poniedziałek, 29 grudnia 2014

Pielęgnacja okolic oczu - mój krem №10 Fitomed

Tak, jak pewnie niejedna z Was, przeszłam już przez kilka etapów pielęgnacyjnych "mądrości".
Od stosowania produktów przeznaczonych do cery trądzikowej, przez smarowanie buzi najzwyklejszym kremem dla dzieci i przemywanie ziołowymi naparami, po walkę o ładną cerę za pomocą kwasów oraz towarzyszącemu jej sumiennemu stosowaniu filtrów. 
To jedynie bardzo ogólny zarys tego, co przez ostatnich 9-10 lat spotkało moją twarz. :)  

Obecnie interesuję się pielęgnacją twarzy bardziej niż kiedykolwiek, zarówno po względem walki z niedoskonałościami, jak również w kwestii zapobiegania powstawaniu zmarszczek i przebarwień.
Przede mną jeszcze długa droga. Póki co, staram się zrozumieć i przyswoić jak najwięcej wiedzy. :)
Niestety cera skłonna do wyprysków ma to do siebie, że jest wybredna i lubi się buntować. Mimo to (albo właśnie dlatego) staram się nie tracić zapału. :)

W całym tym zamieszaniu wokół problemów z niedoskonałościami zdarza mi się zapominać o odpowiednim zadbaniu o skórę okolic oczu. Rzadko daje o sobie znać, a jednak maltretowana eyelinerem i innymi kolorowymi kosmetykami zasługuje na uwagę. Zaniedbania będzie widać już za kilka lat.



Skład:

Aqua - woda

Camellia Sinensis (White Tea) Leaf Extract - ekstrakt z zielonej herbaty

Argania Spinosa Oil - olej arganowy, w jego składzie znajduje się unikalna kompozycja kwasów tłuszczowych oraz witamina E - silny przeciwutleniacz. Świetnie się wchłania, mocno nawilża

Persea Gratissima (Avocado) Oil - olej z awokado, absorbuje promieniowanie UV, nawilża, regeneruje, zawiera witaminy A,D,E oraz witaminy z grupy B, lecytynę oraz fitosterole

Theobroma Cacao Seed Butter - masło kakaowe, natłuszcza, poprawia koloryt skóry; nadaje się do każdego typu cery, nie powoduje alergii, nawilża i odżywia skórę, neutralizuje działanie wolnych rodników dzięki zawartości naturalnych antyoksydantów

Butyrospermum Parkii (Shea) Butter - masło Shea(karite) ; nadaje się do każdego typu cery (nie zapycha!), mocno natłuszcza, odżywia i nawilża, łagodzi podrażnienia, stany zapalne i poparzenia, opóźnia procesy starzenia; posiada naturalny faktor ochronny 2-3; zawiera m.in. naturalną allantoinę, prowitaminę A, witaminy F i E, nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe, woski

Hydroxyethyl Acrylate - polimer filmotwórczy, reguluje konsystencję kosmetyku, zagęstnik, stabilizator emulsji, składnik warstwy okluzyjnej, pozostaje na skórze, daje uczucie jedwabistości

Sodium Hyaluronate - humektant, tworzy na powierzchni skóry film, który wiąże wodę i zapewnia skórze nawilżenie

Glycerin - gliceryna, humektant, działanie nawilżające, jednak stosowania w nieodpowiednich warunkach określanych tzw. punktem rosy (np. sezon grzewczy) może wykazywać działanie odwrotne

Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer - polimer filmotwórczy, reguluje konsystencję kosmetyku, zagęstnik, stabilizator emulsji, składnik warstwy okluzyjnej, pozostaje na skórze, daje uczucie jedwabistości

D-panthenol - prowitamina B5, nawilżająca substancja aktywna - ma zdolność wnikania wgłąb skóry/włosa; wygładza, działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację naskórka

Trilaureth-4-phosphate  - środek powierzchniowo czynny, zmiękcza skórę, stabilizuje emulsję

Caprylic/Capric Triglyceride - emolient tłusty, często komedogenny;tworzy film, który zatrzymuje wilgoć; zmiękcza i wygładza włosy oraz skórę

PEG-7 Glyceryl Cocoate - substancja renatłuszczająca dodawana do produktów myjących, koemulgator, poprawia jakość piany

Phenoxyethanol - konserwant zapobiegający rozwojowi mikroorganizmów

Ethylhexylglycerin - konserwant pochodzenia naturalnego, ma działanie nawilżające


pięć cennych składników na początku, jeden po drugim. Kolejne również na plus.



Opinia, działanie:

Zapach bardzo delikatny, herbaciany. Konsystencja lekka, ale treściwa.
Krem rozprowadza się "ślisko" (nie przepadam za tym), jest przy tym wydajny.

Duży plus za konsystencję, nie przepadam za produktami żelowymi.
Produkt wchłania się wolno. Pozostawia cieniutką, nieco lepką warstwę na powiece, która nie przeszkadza i nie denerwuje. Prawdę mówiąc taki efekt jest mi obojętny, ponieważ tego typu kosmetyki stosuję na noc. Raczej nie nałożyłabym go pod makijaż.
Krem przyjemnie nawilżał okolice oczu, nie natłuszczał (a szkoda), nie spowodował podrażnień, nie szczypał gdy przypadkowo dostał się do oka.
Nie wpłynął zauważalnie na cienie pod oczami, zaczerwienienie w kącikach ani opuchliznę, która lubi się u mnie pojawić od czasu do czasu.
Jego działanie uważam za bardzo neutralne i delikatne.
Bardzo przypadł do gustu mojej Mamie, która ma w kwestii pielęgnacji twarzy duże doświadczenie. :)

Polecam każdej osobie, która chce zadbać o okolice oczu i szuka prostego oraz niezbyt drogiego kremu o dobrym składzie.

Macie swoje ulubione kremy pod oczy?


Krem otrzymałam od sklepu Fitoteka - patronackiego sklepu firmy Fitomed.

piątek, 26 grudnia 2014

Balsam marokański Planeta Organica - to, co moje włosy lubią najbardziej

W końcu! Ukochane odżywki doczekały się swoich recenzji. :) 
Na wstępie muszę zaznaczyć, że wszystkie stosowane przez mnie balsamy Planeta Organica (marokański, turecki, prowansalski, aleppo) działały równie dobrze i nie potrafię wskazać ulubionej wersji. 

Jest to seria produktów, które odmieniły stan moich włosów.
Nawet nie próbuję porównywać balsamów do odżywki cedrowej PO (recenzja tutaj), która nie dorasta im do pięt.

Ich wprowadzenie do pielęgnacji było równie wielkim przełomem, co odkrycie olejowania.





Skład:

Aqua with infusions of:

Argania Spinosa Kernel Oil - 
olej arganowy, w jego składzie znajduje się unikalna kompozycja kwasów tłuszczowych oraz witamina E - silny przeciwutleniacz. Świetnie się wchłania, mocno nawilża

Organic Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract - mięta pieprzowa, oczyszcza pory, działa odkażająco i łagodząco, świetna w pielęgnacji skóry trądzikowej, tłustej oraz skłonnej do wyprysków i podrażnień, stymuluje naturalny proces regeneracyjny skóry oraz pielęgnuje pozwalając zachować jej dobre napięcie i gładkość

Rosa Damascena Flower Extract - wyciąg z róży damasceńskiej, działa gojąco, łagodząco, nawilżająco

Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Extract - olejek eteryczny otrzymywany z liści drzewa pomarańczowego, działa ściągająco, przeciwzapalnie i tonizująco

Eucalyptus Globulus Leaf Oil - olejek eukaliptusowy, działa antyseptycznie, odkażająco, przeciwzapalnie, odświeżająco oraz przeciwbakteryjnie; stosowany w pielęgnacji cery tłustej i trądzikowej

Organic Olea Europaea (Olive) Fruit Oil - bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, odżywia skórę i włosy; pozostawia film ochronny, poprawia ukrwienie skóry, wzmacnia barierę naskórka, regeneruje i nawilża
____________________________

Cetearyl Alcohol - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, często komedogenny; tworzy film, który zatrzymuje wilgoć, zmiękcza, wygładza i pośrednio nawilża włosy i skórę

Glycerin - gliceryna, humektant, działanie nawilżające, jednak stosowania w nieodpowiednich warunkach określanych tzw. punktem rosy (np. sezon grzewczy) może wykazywać działanie odwrotne

Behentrimonium Chloride - substancja aktywnie myjąca, oczyszczająca włosy i skórę, dobrze się wchłania; wygładza, ułatwia rozczesywanie, zapobiega elektryzowaniu. Nabłyszcza włosy, nadaje im miękkość i sprężystość

Cetrimonium Chloride - sól amonowa,konserwant, kondycjoner, kationowa substancja powierzchniowo czynna; nadaje włosom połysk, wygładza, ułatwia rozczesywanie, działa antystatycznie, ułatwia spłukiwanie produktu z włosów

