piątek, 21 lutego 2014

Mydło borowinowe Tołpa - pielęgnacja cery trądzikowej

Zgodnie z tym, co pisałam tutaj, pielęgnacja twarzy nie jest moją mocną stroną pod względem teoretycznym.
Nie posiadam szczegółowej wiedzy na ten temat, więc nie czuję się pewnie - wiem, że jest masa blogów i stron, które są prawdziwą kopalnią wiedzy, ale wyszukać i przeczytać równie łatwo co skopiować, wkleić i opublikować jako posta swojego autorstwa. 
Prawdziwa znajomość tematu zaczyna się tam, gdzie wujek Google nie jest potrzebny co chwilę, a bez jego pomocy da się stworzyć dobry wpis zawierający istotne i ciekawe informacje (jakby każdy posiadający dużą wiedzę prowadził bloga :D). Zrozumienie zależności wymaga czasu, uważnych obserwacji i samodzielnego myślenia, dlatego póki co uważam się za początkującą i wszystkich poszukujących szczegółowych informacji podanych przez eksperta w fajny sposób odsyłam do Ziemoliny.

Do mydeł długo podchodziłam sceptycznie, podobnie jak do mycia twarzy żelami i peelingowania.
Jako osoba nie używająca podkładu, korektora ani pudru bardzo długo opierałam swoje oczyszczanie cery na tonikach - wydawało mi się, że tak jest zdrowiej. 
Na zmianę tonik ogórkowy i bioaloesowy Ziaja naprawdę dawały radę, wcale nie było gorzej niż teraz pod względem trądzikowym.

Kilka miesięcy temu stwierdziłam, że chcę spróbować mydła. Koniecznie, natychmiast, jeszcze tego samego wieczora, a było już dosyć późno. Wybrałam się do Rossmanna i kupiłam mydło borowinowe Tołpy.

Cena: 8zł / 100g


Skład:

Sodium Palmate - mydło sodowe na bazie oleju palmowego, sól kwasu tłuszczowego, ma pH zasadowe (8,5 i więcej), bardzo dobrze myje

Sodium Palm Kernelate - mydło sodowe na bazie oleju palmowego, sól kwasu tłuszczowego, ma pH zasadowe (8,5 i więcej), bardzo dobrze myje

Aqua - woda

Glycerin - gliceryna, humektant, działanie nawilżające, jednak stosowania w nieodpowiednich warunkach określanych tzw. punktem rosy (np. sezon grzewczy) może wykazywać działanie odwrotne

Peat Extract - ekstrakt z torfu, źródło substancji mineralnych i antyoksydantów (m.in. kwasów), działa bakteriobójczo, przeciwzapalnie, nawilżająco, odmładzająco, regenerująco, łagodzi podrażnienia i zwalcza wolne rodniki; ze względu na swoje właściwości nadaje się do pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej

Sodium Cocoyl Isethionate - substancja myjąca, sól sodowa pozyskiwana z oleju kokosowego, jest łagodna dla skóry, daje gęstą pianę, bardzo dobrze oczyszcza skórę i włosy

Palm Acid - kwasy tłuszczowe z oleju palmowego, emolient tłusty, zmiękcza skórę, tworzy ochronny film zapobiegający ucieczce wody, jako substancja renatłuszczająca zmniejsza uczucie ściągnięcia skóry pojawiające się po zastosowaniu detergentów, może być komedogenny

Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Oil - olejek eteryczny lawendowy, nadaje się do pielęgnacji skóry wrażliwej, działa antyseptycznie, przeciwtrądzikowo i wspomaga regenerację naskórka

Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Leaf Oil - olejek eteryczny otrzymywany z liści drzewa pomarańczowego, działa ściągająco, przeciwzapalnie i tonizująco

Olea Europaea Oil - bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, odżywia skórę i włosy; pozostawia film ochronny, poprawia ukrwienie skóry, wzmacnia barierę naskórka, regeneruje i nawilża

Pelargonium Graveolens Flower Oil - olejek eteryczny geraniowy, ma właściwości tonizujące, antyseptyczne, przeciwzapalne, wspomaga regenerację naskórka i proces leczenia chorób skóry np. grzybic

Polyquaternium - 7 - działa antystatycznie, zmiękczająco, reguluje konsystencję piany (sprawia, że jest bardziej kremowa), dobrze rozpuszcza się w wodzie i nie powoduje podrażnień wrażliwej skóry

