuciłam się na rozpuszczone, ale po twoim poście chyba znowu zmienię zdanie ;)

    www.pieknekosmetyki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja uwielbiam włosy związane w duży koczek na czubku, nie lubię rozpuszczonych.. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja codziennie związuję, bo moje włosy się strasznie strączkują, i wyglądają koszmarnie rozpuszczone. Ale związuję je lekko :)

    OdpowiedzUsuń
  16. wypadałoby związywać włosy, ale jestem za bardzo przyzwyczajona do rozpuszczonych włosów mimo ich strączkowania :<

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nienawidzę chodzić w rozpuszczonych włosach, jest mi od razu gorąco, włosy się plączą, po prostu nie trawię :)

    OdpowiedzUsuń
  18. uważam, że związane włosy są zdrowsze. Nie łamią się na długości, nie ocierają o nas, nie wpływa na nie aż tak wiatr i słońce ;) uwielbiam nosić koczek ;)
    oczywiście podstawą sa miękkie gumki ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...