Quaternium-87 - substancja pochodzenia roślinnego, która najprawdopodobniej nadbudowuje się na włosach o mocno rozchylonych łuskach, nadaje włosom objętości, ma właściwości antystatyczne, nabłyszcza i wygładza włosy. Niektóre źródła podają, że nie nadbudowuje się

Hydroxyethylcellulose - zagęstnik, regulator lepkości, stabilizator

Cetrimonium Bromide - substancja powierzchniowo czynna, emulgator, kondycjoner, antystatyk, działa bakteriostatycznie 

Benzyl Alcohol - konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych

Sorbic Acid - kwas sorbowy, konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych

Benzoic Acid - konserwant

Citric Acid - kwas cytrynowy, regulator pH, rozpuszcza się w wodzie

Parfum - zapach


Niestety, mamy tu do czynienia z powszechnym wśród rosyjskich kosmetyków chwytem - "woda z wyciągami z".
Wody w produkcie jest najwięcej (stanowi jego bazę), a zaraz po niej wypisane są wszystkie najfajniejsze składniki. W końcu to mieszanina, która ilościowo przeważa, dlatego odpowiednie miejsce na etykiecie się należy.
Ile naprawdę tam jest tych wszystkich wyciągów i olejków? Chciałabym to wiedzieć.
Wyciągi z mięty pieprzowej, róży damasceńskiej i pomarańczy oraz olejek eukaliptusowy mają na celu odżywienie, odświeżenie i odkażenie skóry głowy, dlatego warto dać balsamowi szansę i wetrzeć go w skalp.


Opinia, działanie:


Zapach intensywny, orientalny, według mnie bardzo przyjemny. Utrzymuje się na włosach, nie jest męczący.
Balsam ma kremową konsystencję (trzyma się dłoni), nie jest lejący, zbyt gęsty ani tępy. Taki akurat. :)
Opakowanie z pompką jest wygodne pomimo niewielkiej ilości produktu, jaką dozuje przy pojedynczym naciśnięciu. 
Wydajność przyzwoita. 
Odżywka dobrze rozprowadza się na włosach - nie wsiąka, wygładza i rozdziela włosy, nie sprzyja plątaniu. 

Stosowałam balsam na różne sposoby:
- pod kompres, od 20 minut do paru godzin
- pod ręcznik na 10-30 minut
- na chwilę (2-3 minuty), zaraz po myciu
- do emulgowania i zmywania oleju
- na skórę głowy przed myciem
- na skórę głowy po myciu
- zmieszany z innymi produktami, z żółtkiem, z olejem

Sprawdził się genialnie za każdym razem.
Również wtedy, gdy myłam włosy w pośpiechu i nie miałam czasu nawet na 5 minut z odżywką na włosach.
Nigdy nie musiałam martwić się o czas pomiędzy nałożeniem a spłukaniem. Efekt zawsze mieścił się w dość wąskich granicach "bez zastrzeżeń". :)


Efekty:

Wygładzenie, dociążenie, miękkość, blask, sprężystość, łatwość rozczesywania, ładna objętość.
Żadne z tych określeń nie jest przesadzone.
Dodatkowo balsamy pomagają utrzymać końcówki w bardzo dobrej kondycji i zapewniają im nie tylko miękkość i gładkość, ale również ładny wygląd.

Na czym polega wyjątkowość balsamu marokańskiego i jego braci?

Ciężko sprecyzować. Wydaje mi się jednak, że chodzi o idealne, unikalne połączenie wymienionych wyżej efektów.
Każdorazowe zastosowanie innego produktu uwidaczniało jego braki. Zazwyczaj po umyciu włosów coś mi nie pasowało - czasem brak połysku, innym razem niewystarczająco gładkie końcówki, a jeszcze innym irytowało mnie ekspresowe plątanie się długości. 

Po użyciu balsamów PO nie mam do czego się przyczepić. 
Mogłabym chcieć więcej i oczekiwać, że jest gdzieś produkt, który pogrubi włosy i sprawi, że będą tak piękne jak sobie wymarzyłam... Ale nie chcę, pozostaję realistką. :)

Balsamy "wyciągają" z moich włosów co się da, wykorzystują ich potencjał w 100% i to jest właśnie idealny kosmetyk, którego tak długo szukałam. 

Ich stosowanie pomogło mi (lub było bezpośrednią przyczyną?) utrzymać długość i końcówki w świetnej kondycji przez cztery miesiące pomiędzy podcięciami.
Służą mi już jednak znacznie dłużej i w dużej mierze to one są odpowiedzialne za mój włosowy sukces ostatnich miesięcy. 
Mam na myśli przede wszystkim ograniczenie łamania oraz rozdwajania końcówek (co przyczyniło się do ich zagęszczenia) oraz utrzymywanie ich w dobrym stanie przez długi czas. Z kolei dzięki temu zapuszczanie włosów jest bardziej efektywne, nie tracę tylu centymetrów przyrostu ile wcześniej. 

Odkrycie balsamów Planeta Organica zakończyło poszukiwania idealnych produktów - już je znalazłam. :) Gwarantują mi wszystko, czego oczekuję.
Muszę przyznać, że ciężko jest się im oprzeć i nałożyć na włosy inną odżywkę ze świadomością, że mam pewniaka na wyciągnięcie ręki. :) W dodatku pewniaka, o którym zawsze marzyłam.

Macie jakieś doświadczenia z balsamami Planeta Organica?

czwartek, 11 grudnia 2014

Zrobiłam sobie krzywdę... Dlaczego wracam do szamponu Babydream?

Wiem, że wszystko zaczęło się 7 miesięcy temu, kiedy zaczęłam zmywać olej odżywką (tutaj omówiłam tę metodę).
Kiedy dokładnie się pogubiłam? Ciężko powiedzieć, pewnie w połowie lipca tego roku.
Wtedy zużyłam ostatnie opakowanie szamponu Babydream.

Pielęgnacja włosów zeszła na dalszy plan (zbyt dużo się działo, żeby zastanawiać się nad kosmetykami), dlatego bez większego namysłu zużywałam zgromadzone zapasy.
Sięgałam po to, co akurat stało w łazience - szampony Alterra, Timotei, Garnier, Isana.

Z czasem przyzwyczaiłam się do stosowania mocniejszych produktów i takie wybierałam w sklepie.
Zmywanie oleju odżywką gwarantowało dobrą kondycję długości, dlatego przestałam przywiązywać tak dużą wagę do rodzaju detergentów zawartych w szamponie.

Teraz wiem, że była to zbyt drastyczna zmiana po dwóch latach używania przede wszystkim łagodnego Babydream'a.
Bardzo dobra kondycja końcówek i długości uśpiła moją czujność.
Teraz czeka mnie długa droga i wiele starań, żeby to wszystko odkręcić.





Jak używanie mocnych szamponów odbiło się na kondycji włosów?
Co sprawiło, że postanowiłam wrócić do delikatnego mycia skóry głowy?

- bardzo szybkie przetłuszczanie się włosów
- brak objętości u nasady i żadnych szans na jej stworzenie
- nasilone wypadanie włosów
- swędzenie skóry głowy



Wymienione problemy nie pojawiły się z dnia na dzień. Narastały powoli i dopiero kilka tygodni temu uznałam, że należy coś z nimi zrobić.


Dlaczego akurat Babydream?

Chociaż zdążyłam się przyzwyczaić do przyjemności, jaką daje używanie zwykłych szamponów (obfita piana, ładny zapach, uczucie śliskości jakie pozostawiają na włosach) powrót do łagodnego Babydreama przyniósł swego rodzaju ulgę.

Dobrze mi znane "skrzypienie" włosów pod palcami oraz charakterystyczny zapach działają na swój sposób relaksująco i dobrze się kojarzą. 
W końcu towarzyszyły mi prawie dwa lata jako stały element walki o piękne włosy. :)

Ostatecznie okazało się, że odegrały bardzo ważną rolę i stanowią dużą część mojego dotychczasowego sukcesu. Taki niepozorny element.

Wypróbowałam kilka innych delikatnych szamponów, jednak zawsze wracam do starego dobrego Babydream'a (wersja klasyczna, ułatwiająca rozczesywanie i płyn do kąpieli).
Jest neutralny dla skóry - jego działanie nie zmienia się z czasem, włosy zawsze dobrze na niego reagują.
Poza tym jest najbardziej wydajny, dobrze się pieni, ma bardzo dobry skład i cenę.


Co dotychczas udało mi się osiągnąć?

Dzisiaj mijają niecałe 3 tygodnie mycia głowy szamponem Babydream i poprawa jest zauważalna:
 - włosy pozostają świeże nieco dłużej (na lepszy wynik muszę poczekać)
 - łatwiej się rozczesują
 - wypadają w mniejszych ilościach
 - skóra głowy przestała swędzieć
O poprawie objętości u nasady mogę sobie pomarzyć ponieważ...


Jak dbam o skórę głowy i włosy?