Salvia Sclarea (Clary) Oil - olejek eteryczny z szałwii muszkatołowej, ma właściwości antyseptyczne, przeciwgrzybicze, przeciwzapalne, ściągające

Sodium Chloride - chlorek sodu, wpływa na konsystencję kosmetyku zawierającego anionowe substancje powierzchniowo czynne np. SLS

Palm Kernel Acid - kwasy tłuszczowe z oleju palmowego, emolient tłusty, zmiękcza skórę, tworzy ochronny film zapobiegający ucieczce wody, jako substancja renatłuszczająca zmniejsza uczucie ściągnięcia skóry pojawiające się po zastosowaniu detergentów, może być komedogenny

Tetrasodium EDTA - sekwestrant, zwiększa trwałość kosmetyku; działa drażniąco na skórę, jest wytwarzany przy pomocy formaldehydu

Tetrasodium Etidronate - sekwestrant, zwiększa trwałość kosmetyku; działa drażniąco na skórę

Linalool - imituje zapach konwalii, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Citronellol - imituje zapach róży, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alegren

Geraniol - składnik olejków eterycznych, zapachem przypomina pelargonię; przeciwutleniacz, który może wywoływać reakcje alergiczne

Limonene - imituje zapach skórki cytrynowej, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen


Skład nie jest idealny i nijak się ma do mydeł pokroju Aleppo, ze względu na zawartość substancji drażniących chcę znaleźć inne, bardziej naturalne mydełko o zbliżonym działaniu. 

Opinia, działanie:

Zapach typowy dla tego rodzaju kosmetyków, mydlano-roślinny, niezbyt przyjemny. Przyzwyczaiłam się do niego, polubiłam i doceniłam po otwarciu czarnego mydła Savon Noir - to dopiero smrodek!
Piana jest kremowa, mycie nią twarzy to sama przyjemność (do momentu, w którym dostanie się do oka, nie polecam).
Wydajność świetna, używam swojej połówki (druga powędrowała do Siostry) od 4 miesięcy i mam wrażenie, że spokojnie starczy mi na kilka kolejnych.

Pokochałam to mydło już po kilku użyciach, stosuję codziennie. 
Przyzwoicie oczyszcza cerę (chociaż najczęściej przed jego użyciem myję twarz żelem), koi stany zapalne, przyspiesza gojenie się ran i wysychanie strupków. Ma swój udział w redukowaniu ilości wągrówTak dobre działanie przeciwtrądzikowe jest zasługą olejków eterycznych - nie tylko olejek z drzewa herbacianego działa zbawiennie na problematyczną skórę, mamy naprawdę ogromny wybór.
Podczas spłukiwania skóra jest tępa, ale po osuszeniu staje się gładka i przyjemna w dotyku chociaż wymaga nawilżenia.
Niestety nawet odrobina okropnie szczypie i piecze w oczy, dlatego wcześniej myję buzię żelem.
Nie znoszę zmywania makijażu wacikiem i lubię mieć pewność, że resztki podkładu i filtra zostały dokładnie usunięte. Dodatkowo od kiedy zaczęłam oczyszczać cerę dwa razy pod rząd jej stan znacznie się poprawił.

Jeśli nadal nie jesteście przekonane do mycia twarzy mydłem, a wydawanie worka pieniędzy na mydła marsylskie i inne cuda Wam nie po drodze - ten produkt Tołpy jest dla Was.
W promocji za kilka złotych, na początek dla rozeznania w sam raz. :)

Tak jak napisałam wyżej, skład nie do końca mi się nie podoba i  pomimo fajnego działania nie chcę stosować tego mydła zbyt długo, dlatego kupiłam wspomniane czarne mydło Savon Noir... niestety nie za bardzo się polubiliśmy i szukam czegoś innego.
Stąd moje pytanie do każdej z Was, która ma w tej kwestii jakieś doświadczenie - jakie mydło polecacie?
Nie potrafię wybrać pomiędzy zwykłym Aleppo, Aleppo z olejem laurowym (jaki procent?) i węglowym. 
Może znacie jeszcze inne, które dobrze sprawdzi się w przypadku cery trądzikowej?


czwartek, 20 lutego 2014

Humektanty, emolienty, proteiny - jak działają razem i jak to wykorzystać na swoich włosach

Obiecany post, ostatni z zaplanowanych czterech.
Temat humektantów, emolientów i protein na pewno będę poruszać jeszcze nie raz - wciąż szukam nowych rozwiązań i sposobów pielęgnacji bazujących na właściwościach tych trzech typów składników. :)


Podstawowe zależności:

Kolejność stosowania : humektanty - proteiny - emolienty




Dlaczego tak?

