czwartek, 26 grudnia 2013

Co z czym? - humektanty i zakwaszanie

Ostatnio ilość zaległych maili znowu wzrosła, dlatego mając w perspektywie dłuuuugie odpisywanie przejrzałam wersje robocze postów - często napiszę coś do połowy lub w całości i zupełnie o tym zapominam. :)

Większość produktów z poniższego zestawu już zdenkowałam, doczekały się też recenzji co dla niektórych może być dużym ułatwieniem w "interpretacji". :)


1. Olejowanie ciepłym olejem z orzechów włoskich, 4 godziny.
2. Emulgowanie nawilżającą odżywką Isana, 10 minut.
3. Mycie skalpu płynem do kąpieli Babydream, długości maską BingoSpa z zieloną glinką.
4. Zakwaszanie płynem do higieny intymnej Facelle.
5. Zmiękczanie (mycie) długości maską BingoSpa z zieloną glinką.
6. Maska Dolce Banan na długość, 45 minut.
7. Nawilżająca odżywka Isana na długość + 5 kropli gliceryny, 5 minut.
8. Jedwab NaturaSilk wgnieciony w dolną połowę włosów.


Efekt: Całkiem fajnie nawilżone włosy, niestety jednocześnie lekkie, zbyt mało dociążone końce.


Dzisiaj już wiem, że jedwabie i sera bez ciężkich silikonów puszą mi włosy i to był chyba największy błąd w tym zestawie.


A jak u Was sprawdzają się tego typu produkty do zabezpieczania końców?

11 komentarzy:

  1. U mnie w sumie każde silikonowe serum ładnie wygładza włosy i doskonale zmiękcza końcówki.
    Póki co kończę jedwab z GP i jestem z niego bardzo zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Które serum to było? Wiem o coajmniej dwóch wersjach i jedna jest jak dla mnie świetna a z drugiej byłam bardzo niezadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  3. Silikonowe serum potrafi ladnie wlosy dociazyc, jednak raczej uzywam olejku do zabezpieczania koncowek ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę, że trafiłam na blog, na którym poczytam wiele ciekawych postów na temat włosów :) Kilka już przeczytałam i pewnie będę tu wracać, dlatego dodaję do obserwowanych, pozdrawiam, Optymistyczna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A nie jest troche tak że zakwaszanie zamyka nam drogę wartościowych produktów do środka włosa i niewiele takie maski nałożone po zakwaszaniu dają cokolwiek? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli stosuje się wielkocząsteczkowe proteiny lub emolienty to tak naprawdę nie są to substancje wnikające we włos, a jedynie otulające go filmem. Dlatego nakładanie ich po zakwaszaniu może dać bardzo fajny efekt:) Z kolei przy użyciu humektantów i hydrolizowanych protein lepiej stosować je przed zakwaszeniem, chociaż i tutaj są wyjątki.

      Usuń
    2. aha czyli jak moje włosy nie tolerują protein to może byc dobry sposób żeby je nakładać wbrew wybrykom moich włosów? :)

      Usuń
    3. Dokładnie:) Moje włosy również nienawidzą protein, a w zestawieniu z emolientami zamiast robić mi krzywdę spełniają swoją rolę.
      Tutaj masz przykład odżywiania z proteinami i efekty na włosach, ani śladu puchu czy przesuszenia:) http://gapowo.blogspot.com/2013/05/zozona-pielegnacja-czyli-jak-uratowac.html

      Usuń
  6. Ale opisalaś maraton myciowy :) Mnie by domownicy z domu eksmitowali lub podłożyli pod choinke rachunki za wodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo czasu to zajmuje, fakt:) Opracowałam sobie sposób mycia włosów w misce, żeby uniknąć strasznych rachunków właśnie.

      Usuń
  7. nie miałabym takiej cierpliwości ... ale na pewno warto ;))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...