Jestem winna skórze głowy porządne nawilżenie, dlatego również w nią wmasowuję odżywki i maski po myciu. 
Pomimo problemu z nadmiernym przetłuszczaniem włosy nie są obciążone u nasady po takim zabiegu! Wręcz przeciwnie, powoli wracam do normalności. 
Stosowanie mocnych szamponów ograniczyłam do niezbędnego minimum - zamierzam sięgać po nie tylko wtedy, gdy włosy zasygnalizują taką potrzebę. Ta kwestia nie zmieni się do odwołania. :)


Muszę również dodać, że obecnie moim oczyszczającym ideałem jest szampon Neutral 0%.
Prawdopodobnie wrócę jeszcze do Garnier'a z cytryną i białą glinką, ale cała reszta wyląduje w szafie lub zmieni właściciela. 


Pielęgnacja długości bez zmian - dużo olejków i nafty kosmetycznej, zmywanie oleju odżywką, zabezpieczanie silikonowym serum, regularne stosowanie mocno emolientowych odżywek i masek.


Sama sobie udowodniłam, że mocne mycie nie jest dla mnie.
Chwilę to trwało i z pewnością jeszcze potrwa, jednak popełnienie tego błędu to bezcenna lekcja. :)
Było warto, jest nauczka na przyszłość.  

sobota, 29 listopada 2014

Tymiankowy żel do twarzy Sylveco - nie dla każdego...

Na zakup swojego pierwszego produktu Sylveco zdecydowałam się dość późno, przy okazji zwiększonego zainteresowania oczyszczaniem twarzy.
W planach miałam jedynie żel rumiankowy, a wyszłam z wersją tymiankową, kremem brzozowo-rokitnikowym z betuliną i dużą ilością próbek. :)






Cena: 15-18zł / 150ml


Skład:

Aqua - woda

Lauryl Glucoside - delikatna substancja myjąca, łagodzi drażniące działanie silnych detergentów, emulgator, substancja stabilizująca i pianotwórcza

Glycerin - gliceryna, humektant, działanie nawilżające, jednak stosowania w nieodpowiednich warunkach określanych tzw. punktem rosy (np. sezon grzewczy) może wykazywać działanie odwrotne

Thymus Vulgaris Extract - działa na skórę antyseptycznie, przeciwzapalnie, oczyszczająco i ściągająco

Panthenol - prowitamina B5, nawilżająca substancja aktywna - ma zdolność wnikania wgłąb skóry/włosa; wygładza, działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację naskórka

Malic Acid - kwas jabłkowy, jeden z łagodniejszych kwasów z grupy AHA; działa delikatnie złuszczająco, zapobiega nadmiernemu rogowaceniu naskórka, łagodzi stany zapalne mieszków włosowych i zapobiega powstawaniu zaskórników, delikatnie rozjaśnia i wygładza skórę, a także nawilża ją i zmiękcza

Sodium Bicarbonate - kwaśny węglan sodu (soda oczyszczona), reguluje pH, zmiękcza wodę i zwiększa rozpuszczalność innych związków; jako substancja aktywna wykazuje korzystne działanie przeciwzapalne, oczyszczające i zmniejszające wydzielanie sebum w przypadku cery trądzikowej i przetłuszczającej się

Sodium Benzoate - sól kwasu benzoesowego, konserwant zapobiegający rozwojowi mikroorganizmów

Thymus Vulgaris (Thyme) Oil - jego głównymi składnikami są tymol i karwakrol, posiada bardzo silne właściwości przeciwwirusowe i przeciwgrzybicze; hamuje rozwój bakterii chorobotwórczych (m.in. Staphylococcus aureus  i Propioniobacterium acnes, które odpowiadają za rozwój zmian trądzikowych), łagodzi stany zapalne, działa na skórę oczyszczająco i tonizująco; jest zaliczany do antyoksydantów


Skład jest wyjątkowo przemyślany - mamy tu tylko niezbędne składniki, których działanie wzajemnie się uzupełnia.
Łagodna substancja myjąca, nawilżająca gliceryna i pantenol, wyciąg oraz olejek z tymianku o działaniu antybakteryjnym, przeciwgrzybiczym i przeciwzapalnym, delikatnie złuszczający i rozjaśniający kwas jabłkowy, węglan sodu regulujący pH i wpływający korzystnie na problematyczną cerę (oczyszcza i ogranicza wydzielanie sebum) oraz benzoesan sodu będący konserwantem.
Teoretycznie problematycznej cerze nie powinno niczego zabraknąć. :)

Opinia, działanie:

Zapach świeży, tymiankowy. Żel nie jest gęsty, ale mimo tego jego wydajność jest duża. Nie przelewa się przez palce, po rozcieńczeniu nie trzyma się skóry zbyt dobrze i lubi uciekać z dłoni.
Całkiem przyjemnie rozprowadza się na skórze, nie pieni się - przypomina raczej produkty o kremowej konsytencji.

Zdecydowałam się na ten żel ze względu na jego właściwości - według producenta zawiera składniki działające przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo, a także złuszczająco i rozjaśniająco.
Wydawał się być najlepszą opcją dla cery skłonnej do powstawania wyprysków i zaskórników. :)

Konsultantka Sylveco z którą rozmawiałam, poleciła mi pozostawianie żelu na twarzy na 2-3 minuty, aby składniki aktywne miały szansę mocniej zadziałać na skórę. Od czasu do czasu stosowałam się do tej rady.

Bardzo dobrze oczyszczał, podczas mycia dawał przyjemne uczucie świeżości.
Niestety żel zawsze pozostawiał skórę ściągniętą do tego stopnia, że nie byłam w stanie wytrzymać bez nałożenia kremu.
Na pierwsze efekty nie musiałam długo czekać - dosłownie po 2-3 dniach zaczęły pojawiać się duże ilości wyprysków i bolesne podskórne grudki. Te ostatnie miewam naprawdę bardzo rzadko.

Mam za sobą kilka podejść do kwasów i wiem, że skóra może reagować na nie w ten sposób.
Cierpliwie używałam żelu i czekałam na poprawę (od początku jego stosowania sięgałam tylko po sprawdzony krem, który nigdy nie zrobił mi krzywdy).
Niestety po miesiącu nic się nie zmieniło, a cierpliwość się skończyła.
Może to wina kwasu, może substancji myjącej, a może jeszcze innego składnika?

Wróciłam do mojego ulubionego żelu-kremu z Biedronki, który w ciągu tygodnia doprowadził cerę do porządku. 

Nie odradzam nikomu tego produktu, jego skład jest świetny i zasługuje na uwagę.

Moim celem było jedynie pokazanie, że "dobre składy" i "naturalna pielęgnacja" nie zawsze służą nam tak, jakbyśmy tego chciały - skóra (jak na złość) woli produkt zawierający substancje filmotwórcze i gardzi wyciągiem z tymianku. :)




piątek, 31 października 2014

Czy włosy na długości naprawdę potrzebują cennych olejków?

Przepraszam za nieobecność, mam nadzieję, że tym razem zostanę na dłużej. :)

Ostatni miesiąc pod względem pielęgnacji włosów był raczej spokojny - żadnych nowych produktów czy eksperymentów, żadnych włosowych problemów.
Był spokojny do tego stopnia, że gdy resztka oleju arganowego zjełczała, a wszystkie inne dawno się skończyły, przyniosłam do łazienki butelkę oleju słonecznikowego i nie odniosłam do kuchni przez kolejne cztery tygodnie... z jakiegoś powodu rodzaj oleju nakładanego na włosy był mi zupełnie obojętny. :)



Okazało się, że rafinowany olej słonecznikowy (a konkretnie olej Wielkopolski:)) nie jest gorszy od tego ze słodkich migdałów, pestek winogron czy olejku Babydream.
Długość i końce mają się dobrze, są elastyczne i błyszczące.
Niezmiennie zmywam olej odżywką (tutaj więcej informacji) - metoda ta bardzo mi służy, a jednocześnie cenię ją za możliwość znacznego skrócenia czasu mycia włosów bez konieczności zrezygnowania z efektów, jakie daje olejowanie.

Czy włosy (jako martwa struktura) naprawdę potrzebują cennych olejków?


Nie twierdzę, że każdy rodzaj oleju działa na długości tak samo. Nietrudno zaobserwować, że jeden lepiej dociąża i wygładza włosy, inny sprawia, że są sypkie, a jeszcze inny powoduje puszenie.

Zastanawia mnie natomiast, czy np. olej arganowy naprawdę daje tak spektakularne efekty?
Może w rzeczywistości tani olej rzepakowy działa bardzo podobnie?
Jaką rolę odgrywa tutaj nasza psychika?