Humekanty - wiążą cząsteczki wody, nałożone na włosy dostarczają im nawilżenie.

Proteiny - wiążą cząsteczki wody, które napotkają na swojej drodze. Nałożone na niedostatecznie nawilżone włosy spotęgują przesuszenie odbierając nawilżenie.

Emolienty - pokrywają włosy ochronnym filmem, który je zmiękcza, natłuszcza, uelastycznia, wygładza i zatrzymuje nawilżenie.



Nietrudno zauważyć, że działanie tych trzech typów substancji świetnie się uzupełnia.
Zrozumienie i wykorzystanie zależności pomiędzy nimi było przełomem w mojej pielęgnacji.

I to tyle, więcej podstaw do zapamiętania nie ma. :)

Więcej informacji o konkretnych grupach składników znajdziecie pod tymi linkami : humektanty, proteiny, emolienty.


Jak dopasować je do potrzeb włosów:

Wydaje mi się, że to właśnie tutaj zaczynają się schody.
Pierwszy świadomy zabieg można wykonać zgodnie z powyższymi zasadami, bez regulowania ilości składników czy czasu ich trzymania. Efekty pozwolą ocenić (mniej więcej) potrzeby włosów i ułożyć kolejne odżywianie pod ich kątem.

Niestety rozpoznanie potrzeb włosów nie jest takie proste - suchość, sztywność czy gumowatość wywołane przez proteiny są bardzo podobne do tych spowodowanych nadmiarem lub nieumiejętnym użyciem humektantów. 
Najłatwiej poznać wymagania włosów poświęcając kilka-kilkanaście (a nawet więcej) myć na eksperymenty przeprowadzane świadomie.
O co chodzi? O wykorzystanie różnych źródeł i typów substancji, o sprawdzanie różnych połączeń.

Przykładowo:
Lepiej sprawdzą się proteiny wielkocząsteczkowe z żółtka jaja kurzego rozmieszanego z niewielką ilością lekkiej odżywki, a może lepiej rozmieszać je z cięższą, emolientową maską?
Może jeszcze lepszy efekt da połączenie hydrolizowanych protein z tymi z żółtka, a może lepiej same hydrolizowane ale wymieszane z ciężką odżywką? I tak dalej...

Jak widzicie opcji na jeden punkt pielęgnacji jest ogrom. Rozdzielając pozornie prostą kwestię na coraz bardziej szczegółowe kawałki dajemy sobie możliwość testowania, obserwacji i wyciągania wiarygodnych wniosków. Samo rozpoznanie pod kątem protein może zająć miesiące. 

Rozpoznawanie preferencji włosów najlepiej zacząć od emolientów i humektantów, a zakończyć sprawdzaniem protein. Wiedząc jakie efekty dają konkretne produkty (dociążenie, miękkość, gładkość, elastyczność włosów) o wiele łatwiej ocenić działanie protein, które najczęściej usztywniają i matowią włosy.

Sekret tkwi w równowadze

Kojarzycie taką sytuację? Ukochana odżywka-cud, którą włosy zawsze uwielbiały (sypkie, wygładzone, błyszczące, elastyczne) pewnego dnia zrobiła Wam na głowie kompletną masakrę. Suchy stóg siana lub smętne strączki. I nie ma winnego, bo wszystko zrobiłyście tak jak zawsze...
W moim przypadku często tak się działo, zanim jeszcze dowiedziałam się, że w ogóle musi być jakaś równowaga. :)

Podstawą jej ustalania jest kondycja włosa - naprawdę chciałabym Wam podać uniwersalne proporcje dla każdego typu włosów, które gwarantowałyby świetny efekt. 
Niestety nie istnieje jeden przepis idealny dla wszystkich, poznanie swojej czupryny wymaga pracy.
Pamiętajcie, że włosy wiele Wam o sobie powiedzą, jeśli odpowiednio o to "spytacie". :)

Notujcie to, co zrobiłyście z włosami i jakie były tego efekty. 
Patrzcie na kosmetyki pod kątem ich składu, szukajcie składników, które mogą mieć szczególny wpływ na włosy i działanie produktu. 
Jeśli spamiętanie wszystkiego wymaga zbyt wiele czasu i pracy naklejcie na opakowaniach krótki opis np. "maska humektantowa (dużo humektantów+dużo emolientów)", "odżywka zakwaszająca (cytrusy i humektanty)" itd. Mając w pamięci zasady łączenia wystarczy spojrzeć na takie etykiety i wybrać odpowiednie produkty. Szybko i bez konieczności zaglądania do składu. :)

Dlaczego poznanie włosów jest takie trudne?
Ile włosów tyle potrzeb - jedne potrzebują czegoś mniej, inne więcej.
Porowatość jest tylko jedną z wielu cech, jakie można im przypisać dlatego często kosmetyki czyniące cuda na jednych włosach sieją spustoszenie na drugich. A przecież porowatość taka sama, ten sam odcień i struktura...