Jesteśmy w stanie zaskakująco wiele sobie wmówić. Wiadomo jak to działa:
Nałożyłam na włosy olejek, który sporo mnie kosztował - postanowiłam go kupić, ponieważ ma niesamowite właściwości i wszyscy są nim zachwyceni.
Po pierwszym zastosowaniu widzę, że włosy faktycznie są jakby trochę bardziej błyszczące, może bardziej miękkie i gładkie.
Naprawdę takie były, czy jedynie starałam się dostrzec to, o czym wszyscy dookoła mówią?
Efekt wcale nie był spektakularny. A czy był wyjątkowy? Ciężko powiedzieć.
W takim razie - warto było wydać 45 złotych na niewielką buteleczkę olejku, który stosuję jedynie na długość?

Olej powleka łodygę włosa cienkim filmem - w ten sposób go wygładza, nabłyszcza, dociąża, zapobiega plątaniu i chroni przed uszkodzeniami (niektóre oleje chronią też przed promieniowaniem UV).
Takie działanie ma każdy olej, niezależnie od ceny.
Różnica, która jest istotna dla włosów na długości, to "tylko" rozmiar cząsteczek - większe lub mniejsze, inaczej układają się na powierzchni włosa. Zbyt małe mogą wciskać się pod mocno rozchylone łuski i potęgować puszenie czy sztywność oraz matowić włosy.
Ogólnie o emolientach pisałam tutaj.

Włosa nic nie jest w stanie dosłownie odżywić - zamiennie z "regeneracją" używam tego określenia, ponieważ jest powszechnie stosowane i dobrze obrazuje efekty.
Trzeba jednak mieć świadomość, że rzeczywistego stanu włosa nic nie jest w stanie znacząco i trwale zmienić (np. cofnąć zniszczenia), dlatego tak ważne jest dbanie o to, co mamy. :)
Widoczna poprawa kondycji włosów jest z reguły tymczasowa, nawet w przypadku "silnego" encanto.

Wszystkie zdrowotne właściwości warto przeanalizować i docenić, jeśli zamierzamy używać olejku na skórę głowy, twarz, wewnętrznie itd.

Dla jasności: oczywiście nie chodzi mi tu jedynie o olej arganowy, jednak uznałam go za dobry przykład ze względu na cenę i popularność.
Równie dobrze mogłam wymienić olej z pestek malin, olej z pestek moreli, olej jojoba i inne.

Nie mam na ten temat konkretnego zdania, nadal jest wiele kwestii odnośnie których mam wątpliwości.
To tylko moje rozważania i gdybanie - staram się stopniowo poszerzać wiedzę i nie mam problemu z tym, że moja opinia często się zmienia.
Dobrym przykładem jest post o emolientach, w którym napisałam, że "nafta kosmetyczna w przeciwieństwie do olejów nie ma żadnych wartości odżywczych i nie regeneruje włosów".
Dzisiaj nadal nie mam sprecyzowanego zdania, ale skłaniam się ku stwierdzeniu, że te właściwości olejów nie mają większego znaczenia w pielęgnacji włosów na długości. Ich przewagi nad naftą należałoby szukać w innym miejscu.

Nikogo tutaj nie krytykuję, żadnych zachowań nie potępiam - sama nie zamierzam zrezygnować z próbowania i używania "lepszych" olejków. Różnica jest taka, że nie patrzę już na nie z takim zachwytem (oczywiście pod względem używania na długości włosów).

A co Wy o tym sądzicie?


poniedziałek, 8 września 2014

Zmywanie oleju odżywką - jak, czym i dlaczego warto?


Do pierwszej próby zmycia oleju odżywką musiałam dojrzeć.
Potrzebowałam wielu miesięcy żeby zaobserwować i zrozumieć pewne zależności, żeby w końcu się odważyć. Hamowały mnie nie tylko obawy związane z obciążeniem włosów ale również wiele postów i komentarzy, w których dziewczyny pisały np. o podwójnym i dokładnym zmywaniu oleju, którego nałożyły bardzo małą ilość... Wydawało mi się, że ze swoimi ilościami mierzonymi w łyżkach stołowych i jednokrotnym zmywaniem Babydreamem mocno odstaję od normy. :)



Dlaczego warto?

Efekt jest natychmiastowy, włosy zupełnie odmienione - gładkie, miękkie i sypkie na całej długości.
Końce plączą się znacznie mniej, rozczesywanie jest nieporównywalnie łatwiejsze.

Po 4 miesiącach mycia długości tym sposobem (szampon lądował na niej jedynie raz na miesiąc lub rzadziej, gdy wypadało nieco oczyścić włosy) końce nie rozdwajają się i nie łamią jak kiedyś.
Widzę to przede wszystkim po bardzo równej i gęstej linii końców - od cięcia minęły równe dwa miesiące.
Dodatkowo nie mam żadnych problemów z puszeniem i przesuszeniem końcówek, które bywało moją zmorą nawet dwa tygodnie po podcięciu włosów.

Jak to działa?

Połączone działanie dwóch odżywek lub masek jest wystarczające by usunąć z powierzchni włosa nadmiar oleju.
Pierwszą odżywkę nakładamy w celu wstępnego zemulgowania oleju i ochrony włosów przed spływającym szamponem, drugą na dłużej - typowo, dla odżywienia.

Olej, który pozostaje na powierzchni włosa zmiękcza go, wygładza, nabłyszcza i chroni.
Jak już kiedyś wspomniałam pielęgnacja włosów to przede wszystkim upiększanie, iluzja.
Myślę, że można porównać ją do makijażu. Podkład nie wyrówna kolorytu cery na stałe, tusz nie przyciemni i nie wydłuży rzęs trwale - po dokładnym demakijażu widać ich rzeczywisty stan.


Warstewka oleju, która pozostaje na długości daje dokładnie ten efekt, o którym można przeczytać w artykułach na temat olejowania... niestety rzadko kiedy autor pokusi się o rozwinięcie tematu i wspomni, że na zdrowych włosach owszem, pomimo zmycia oleju szamponem efekt będzie widoczny i świetny, natomiast na suchych i zniszczonych szampon zminimalizuje efekt.
Wszechobecny, utarty schemat konieczności mycia włosów szamponem na całej długości jest największym problemem.



Jak i czym?

Ile włosomaniaczek tyle sposobów na zmywanie oleju - mój jest opcją dla bardzo suchych i bardzo zniszczonych włosów. :)

Czego używam:

Treściwych i ciężkich masek i odżywek - ostatnio moją miłością został Kallos Latte, którego używam podczas każdego mycia już od miesiąca. 

Wybieram produkty których lubię używać również w roli głównej oraz takich, w których mogę przemycić odrobinę protein. 
Staram się unikać zużywania w ten sposób bardzo złych odżywek - przekonałam się, że tak wrażliwym włosom jak moje nie jest to obojętne.

Jak myję:

Typowe mycie składa się z kilku głównych kroków:

1. Nakładam olej.
Bardzo dużą ilość dowolnego oleju (2-5 łyżek stołowych) nakładam na 3/4 długości włosów i pozostawiam na tak długo, jak mogę sobie pozwolić. 
Zdarza się, że nie mam czasu i zmywam olej od razu po nałożeniu.

2. Zwilżam włosy i nakładam dużą ilość odżywki/maski.
1-2 łyżki stołowe produktu wmasowuję w naolejowaną długość, a po opłukaniu dłoni przechodzę od razu do kolejnego punktu.

3. Myję skórę głowy.
Dowolnym szamponem, który wybieram w zależności od potrzeb skalpu.
Nie przeciągam szamponu na długość.

4. Spłukuję całe włosy.
Spływająca piana i woda ściągają odżywkę i częściowo zemulgowany olej.

5. Nakładam maskę lub odżywkę.
Tą samą, której użyłam przed myciem lub inną, efektu jestem pewna tak czy inaczej. :)
Mogę sobie pozwolić na skrócenie czasu trzymania do minimum.

Na koniec wgniatam w dolną połowę długości serum silikonowe wymieszane z olejkiem i zostawiam włosy do wyschnięcia lub sięgam po suszarkę. 


Stan końców dwa miesiące po wizycie u fryzjera:
(i po ponad 4 miesiącach regularnego zmywania oleju odżywką)



Myjecie w ten sposób, próbowałyście?
A może któraś z Was nadal ma opory? :)



piątek, 29 sierpnia 2014

BeBeauty delikatny żel-krem do mycia twarzy - HIT!

Bez zbędnego wstępu - kilka słów o bezkonkurencyjnym żelu do twarzy.