Włosy wysokoporowate najczęściej potrzebują potrójnej bomby pielęgnacyjnej - tej bogatej w humektanty, proteiny i emolienty. Proteiny stosowane regularnie ale niezbyt często, zawsze w środowisku mocno humektantowo-emolientowym. Nawilżenie dostarczane często (wybitnie szybko ucieka), zawsze z emolientami (utrudniają tę ucieczkę).

Włosy średnioporowate mogą potrzebować równie dużo odżywiania co wysokoporowate, mogą też nie chcieć takich ilości nawilżenia, a jednocześnie uwielbiać proteiny z emolientami. Mogą chcieć nawilżenia i protein, a na emolienty reagować obciążeniem itd.

Włosy niskoporowate najczęściej nie potrzebują tak intensywnego, zmasowanego odżywiania - wszystkiego po trochu dla utrzymania równowagi. Mogą robić się gumowate po humektantach, a miękkie po proteinach. Mogą być obciążone bo zbyt dużej ilości emolientów lub przeciwnie - akceptować je podczas każdego mycia.

Warto poświęcić czas na eksperymenty - może się okazać, że Twoje włosy wcale nie muszą rozdwajać się i łamać jak szalone, puszyć, plątać czy przypominać bezkształtną/powykrzywianą kupkę siana (tam najczęściej kryje się piękny skręt!). One nie zmienią swoich upodobań z dnia na dzień, a Ty po paru miesiącach nie będziesz musiała spędzać godzin na ich pielęgnacji i zastanawianiu się co poszło nie tak lub dlaczego ta odżywka spuszyła Ci włosy, chociaż jest Twoją ulubioną. :)

Przykładowe zestawy:

Więcej zestawów znajdziecie tutaj. 

niedziela, 16 lutego 2014

Humektanty pod olej - tak czy nie?

Bardzo często spotykam się z wypowiedziami, w których dziewczyny mylą rolę humektantów i emolientów - sama byłam kiedyś jedną z nich.
Oczekując cudów od olejów i emolientowych produktów, zapominając o nawilżaniu nietrudno o mniejsze lub większe problemy ze stanem włosów.
Początkowo ignorowałam humektanty pokładając nadzieję w olejach i ciężkich maskach. Czasem sięgałam po nawilżające odżywki (z aloesem lub dużą ilością gliceryny) ale miałam wrażenie, że są zbyt lekkie dla tak suchych włosów jak moje, końce często reagowały puszeniem. Kto by tam sobie głowę zawracał nakładaniem po nich emolientów. :)

Przy okazji smarowania dłoni gliceryną w ramach usilnych prób pozbycia się przesuszenia skóry zaczęłam się zastanawiać jak taki system zadziałałby na włosach. Humektant, a na nim emolient
Na dłoniach sprawdził się świetnie. Nie pozostało mi nic, tylko spróbować. :)

Efekt położenia kolejno humektantowej, a następnie emolientowej maski/odżywki znam - zrozumienie zależności pomiędzy działaniem humektantów, emolientów i protein było przełomem w pielęgnacji moich włosów.





Co i jak?



Podejście pierwsze:
Chciałam sprawdzić w jakim stopniu gliceryna nałożona w ten sposób zatrzyma nawilżenie.

Na lekko zwilżone włosy nałożyłam glicerynę, ok. 4-5 łyżeczek.
Ciężko się pracuje z tym półproduktem - klei się, usztywnia włosy i bardzo źle rozprowadza.

Następnie na pokryte gliceryną włosy nałożyłam dużą porcję olejku Babydream fur Mama, 2-3 łyżki stołowe. Naprawdę dużo. :)
Miałam nadzieję, że olej zmiękczy włosy - nic z tego.
Zaplotłam ciasny warkocz i poszłam spać.

Rano po rozpleceniu przeżyłam szok - włosy były cudownie sypkie, elastyczne, mięciutkie pomimo ogromnej ilości oleju.
Problem pojawił się chwilę przed myciem - jaką odżywkę nałożyć, żeby móc ocenić efekt?
Wybrałam maskę proteinową po której nie nałożyłam już żadnego innego produktu.
Dlaczego? Humektanty (zwłaszcza ze wsparciem emolientów) zatrzymują nawilżenie we włosie, natomiast proteiny wiążą cząsteczki wody. Jeśli gliceryna dostarczyła włosom wystarczającą ilość nawilżenia nie powinno się pojawić przesuszenie (jeden z objawów przeproteinowania), które jest w moim przypadku niemal gwarantowane, jeśli nie stworzę wcześniej odpowiedniego środowiska.
Dotychczas postępowałam tak, jak w tym poście.

Po wyschnięciu włosy były bardzo sypkie, rozprostowane i lekko sztywne. Do tego duża objętość.
Efekt dokładnie taki, jakiego się spodziewałam - proteiny zadziałały jak trzeba, nie przesuszyły włosów. Sztywność jest następstwem zrezygnowania z nałożenia emolientów na koniec.
Z każdą godziną włosy robiły się coraz gładsze i bardziej śliskie, sypkość pozostała.


Kolejne podejścia: 
znając efekt pierwszej próby włączyłam ten sposób nakładania humektantów do normalnej pielęgnacji.

W pierwszym etapie postępowałam tak jak wyżej.
Na lekko zwilżone włosy nakładałam glicerynę, ok. 4-5 łyżeczek.
Po kilku minutach pokrywałam długość olejem ze słodkich migdałów lub olejkiem Babydream fur Mama i zostawiałam na całą noc.

Rano myłam włosy delikatnym szamponem (Babydream, Bobini) i nakładałam np. tylko zakwaszającą odżywkę Artiste, maskę Gloria albo jeden z produktów Planeta Organica lub zestaw proteiny-emolienty, a po spłukaniu i odciśnięciu włosów wgniatałam serum Syoss Beauty Elixir Absolute Oil.

Niezależnie od wybranych odżywek włosy były sypkie i nawilżone o dużej objętości, żadnego strączkowania. Dociążenie i nabłyszczenie różniły się w przypadku każdego produktu - balsamy Planeta Organica nabłyszczają i wygładzają zdecydowanie najlepiej. 


Podsumowanie:

Ciężko mi powiedzieć, w jakim stopniu ten sposób jest w stanie nawilżyć włosy - nie twierdzę, że robi to lepiej niż humektantowa maska! 
Moja pielęgnacja to częste kombinacje, błądzenie i sporo nietrafionych decyzji. 
Mimo wszystko lubię wykorzystywać posiadane produkty na najróżniejsze sposoby i ciężko mi zrezygnować z realizacji pomysłu, jeśli już na niego wpadnę. :)

Do tego sposobu na pewno będę wracać nie raz, zwłaszcza, że nie cierpię na nadmiar humektantowych masek i odżywek. 
Gliceryna jest tania, a stosowana zgodnie z powyższym opisem daje widoczne efekty.
Przy najbliższej okazji spróbuję też innych humektantów takich jak miód czy sok z aloesu.


Próbowałyście nakładać glicerynę w ten sposób?


piątek, 7 lutego 2014

Epiderm - ratunek dla skóry w potrzebie

Chwila wytchnienia, post podsumowujący o humektantach, emolientach i proteinach pojawi się niebawem. :)

Wybierając ten krem kierowałam się pewnością co do jednej kwestii - będę miała przesuszone dłonie. Byłam tego stuprocentowo pewna i tak się stało. Dopiero kilka dni temu udało mi się zapanować na sytuacją, obszerny post już prawie gotowy. Może komuś pomoże. :)



      Cena : 8zł / 50ml


Skład:

Petrolatum - wazelina, emolient tłusty, substancja otrzymywana z ropy naftowej, nie jest komedogenny, wpływa pozytywnie na konsystencję kosmetyku, tworzy na powierzchni skóry film zapobiegający odparowywaniu wody

Cera Microcristallina - krystaliczny wosk mineralny, emolient tłusty, substancja otrzymywana z ropy naftowej, kondycjoner; zmiękcza, wygładza, nabłyszcza, może być komedogenny; tworzy na powierzchni włosów lub skóry film, który zapobiega utracie nawilżenia

Eucerinum - tzw. podłoże maściowe stosowane przez farmaceutów, bazujące na pochodnych ropy naftowej (wazelina, parafina) z dodatkiem niewielkiej ilości alkoholu cetylowego i cholersterolu