Skład:

Aqua - woda

Cocamidopropyl Betaine - delikatna substancja myjąca, łagodzi drażniące działanie silnych detergentów, pozyskiwana z oleju kokosowego

Glycerin - gliceryna, humektant, działanie nawilżające, jednak stosowania w nieodpowiednich warunkach określanych tzw. punktem rosy (np. sezon grzewczy) może wykazywać działanie odwrotne

Propylene Glycol - humektant, może podrażniać jeśli jest stosowany na chorobowo zmienioną skórę

PEG-7 Glyceryl Cocoate - substancja renatłuszczająca dodawana do produktów myjących, koemulgator, poprawia jakość piany

Styrene Acrylates Copolymer - substancja filmotwórcza; zmiękcza, kondycjonuje i wygładza; lepiszcze, stabilizator, regulator lepkości

Morinda Citrifolia Fruit Extract - ekstrakt z owoców noni, ma właściwości antyoksydacyjne i łagodzące

Acrylates/C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer - kondycjoner, substancja filmotwórcza, regulator lepkości, stabilizator emulsji

Sodium Hydroxide - regulator pH, substancja niebezpieczna  w wyższych stężeniach

Xanthan Gum - zagęszczacz i stabilizator naturalnego pochodzenia, zwiększa lepkość produktu

Parfum - zapach

Methylparaben - konserwant

Propylparaben - konserwant

Methylisothiazolinone - konserwant

Cl 16255 - barwnik



Opinia, działanie:


Zapach delikatny i neutralny. Miałam okazję porównać go do podobnego produktu Lirene, który spokojnie mógłby pełnić rolę perfum...
Konsystencja gęsta i kremowa, bardzo dobrze i przyjemnie rozprowadza się na skórze.
Produkt jest wydajny.

Żel świetnie zmywa makijaż i filtr, a jednocześnie nie pozostawia skóry nieprzyjemnie ściągniętej.
Nie szczypie w oczy - od kiedy odkryłam ten fakt nie używam żadnych płynów micelarnych ani toników.
Tak jest o wiele wygodniej, tusz dokładnie zmyty, a skóra wokół oczu nie jest podrażniona tak jak zwykle bywa po pocieraniu płatkiem.

Co najciekawsze, jest to jedyny żel, który nie powoduje powstawania wyprysków, wręcz temu zapobiega.
To on ratuje mnie po nietrafionych eksperymentach (np. żelu tymiankowym Sylveco...).
Po takim składzie spodziewałam się raczej odwrotnej reakcji - moja skóra nie przestaje mnie zaskakiwać.

Polecam wszystkim wrażliwcom i trądzikowcom. :)




czwartek, 31 lipca 2014

Gloria - uniwersalna maska do włosów bez silikonów


Produkt, który pomimo swojej popularności ciężko kupić stacjonarnie.
Przy okazji warto zajrzeć do sklepu Auchan i wrzucić przynajmniej jedno opakowanie do koszyka - moje przyjechało ze mną z Trójmiasta. :)



Cena: 6zł / 240ml

Skład:

Aqua - woda

Cetrimonium Chloride - sól amonowa,konserwant, kondycjoner, kationowa substancja powierzchniowo czynna; nadaje włosom połysk, wygładza, ułatwia rozczesywanie, działa antystatycznie, ułatwia spłukiwanie produktu z włosów

Cetyl Alcohol - emolient tłusty, może być komedogenny. Odpowiada za konsystencję, ma również lekkie właściwości emulgujące. Tworzy na włosach delikatny, zmywalny film, który zapobiega odparowywaniu wody (nawilża).  Jest stosowany w maskach do każdego rodzaju włosów, wygładza

Humulus Lupulus Extract - ekstrakt z szyszek chmielu

Parfum - zapach

Panthenol - prowitamina B5, nawilżająca substancja aktywna - ma zdolność wnikania wgłąb skóry/włosa; wygładza, działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację naskórka

Glyceryl Stearate - emolient tłusty, ester kwastu stearynowego i gliceryny, często komedogenny; tworzy film, który zatrzymuje wilgoć, czyli pośrednio nawilża; zmiękcza i wygładza włosy

Citric Acid - kwas cytrynowy, regulator pH, rozpuszcza się w wodzie

Methylchloroisothiazolinone(and) Methylisothiazolinone - konserwant

Bromonitropropandiol - konserwant

Citronellol - imituje zapach róży, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alegren

Hexyl Cinnamal - składnik kompozycji zapachowych, potencjalny alergen

Limonene - imituje zapach skórki cytrynowej, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Benzyl Salicylate - składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Citral - składnik kompozycji zapachowej


Brak silikonów i innych substancji filmotwórczych jest niewątpliwą zaletą - dzięki temu Gloria to naprawdę wielofunkcyjna maska.
Zamiast mówić o ubogim składzie warto dostrzec w nim świetną i tanią bazę.


Opinia, działanie:

Zapach pomimo intensywności nie jest męczący, utrzymuje się na włosach. 
Konsystencja trochę zbyt lejąca, ale maska dobrze się rozprowadza.
Wydajność średnia w moim przypadku - zawsze nakładam dużo produktu, a ten włosy dosłownie chłonęły.

Świetna podstawowa i lekka maska - dobrze sprawdza się sama, a wzbogacona o olejki czy półprodukty nie obciąża.
Włosy są po niej wygładzone, sypkie i puszyste, a końcówkom do przyzwoitego dociążenia wystarcza nałożenie niewielkiej ilości serum.
Maska ułatwia rozczesywanie włosów i sprawia, że po wyschnięciu są podatne na układanie.

Nie jest to produkt przeznaczony do stosowania w roli maski regenerującej - jej skład przypomina raczej prostą odżywkę.
Świetnie nadaje się do mycia włosów i zmywania olejków . Bardzo dobrze emulguje, nie obciąża.

Osoby, które lubią nakładać odżywki i maski na skórę głowy mogą bez obaw sięgnąć po lekką bezsilikonową Glorię.

Miałyście, lubicie?

wtorek, 8 lipca 2014

Aktualizacja włosów - wizyta u fryzjera po rocznej przerwie

Ostatnia aktualizacja tutaj. (styczniowa)

Jak zwykle wizyta u fryzjera nie była zaplanowana i dokładnie przemyślana. :)
Od dawna zastanawiałam się nad pigmentacją i nadaniem włosom ciemniejszego odcienia, niedawno doszłam do wniosku, że trzeba podciąć plączące się końce. Dodatkowo męczyłam się ze źle ukształtowaną i zbyt długą grzywką.

Farbowanie:

W końcu dojrzałam do decyzji o zrezygnowaniu z domowego farbowania.
Długość bardzo ucierpiała przez nakładanie na nią farby z takim samym oksydantem, jak na odrosty.
Nawet te zwyczajowe "tylko 5 minut" zaowocowało niemal białymi końcami, które zupełnie nie mają ochoty łapać koloru tak, jak powinny.
Tego problemu nie mają dziewczyny, którym ciepły blond pasuje, a pofarbowanie samych odrostów jest wystarczające.

Zaufałam Adzie (prawdziwy talent!) i pozwoliłam jej działać.
Od góry postanowiła położyć mieszankę farb z poziomu 8,9 i 10, natomiast długość dwukrotnie zapieniła - końce zupełnie nie chciały złapać koloru, ale Ada wzięła to pod uwagę podczas planowania koloryzacji i efekt końcowy jest piękny.

Byłam tak przejęta, że zapomniałam zapytać jaką farbę mam na głowie. :)

Cięcie:

Końce plątały się na potęgę, dlatego zgodziłam się na ścięcie 3 centymetrów (chociaż mam wrażenie, że poszło trochę więcej:)).
Cięcie wstępne nożyczkami, następnie maszynką. Kształt U.
Włosy zostały wysuszone na szczotce i wyprostowane w celu naniesienia niewielkich poprawek.
Grzywka podcięta dokładnie tak, jak chciałam - jest teraz lżejsza, wielowarstwowa
(degażówki), idealnej długości.
Dobrze wygląda przy związanych włosach.

Po domowym myciu włosy bardzo fajnie się układają i kręcą same z siebie.




Ada otwiera swój salon w Gdańsku już niedługo - na pewno podam wszystkie informacje.
Warto!

sobota, 28 czerwca 2014

Mój krem №4 Fitomed - natłuszczający krem-masło

... czyli "bezwodny krem regenerujący do cery bardzo suchej".
Zdążyłam już wypróbować i ocenić sporo produktów do pielęgnacji twarzy, a moje zainteresowanie tematem nie maleje. Przeciwnie, zdążyło nawet na jakiś czas zepchnąć pielęgnację włosów na dalszy plan.

Nadal szukam najlepszych opcji dla siebie i często bywam rozdarta - zastosować krem z kwasami czy taki, który mocno nawilży skórę? Czy w ogóle stosować kwasy, skoro mam cerę naczynkową?

Jeszcze nie znalazłam złotego środka, ale jest kilka rzeczy do których wracam zawsze:
- glinki - czarna, zielona, marokańska, które świetnie radzą sobie z wypryskami
- kremy nawilżające i przeciwzmarszczkowe - o "typowej" dla kremów drogeryjnych konsystencji, często oznaczone 50+ i więcej
- kremy tłuste - od bardzo ciężkich kremów do tych o konsystencji masła, bazujące na olejach
- kremy z filtrem - codziennie, bezwzględnie, SPF 50
- mycie twarzy tylko wieczorem 


Cena: 25zł / 50ml



Największe zaskoczenie - skład. 
Przeczytałam informacje na stronie, zaczęłam szukać pełnego składu i okazało się, że nie ma za czym się rozglądać. Naprawdę jest taki krótki, olejkowy i po prostu fajny. 