Lanolin - emolient, kondycjoner, jest substancją renatułuszczającą (odbudowuje naturalną barierę lipidową), tworzy na powierzchni skóry lub włosów film zapobiegający odparowywaniu wody, jest wydzieliną gruczołów łojowych owiec

Isopropyl Myristate - emolient suchy; kondycjonuje, zmiękcza i wygładza skórę/włosy; tworzy na ich powierzchni film zapobiegający odparowywaniu wody; może być komedogenny

Oenothera Biennis - olej z wiesiołka, łagodzi i nawilża

Calendula Officinalis Flower Extract - wyciąg z kwiatów nagietka lekarskiego, łagodzi podrażnienia

Aloe Barbadenis Leaf Extract - ekstrakt z aloesu zwyczajnego; nawilża

Parafinum Liquidum - parafina, tworzy na skórze zmiękczający, wygładzający film, który uniemożliwia swobodne odparowywanie wody z powierzchni i skóry, zapycha pory powodując powstawanie zaskórników i wyprysków; więcej o parafinie tutaj

Tocopherol - witamina E, przeciwutleniacz

Allantoin - alantoina, działa nawilżająco, przeciwzapalnie i łagodząco, wspomaga regenerację naskórka i gojenie się ran

Parfum - zapach

Dehydroacetic Acid - konserwant (identyczny z naturalnym)



Opinia, działanie:


Zapach jest delikatny, neutralny. Konsytencja przypomina wazelinę (to na niej bazuje krem, więc nic dziwnego:)), wydajność świetna.

Ze względu na dużą ilość substancji będących pochodnymi ropy naftowej, o właściwościach zbliżonych do opisywanej przeze mnie nafty kosmetycznej, ten krem pełni przede wszystkim funkcję ochronną i natłuszczającą. 
Świetnie spełnia swoje zadanie, jeżeli nałożymy go na dość dobrze nawilżoną skórę - będącą po prostu w dobrej kondycji lub posmarowaną wcześniej nawilżającym produktem.

Jak wspomniałam na początku, uratowałam przesuszone dłonie z pomocą tego kremu - genialnie zatrzymywał każdą dawkę nawilżenia dostarczoną skórze, natłuszczał.

Często sięgam po niego po nałożeniu serum lub kremu na skórę wokół oczu, spisuje się równie dobrze co na dłoniach i daje dokładnie taki sam efekt. :)

Po jednej próbie nałożenia go na całą twarz zrezygnowałam.
Zrobił dokładnie to, czego się spodziewałam - zapchał. Nie nadaje się do cery trądzikowej, ze skłonnością do powstawania wągrów i innych niedoskonałości, ale może być nieocenioną pomocą w walce z ogólnym przesuszeniem czy suchymi skórkami. 

Zdarzyło mi się nałożyć go na końce przed myciem (czasami na glicerynę) i przyzwoicie je wygładzał. Tutaj ponownie odsyłam do wpisu o nafcie kosmetycznej.



Na pewno kupię kolejny krem tego typu gdy skończę opakowanie, które mam.
Głównie ze względu na wiecznie przesuszone dłonie. :) 

czwartek, 6 lutego 2014

Proteiny - co należy o nich wiedzieć?

Ostatni członek pielęgnacyjnej Świętej Trójcy budzący chyba najbardziej skrajne emocje.
Najtrudniejszy w obsłudze, odpowiednio zastosowany służy każdym włosom - wbrew powszechnej opinii dotyczącej włosów wysokoporowatych i ich braku tolerancji dla protein. :)

Czym są proteiny i jak działają?

Są to po prostu białka. Nazwa "proteiny" dotyczy tylko białek prostych, czyli tych zbudowanych z samych aminokwasów. W pielęgnacji włosów stosujemy również białka złożone, czyli "proteidy" np. kazeina w mleku czy witelina w żółtku jaja kurzego.

Wyróżnia się białka pochodzenia zwierzęcego, odzwierzęcego i roślinnego.
W poniższej liście konkretne białka mieszają się z produktami będącymi ich źródłem.
  • keratyna
  • jedwab
  • elastyna
  • kaszmir
  • żelatyna
  • jajka
  • mleko
  • pszenica
  • soja
  • owies
  • piwo
Jak już wspomniałam wyżej białka zbudowane są z aminokwasów - można kupić je jako półprodukt, można ich szukać w składach. Najpopularniejsze:
  • L-cysteina
  • arginina
  • kwas glutaminowy

Ich działanie - pisząc najogólniej - polega na powlekaniu włosa filmem, który pogrubia go i wzmacnia. Coś na zasadzie rusztowania. :)

Proteiny hydrolizowane (zwłaszcza keratyna) prawdopodobnie mają zdolność wciskania się pod łuski włosa i uzupełniania ubytków. 
Jak działają na włosy?
Jak stosować, żeby sobie nie zaszkodzić?

Jak wyżej - to jedyne substancje, które są w stanie wzmocnić włos poprzez wypełnienie ubytków (proteiny hydrolizowane) i obudowanie wzmacniającym rusztowaniem ("zwykłe" proteiny wielkocząsteczkowe).
Są w stanie z powodzeniem uodpornić włos na niekorzystne działanie czynników zewnętrznych. Podkreślają skręt, wygładzają. Jeśli chcecie pogrubić włosy, dodać im objętości i sprawić, że będą bardziej sypkie - proteiny to potrafią.

Niestety jest jeden haczyk - proteiny wiążą cząsteczki wody i są w tej kwestii bezwzględne.
O ile włosy zdrowe, niskoporowate i dobrze nawilżone są w stanie sobie z tym poradzić to włosy wysokoporowate, najczęściej zniszczone i suche nie mają szans.
Dlatego...

Ogólne zasady stosowania protein: 

Najważniejszym punktem towarzyszącym stosowaniu protein jest dostarczenie porządnej dawki nawilżenia za pomocą humektantów.
Ma to bezpośredni związek ze zdolnością protein do wiązania cząsteczek wody - należy jej dostarczyć tyle, by starczyło dla protein i dla włosów. Jeśli będzie jej zbyt mało proteiny odbiorą nawilżenie włosom powodując przesuszenie, czyli jeden z objawów przeproteinowania.

Humektanty można położyć 
- przed proteinami - ten sposób stosuję najczęściej, nawilżam włosy maską z dodatkiem gliceryny
zmieszać je z porcją protein i nałożyć jednocześnie 
po spłukaniu protein nałożyć humektanty jednocześnie z emolientami
Na sam koniec dobrym pomysłem jest zastosowanie produktu bogatego w emolienty. Zredukują one sztywność, jaką nadają włosom proteiny, zmiękczą, nabłyszczą i wygładzą.

Poza tym istotny jest czas trzymania protein na włosach - aby mogły w pełni zadziałać należy dać im przynajmniej 15 minut.


Jakie szkody mogą wyrządzić proteiny?
(nieodpowiednio zastosowane)

Włosy wysokoporowate

Puch, szorstkość, suchość, kruchość (zwiększona łamliwość).

Włosy niskoporowate:

Gumowatość, brak połysku, włosy tępe w dotyku, szorstkie, puch.

Włosy średnioporowate:

Tutaj można się spodziewać wszystkiego, od świetnych efektów po proteinowy dramat.
Taki urok pośredniego typu. :)


Przeproteinowanie / włosy przekarmione proteinami:

Podobnie jak w przypadku silikonów proteiny mogą się nadbudować i szybkość tego procesu zależy od indywidualnych cech włosa. Niektóre wyglądają najlepiej, gdy na ich powierzchni znajduje się kilka warstw protein, inne już po jednym zastosowaniu mogą być niezadowolone.
Jak to rozpoznać? Włosy stają się matowe, tępe w dotyku, podsuszone, bardziej spuszone.

Podział protein ze względu na wielkość cząsteczek:

Proteiny hydrolizowane: czyli takie, których cząsteczki zostały rozbite na wiele mniejszych. Dzięki znacznie mniejszym rozmiarom mają szansę dostać się do wnętrza włosa i faktycznie wypełnić ubytki
Niestety nie zostają we włosie zbyt długo, dlatego konieczne jest ich częste uzupełnianie.
Brzmi świetnie, prawda?:)
Niestety takie właściwości nie zawsze są korzystne dla włosów - w przypadku tych wysokoporowatych niewielkie cząsteczki wciskają się pod rozchylone łuski włosa i powodują puszenie. Zupełnie jak olej kokosowy, jednak proteiny dodatkowo odbierają włosom nawilżenie i powodują znacznie większe spustoszenie.

Proteiny wielkocząsteczkowe: jak wskazuje nazwa, ich cząsteczki są duże - na tyle duże, że zamiast wypełniać ubytki obudowują włos rusztowaniem. Ich działanie ogranicza się do tworzenia filmu, który od silikonowego różni się tym, że nie tylko chroni ale też wzmacnia i pogrubia włos. 
Sądzę, że jest to najbezpieczniejszy wybór w przypadku włosów wysokoporowatych i podatnych na puszenie.