Skład:

Triticum Vulgare Germ Oil - olej z kiełków pszenicy; przeznaczony do pielęgnacji cery suchej, dojrzałej i mieszanej, a także do pielęgnacji suchych i łamliwych włosów; ujędrnia i opóźnia procesy starzenia; zawiera m.in. witaminy A, D i E, lecytynę, fitosterole oraz kwasy tłuszczowe: linolowy, linolenowy, stearynowy, palmitynowy

Persea Gratissima Oil - olej z awokado; przeznaczony do pielęgnacji skóry suchej, dojrzałej i wrażliwej; silnie odżywia naskórek, ma zdolność wnikania w głębsze warstwy skóry, uzupełnia jej barierę lipidową; posiada naturalny faktor ochronny 3-4; zawiera m.in. witaminy A, B, D, E, H, K, PP (tzw. olej 7 witamin), fitosterole, lecytynę, skwalen, sole mineralne oraz kwasy tłuszczowe: oleinowy, linolowy, palmitynowy, stearynowy, linolenowy

Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter - masło Shea(karite) ; nadaje się do każdego typu cery (nie zapycha!), mocno natłuszcza, odżywia i nawilża, łagodzi podrażnienia, stany zapalne i poparzenia, opóźnia procesy starzenia; posiada naturalny faktor ochronny 2-3; zawiera m.in. naturalną allantoinę, prowitaminę A, witaminy F i E, nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe, woski

Theobroma Cacao Seed Butter - masło kakaowe; nadaje się do każdego typu cery, nie powoduje alergii, nawilża i odżywia skórę, neutralizuje działanie wolnych rodników dzięki zawartości naturalnych antyoksydantów

Koniec. Dwa oleje i dwa masła, z czego ostatnie są odpowiedzialne za odpowiednią konsystencję.


Opinia, działanie:

Zapach bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny. Jak dla mnie subtelne kakao.
Konsystencja lekkiego masła - zdecydowanie łatwiej je rozpuścić niż czyste masło shea, to zasługa olejków. 
Momentalnie rozpuszcza się pod wpływem ciepła skóry i bardzo łatwo rozprowadza.
Dzięki wspomnianej konsystencji jest bardzo wydajne.



Twarz:

Niezależnie od ilości kremu pozostawia on na skórze tłustą warstewkę, dlatego używam go tylko na noc.
Dzięki swoim natłuszczającym właściwościom tworzy barierę, która zatrzymuje wodę w skórze, dlatego warto położyć pod niego krem nawilżający, żel aloesowy itp.

Reakcja cery była dla mnie zagadką - uwielbia masło Shea, a na wszelkie odmiany OCM reaguje bolesnymi gulami osadzonymi głęboko w skórze.
Ku mojemu zaskoczeniu nie spowodował wysypu wyprysków po zastosowaniu na oczyszczoną twarz.
Pod tym względem stan cery pozostawał niezmieniony lub ulegał lekkiej poprawie (gojenie)
Niestety dało się zauważyć wypełnione pory po dwóch użyciach pod rząd.

Rano skóra zawsze była gładka i bardzo przyjemna w dotyku, nakładanie makijażu czy kremu z filtrem było bezproblemowe - nadmiar masełka wytarł się o poduszkę. :)

Bardzo ciekawy i przyjemny sposób "przemycenia" olejków do pielęgnacji, jednak czyste masło Shea jest bezkonkurencyjne w przypadku cery skłonnej do wyprysków. 

Z kolei skóra wokół oczu lubi większą ilość olejków i w tych okolicach krem sprawdza się perfekcyjnie.
Kwas hialuronowy (krople do oczu:)) i tłusta warstewka masła to moje ulubione połączenie.

Jako samodzielny filtr ma zdecydowanie zbyt niski faktor.

Włosy:

A dokładniej końcówki. :) Ujarzmia i wygładza, nie usztywnia, dobrze zabezpiecza.
Łatwo przesadzić z ilością.
W moim przypadku nie nadaje się na zamiennik klasycznego olejowania ze względu na kondycję włosów - masła sprawdzają się na nich średnio.


Genialny do pielęgnacji dłoni, którym oberwało się od mrozu lub podczas sprzątania. Jest wygodniejszy w użyciu niż czyste masło Shea czy olej, a jednocześnie łączy działanie obu. O moich problemach i ratowaniu dłoni pisałam tutaj
Miałam ogromną ochotę wysmarować się nim od góry do dołu, ale jest go zwyczajnie za mało. 
Nawet na sam biust, niestety.



Znacie inne, równie mocno natłuszczające kremy o fajnym składzie?


Krem otrzymałam od sklepu Fitoteka - patronackiego sklepu firmy Fitomed. 

czwartek, 26 czerwca 2014

Jajeczna maska Babuszki Agafii na włosach suchych i zniszczonych - źródło protein

Wróciłam i zabieram się za nadrabianie zaległości - powoli, ale jednak. :)

Po wypróbowaniu maski drożdżowej i łopianowej moja ciekawość produktami Agafii spadła niemal do zera. Dziesiątki przeczytanych recenzji sprawiły, że spodziewałam się cudów. Błąd.

Razem z poznaniem zależności między substancjami przyszło zainteresowanie produktami proteinowymi, które zbiegło się z wygraną w konkursie na blogu http://swiat-natury.blogspot.com/ (sklep SETARE) - stałam się szczęśliwą posiadaczką tytułowej maski jajecznej i zestawu termo-czepków. :)



 Skład:

[woda z wyciągami z]:
Hydrolyzed Egg Protein - proteiny jajeczne; wzmacniają, pogrubiają włosy
Malt - słód żytni, bogaty w wit. E, działanie regenerujące
Betula Alba Juice - sok z brzozy, zmiękcza, nabłyszcza, wygładza i wzmacnia włosy, wzmacnia i pobudza cebulki do intensywniejszego podziału komórek i tym samym szybszego wzrostu włosa, zapobiega wypadaniu włosów

[wzbogacona o ekstrakty]:
Salvia Officinalis - szałwia, wygładza i rozprostowuje włosy, wzmacnia i pobudza cebulki do intensywniejszego podziału komórek i tym samym szybszego wzrostu włosa, zapobiega wypadaniu włosów
Rubus Chamaemorus - malina moroszka, zawiera dużo witaminy C, wykorzystywana głównie w celach spożywczych i leczniczych, olej ma właściwości nawilżające i odżywcze
Rhodiola Rosea - różeniec górski, oczyszcza i wygładza skórę, działa antyseptycznie, chroni włosy przed działaniem czynników zewnętrznych

Cetrionium Chloride - sól amonowa,konserwant, kondycjoner, kationowa substancja powierzchniowo czynna; nadaje włosom połysk, wygładza, ułatwia rozczesywanie, działa antystatycznie, ułatwia spłukiwanie produktu z włosów
Cetearyl Alcohol - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, często komedogenny; tworzy film, który zatrzymuje wilgoć, zmiękcza, wygładza i pośrednio nawilża włosy i skórę
Ceteareth-20 - emulgator, tworzy film, który zatrzymuje wilgoć; zmiękcza i wygładza włosy/skórę, substancja myjąca wrażliwa na zmiany pH 
Guar Gum - zagęstnik, reguluje konsystencję kosmetyku i jego lepkość 

[oleje tłoczone na zimno]:
Hippophae Rhamnoides - olej z rokitnika zwyczajnego, regeneruje, odżywia, źródło ochrony przed promieniowaniem UV, działa antyoksydacyjnie, przeciwłupieżowo, zapobiega wypadaniu włosów
Cucurbita Pepo - olej z dyni zwyczajnej, wzmacnia i odżywia mieszki oraz cebulki włosowe, zapobiega wypadaniu włosów
Corylus Avellana Seed - olej z leszczyny pospolitej, odżywia, regeneruje, delikatnie tonizuje, wzmacnia włosy

Panthenol - prowitamina B5, nawilżająca substancja aktywna - ma zdolność wnikania wgłąb skóry/włosa; wygładza, działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację naskórka
White Beeswax - wosk pszczeli
Tocopherol - witamina E, przeciwutleniacz
Citric Acid - kwas cytrynowy, regulator pH, rozpuszcza się w wodzie
Parfum - zapach
Benzoic Acid - konserwant
Sorbic Acid -  kwas sorbowy, konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych

Ponownie nie potrafię ocenić rzeczywistych wartości odżywczych maski.
Fakt, zawiera bardzo ciekawe olejki (z dyni, z leszczyny), ale ile ich tam jest? Kropla? Pięć?



Opinia, działanie:

Zapach chemiczny i słodki, nie tak mocny jak wersji drożdżowej. 
Maska jest rzadka, przelewa się przez palce. Dobrze się rozprowadza i jest całkiem wydajna.