Podsumowanie:

Każde włosy mogą "wyciągnąć" z protein to, co najlepsze. Warunkiem jest dobranie ich rozmiaru i zachowanie równowagi pomiędzy humektantami, proteinami i emolientami.
Nie bez powodu w większości masek znajdziemy każdą z tych trzech substancji - ich działanie genialnie się uzupełnia. Jako osoby świadomie pielęgnujące włosy mamy możliwość sprawdzenia co i w jakich proporcjach najlepiej się u nas sprawdza, korzystajmy z tego!

Jeśli uda Ci się znaleźć złoty środek przekonasz się, że proteiny naprawdę potrafią wzmocnić, pogrubić i wygładzić włosy oraz podkreślić ich piękno. :)


Post podsumowujący - tutaj.
Humektanty - tutaj.
Emolienty - tutaj.

sobota, 1 lutego 2014

Emolienty - co należy o nich wiedzieć?

Kto nie widział - zapraszam do przeczytania poprzedniego posta dotyczącego humektantów. :)


Czym są emolienty i jak działają?

Są to substancje tłuszczowe pochodzenia odzwierzęcego, roślinnego lub pozyskiwane z ropy naftowej.



Ich działanie opiera się przede wszystkim na pokryciu powierzchni włosa/skóry ochronną warstewką, która zapobiega ucieczce wody i tym samym utrzymuje nadany stopień nawilżenia.
Ich natłuszczające właściwości nadają im również funkcję ochronną, wygładzającą i uelastyczniającą.

Jak działają na włosy? 

Natłuszczają, chronią, uelastyczniają, nabłyszczają, wygładzają, zmiękczają, dociążają...
Są najważniejszym elementem pielęgnacji włosów bardzo zniszczonych i puszących się, redukują łamliwość i powstawanie zniszczeń. 
Jeśli umożliwi im się współpracę z humektantami i proteinami potrafią odmienić włosy, które na pierwszy rzut oka nadają się tylko do ścięcia. Coś o tym wiem. :)
Nałożone po zastosowaniu protein chronią przed nieprzyjemnymi skutkami przeproteinowania. O sposobie proteinowania włosów, które bardzo tego zabiegu nie lubią pisałam tutaj. Warto spróbować, ten element jest bardzo istotny w pielęgnacji zniszczonych włosów i nie powinno się go pomijać.
Umożliwiają bezpieczne stosowanie humektantów niezależnie od punktu rosy. Sprawiają, że włosy nie odczuwają tak dotkliwie jego zmian. Uniemożliwiają ucieczkę cząsteczkom wody związanym przez humektanty.
Znacznie ułatwiają rozczesywanie włosów.
Potrafią nieco ukryć rozdwojone końce (nie mylić z absurdalnym scaleniem!).

Działanie olejów i wosków jest większości znane - ich składy i wielkości cząsteczek są zróżnicowane, a każdy włos ma swoje upodobania i najlepszą metodą ich poznania są próby. Możemy przewidywać jaki olej będzie dla włosów dobry, ale robimy to tylko na podstawie porowatości, a to - wbrew pozorom - dość ogólne kryterium.
Nic nie zastąpi sprawdzenia oleju na włosach dlatego namawiam do wymiany odlewkami i do podpytywania znajomych. :)

Przypominam, że nafta kosmetyczna nie ma żadnych wartości odżywczych! Nie regeneruje i nie odżywia włosów, a jedynie pokrywa je bardzo szczelnym filmem, który sprawia, że włosy są sypkie, gładkie i lśniące. 

Alkohole tłuszczowe najczęściej stanowią bazę emolientowych masek i odżywek, są podstawowym źródłem ich dociążających, wygładzających i natłuszczających właściwości. Dodatkowo są całkiem tanie, dlatego odżywki za kilka złotych bazujące na alkoholach tłuszczowych mogą się sprawdzić równie dobrze co te droższe. :)
Cetyl Alcohol
Cetearyl Alcohol
Stearyl Alcohol


Oczywiście każda substancja należąca do grupy emolientów zasługuje na post równie długi co ten, jednak zależało mi na zebraniu w jednym miejscu wszystkich najistotniejszych informacji:)

Post podsumowujący - tutaj.
Humektanty - tutaj.
Proteiny - tutaj.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...