Na włosy mojego typu nie nadaje się do samodzielnego stosowania, nawet nałożona na długość pokrytą warstewką oleju. W takim zestawie sprawia, że końce puszą i się usztywniają, nie pomaga tu żadna odżywka b/s czy serum silikonowe.

Jako źródło protein (raczej niewielkiej ich ilości, ale jednak) sprawdza się umiarkowanie. Przydzieliłabym ją do kategorii tych delikatniejszych proteinowych masek.
Zostawiam ją na 15-30 minut, a następnie nakładam emolientową maskę lub odżywkę i trzymam na włosach kolejne 20-40 minut, czasem nawet godzinę.
Efekt pogrubienia i "wzmocnienia" włosów charakterystyczny dla proteinowania nie jest tak widoczny i odczuwalny jak po nałożeniu maski zmieszanej żółtkiem, ale da się zauważyć przyjemną sypkość włosów.

Całkiem dobra opcja dla osób, które szukają maski lekkiej pod względem zawartości protein.
Jestem jednak pewna, że są lepsze proteinowe produkty - nawet dla początkujących wysokoporowatych - i zamierzam ich szukać. :)

Macie swoje ulubione proteinowe produkty?
Będę wdzięczna za każdą wskazówkę. :)

sobota, 24 maja 2014

Laminowanie włosów wysokoporowatych, suchych i zniszczonych

Sesja coraz bliżej i niestety nie mam czasu na regularne zaglądanie na bloga ani tym bardziej na odpisywanie na maile. Bardzo przepraszam za ten przestój. 
____________________________________________________________
Po kilku tygodniach rozmyślań postanowiłam dać żelatynie jeszcze jedną szansę.
Pierwsze laminowanie włosów zrobiłam nie mając pojęcia, że skazuję się na puch i typowe przeproteinowanie - nie znałam zależności pomiędzy substancjami i nie wiedziałam, że należy zachować ich równowagę w pielęgnacji.
Tym razem dokładnie przemyślałam sprawę i zaryzykowałam. Warto było. :)

Moim głównym założeniem było stworzenie mieszanki laminującej z bardzo dużą ilością emolientów i humektantów, znacznie większą niż zazwyczaj podaje się w przepisach.


Jak wykonałam laminowanie?

1. Mycie : tylko skóra głowy, szampon Yves Rocher z wyciągiem z owsa.
2. Humektanty : żel lniany nałożony w dużej ilości na wilgotną długość, pod kompres (czepek i ręcznik), 40    minut.
3. Mieszanka "laminująca" : po spłukaniu żelu zanurzyłam włosy w miseczce z przygotowaną mieszanką,    wmasowałam ją wszędzie, gdzie było to konieczne (ominęłam skórę głowy), zostawiłam pod kompresem      na 45 minut.
4.  Emolienty : po dokładnym spłukaniu mieszanki nałożyłam odżywkę z toskańską oliwą Planeta Organica     wymieszaną z balsamem tureckim Planeta Organica, 15 minut.


Przepis na mieszankę laminującą:


Składniki:
2 czubate łyżeczki żelatyny
1/3 kubka wrzącej wody
łyżeczka soku z cytryny
5 kropli oleju arganowego
1 czubata łyżka odżywki Isana Professional Oil Care
1 płaska łyżka odżywki z toskańską oliwą Planeta Organica
1 płaska łyżka maski Gloria
1 czubata łyżka maski Bingo Spa 40 składników aktywnych

Przygotowanie:
Do wrzątku stopniowo wsypywałam żelatynę nie przerywając mieszania - dokładne rozpuszczenie jej nie należy do najłatwiejszych zadań. :)
Następnie dodałam sok z cytryny, olej arganowy oraz wszystkie wymienione produkty i porządnie wymieszałam.
Bardzo wodnista konsystencja zmusiła mnie do zrezygnowania z typowego nakładania za pomocą dłoni. Jak się potem okazało zanurzenie włosów w misce z mieszanką pozwoliło nanieść ją o wiele dokładniej i było po prostu wygodniejsze. :)


Efekt:

Pozwoliłam włosom wyschnąć naturalnie - suszarka kusiła, ale byłam ciekawa jak długość się zachowa bez mojej pomocy.

Po wyschnięciu: Bardzo gładkie, sypkie i śliskie włosy. Straciły nieco na objętości. Ani śladu puchu na końcach. 
Efekt utrzymał się do następnego dnia, nawet po nocnym koczku włosy dosłownie rozsypały się i złapały tylko bardzo delikatny skręt. :)

Po kolejnym myciu: Ten moment ciekawił mnie najbardziej i muszę przyznać, że nie zawiodłam się. Proteiny wydobyły skręt! Po umyciu włosy wyschły naturalnie i same pięknie się poskręcały - nie ugniatałam ich, nie nakładałam żelu, jedynie rozczesałam je na mokro szczotką z włosia.

Niedługo po wyschnięciu:

Naturalny skręt po kolejnym myciu:


I na koniec efekt ostatniego farbowania - żółtko na głowie doprowadzało mnie do szału, a ulubione szamponetki zniknęły razem z drogerią. Z radością położyłam farbę L'Oreal Preference 9.1 (Viking) i czekałam na upragnioną szarość. 
Włosy chwilę po rozwinięciu nocnego koczka, dzień po farbowaniu.


Laminujecie?:)

niedziela, 4 maja 2014

Łopianowa maska Babuszki Agafii na włosach zniszczonych i suchych

Tę maskę zamówiłam prawie rok temu razem z wersją drożdżową jako jeden z pierwszych rosyjskich kosmetyków (byłam wtedy upartą poszukiwaczką produktów w sklepach stacjonarnych).
Nie ukrywam, że liczyłam na świetne efekty - wtedy jeszcze nie wiedziałam, że kosmetyki z ziołowymi wyciągami to coś, czego powinnam unikać, a skład obu masek w rzeczywistości nie powala.



Skład:

[Woda z wyciągami z]
Avena Sativa Oat - owies zwyczajny, nawilża, poprawia strukturę włosów, wzmacnia, przyspiesza porost
Betula Alba Juice - sok z brzozy, zmiękcza, nabłyszcza, wygładza i wzmacnia włosy, wzmacnia i pobudza cebulki do intensywniejszego podziału komórek i tym samym szybszego wzrostu włosa, zapobiega wypadaniu włosów
[wzbogacona o ekstrakty]: 
Salvia Officinalis - szałwia, wygładza i rozprostowuje włosy, wzmacnia i pobudza cebulki do intensywniejszego podziału komórek i tym samym szybszego wzrostu włosa, zapobiega wypadaniu włosów
Rubus Chamaemorus - malina moroszka, zawiera dużo witaminy C, wykorzystywana głównie w celach spożywczych i leczniczych, olej ma właściwości nawilżające i odżywcze
Rhodiola Rosea - różeniec górski, oczyszcza i wygładza skórę, działa antyseptycznie, chroni włosy przed działaniem czynników zewnętrznych

Cetrionium Chloride - sól amonowa,konserwant, kondycjoner, kationowa substancja powierzchniowo czynna; nadaje włosom połysk, wygładza, ułatwia rozczesywanie, działa antystatycznie, ułatwia spłukiwanie produktu z włosów
Cetearyl Alcohol - niejonowa substancja powierzchniowo czynna, emolient tłusty, często komedogenny; tworzy film, który zatrzymuje wilgoć, zmiękcza, wygładza i pośrednio nawilża włosy i skórę
Ceteareth-20 - emulgator, tworzy film, który zatrzymuje wilgoć; zmiękcza i wygładza włosy/skórę, substancja myjąca wrażliwa na zmiany pH
Guar Gum - zagęstnik, reguluje konsystencję kosmetyku i jego lepkość

[oleje tłoczone na zimno]: 
Arctium Lappa Seed Oil - olej z łopianu większego, działa przeciwłupieżowo, kojąco i przeciwświądowo na skórę głowy, pobudza cebulki
Ribes Nigrum Seed Oil - olej z nasion czarnej porzeczki, stosowany w leczeniu podrażnień skóry, atopowym zapaleniu skóry, egzemie, łuszczycy, łupieżu, wypadaniu włosów
Linum Usitatissimum Seed Oil - olej z nasion lnu zwyczajnego, nawilża, odżywia i uelastycznia włosy

Pyridoxine (wit. B6) 
Panthenol (wit.B5) - prowitamina B5, nawilżająca substancja aktywna - ma zdolność wnikania wgłąb skóry/włosa; wygładza, działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację naskórka
Niacinamide (wit.PP) - witamina PP/B3; poprawia kondycję włosów, ogranicza ich wypadanie
Citric Acid - kwas cytrynowy, regulator pH, rozpuszcza się w wodzie
Parfum - zapach
Benzoic Acid - konserwant 
Sorbic Acid - kwas sorbowy, konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych


Znany i podejrzany początek "aqua with infusions of...", którego staram się unikać ale nie zawsze jest to możliwe chociażby w przypadku balsamów i masek Planeta Organica, które bardzo lubię.
Jestem ciekawa jakie są faktyczne ilości wyciągów i olejków w tych produktach...



Opinia, działanie:

Zapach dziwny - trochę roślinny, trochę chemiczny i słodki. Maska jest rzadka, przelewa się przez palce. Dobrze się rozprowadza i jest całkiem wydajna.

O jej działaniu nie mogę niestety zbyt wiele napisać - po zastosowaniu końce były suche i spuszone, długość matowa i strączkująca się. Tak zniszczone włosy jak moje nie tolerują ziół z czego nie zdawałam sobie sprawy wybierając tę maskę.
Próbowałam traktować ją jako produkt zakwaszający do stosowania po mocnym nawilżeniu oraz w zestawach. W tej roli sprawdzała się lepiej, ale mimo wszystko szkoda mi było delikatnych końcówek i zupełnie z niej zrezygnowałam.

Należy pamiętać, że ziołowych produktów nie powinno się pozostawiać na włosach dłużej niż 5-15 minut. Tej masce wystarczy mniej niż 5 minut by zadziałać.

Nie stosowałam jej na skórę głowy ponieważ nie widzę w tym nic atrakcyjnego ani szczególnie korzystnego przy tak ogromnym wyborze ziół i gotowych preparatów do zastosowania na skalp.
Co dobre dla długości nie musi być dobre dla skóry i odwrotnie, ale to tylko moje zdanie. :)

Dla kogo?
Dla posiadaczek włosów niskoporowatych, niefarbowanych, cienkich, elektryzujących się. Nie twierdzę, że na włosach innego typu nie ma szans się sprawdzić, jednak muszą one tolerować zioła i być gotowe na produkt o takim działaniu - odpowiednio nawilżone, zaproteinowane i natłuszczone. 
Również dla osób, które szukają produktu zakwaszającego do ostatniego punktu odżywiania. 
Nie zaryzykuję polecenia jej włosom wysokoporowatym. 


Miałyście, polubiłyście?

sobota, 3 maja 2014

Rokitoderm Plus - kremowy ratunek dla problematycznej skóry

Za recenzję tego kremu zabierałam się naprawdę długo - mam już drugie opakowanie i dopiero teraz czuję, że mogę się wypowiedzieć wyczerpując temat.

Pierwsze opakowanie dostałam w ramach współpracy z firmą Kosmed, krem został wybrany przeze mnie i pomimo początkowych obaw odnośnie składu nie żałuję.



Cena: 7-10zł / 20ml
Dostępność: apteki (np. doz.pl), sklep internetowy Kosmed.

Skład:


Aqua - woda

Paraffinum Liquidum - parafina

Lanolin - emolient, kondycjoner, jest substancją renatułuszczającą (odbudowuje naturalną barierę lipidową), tworzy na powierzchni skóry lub włosów film zapobiegający odparowywaniu wody, jest wydzieliną gruczołów łojowych owiec

Cera Microcristallina - wosk, mieszanina parafin

Lanolin Alcohol - emolient otrzymywany z lanoliny

Glycerin - gliceryna, humektant, działanie nawilżające, jednak stosowania w nieodpowiednich warunkach
określanych tzw. punktem rosy (np. sezon grzewczy) może wykazywać działanie odwrotne

Oleum et Fructibus et Foliae Hippophaes - olej z rokitnika zwyczajnego, stosowany jest w leczeniu poparzeń, odmrożeń, trudno gojących się (jątrzących) ran, egzem, spękań skóry, uszkodzeń promieniowaniem radioaktywnym, odleżyn, owrzodzeń

Petrolatum - wazelina, emolient tłusty, substancja otrzymywana z ropy naftowej, nie jest komedogenny, wpływa pozytywnie na konsystencję kosmetyku, tworzy na powierzchni skóry film zapobiegający odparowywaniu wody

Calendula Officinalis Flower Extract - ekstrakt z nagietka lekarskiego, łagodzi podrażnienia

Aloe Barbadensis leaf Extract - ekstrakt z aloesu zwyczajnego; nawilża

Jojoba Oil - olej jojoba, zmiękcza, nawilża i uelastycznia; jest pomocny w leczeniu trądziku

Allantoin - alantoina, działa nawilżająco, przeciwzapalnie i łagodząco, wspomaga regenerację naskórka i gojenie się ran

Lavender Oil - olejek lawendowy, działa antybakteryjnie, odkażająco, może być stosowany bezpośrednio na skórę, wpływa na strukturę naskórka zwiększając jego przepuszczalność, co umożliwia głębsze wniknięcie składników aktywnych; jest pomocny w walce z nadmiernym wypadaniem, łysieniem, łupieżem, trądzikiem, rozstępami, łuszczycą, grzybicą oraz innymi; przyspiesza gojenie się ran i zapobiega powstawaniu blizn

Phenoxyethanol - konserwant
Methylparaben - konserwant
Ethylparaben - konserwant
Butylparaben - konserwant
Propylparaben - konserwant
Isobutylparaben - konserwant



Krem bazuje na emolientach będących pochodnymi ropy naftowej - są ich tutaj 3 rodzaje.
Stanowią bazę nie bez powodu, mają silne właściwości natłuszczające, a jednocześnie nie podrażniają i nie wywołują alergii. To dlatego są spotykane w tak wielu produktach dla dzieci - nie są zagrożeniem dla ich wrażliwiej skóry. Więcej na ich temat pisałam tutaj.
Dalej składniki o właściwościach nawilżających i antyseptycznych oraz ogonek konserwantów, które pomimo nagonki nadal pozostają jednymi z najlepiej przebadanych substancji z tej kategorii.

Opinia, działanie:

Zapach intensywny, ziołowy, nie drażni. Krem jest gęsty i dość tępy podczas rozprowadzania na skórze, pod względem konsystencji znajduje się na granicy kremu i maści. Wydajność dobra.
Na uwagę zasługuje żółto-pomarańczowy kolor, może brudzić pościel i ubrania.

Tutaj znajdziecie informacje producenta dotyczące właściwości kremu oraz zaleceń stosowania.

Dłonie
Na początku bałam się stosować Rokitoderm na twarz, dlatego postanowiłam go schować i poczekać aż nadejdzie gorszy czas dla moich dłoni - to na nich debiutował w styczniu, gdy walczyłam z ogromnym przesuszeniem. Złagodził ból i natłuścił skórę redukując napięcie, w przeciwieństwie do innych kremów nie powodował szczypania w kontakcie z setkami drobnych ranek. Zabrakło jednak odpowiedniej dawki nawilżenia, które ostatecznie dostarczyłam za pomocą gliceryny.

Twarz
Pierwszy raz posmarowałam nim twarz po pokonaniu wysypu wyprysków, a skłoniła mnie do tego duża ilość blizn, strupków i przebarwień. 
Ku mojemu zdziwieniu taka ilość parafiny nie spowodowała wysypu małych krostek, które zwykle pojawiały się po kremach z jej zawartością. Niestety zbyt długie ciągłe stosowanie znacznie zwiększało ilość wągrów, dlatego ograniczyłam aplikację do 2-3 razy w tygodniu lub nanosiłam krem punktowo.
Szybsze gojenie ran, tworzenie i schodzenie strupków oraz mniej widoczne blizny (również na dekolcie) to najważniejsze efekty, jakie u siebie zaobserwowałam.

Nie mogę nie wspomnieć o wybawieniu, jakim jest Rokitoderm dla mojej Siostry - bardzo długo walczyła z objawami AZS (atopowe zapalenie skóry), którymi są w jej przypadku bolesne, czerwone "placki" pojawiające się głównie w okolicach oczu. 
Problem pojawił się nagle i jak można się domyślić do momentu znalezienia kilku odpowiednich kosmetyków było ciężko. Jeden zły krok w pielęgnacji twarzy i bolesne zaczerwienienie murowane.
Kremem jest zachwycona, ponieważ skutecznie natłuszcza skórę, łagodzi podrażnienia i chroni przed nawrotami objawów choroby.
Sądzę, że takie działanie jest efektem połączenia leczniczych właściwości oleju rokitnikowego i natłuszczających, ale niepodrażniających właściwości parafiny. 

Inne
Odciski, otarcia, pęcherze - w takich przypadkach krem wspomaga proces gojenia.
Na stwardniałą i suchą skórę stóp działa tak samo jak na dłonie, świetnie natłuszcza i zmiękcza ale potrzebuje pomocy ze strony humektantów


Cieszę się, że wybrałam właśnie ten krem, jest stałym elementem w moich kosmetycznych zbiorach.
Nie używam go non stop (w przeciwieństwie do mojej Siostry), ale w konkretnych sytuacjach jest pewniakiem, który lubię mieć pod ręką.
Jego działanie uświadomiło mi, że czasami warto zatrzymać się w tej pogoni za tym co naturalne i "składowo poprawne". :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...