niedziela, 2 marca 2014

8 głównych zasad pielęgnacji włosów

Chwila wytchnienia i bardziej luźny post, który ostatecznie jest znacznie dłuższy niż myślałam.
Poniżej kilka ogólnych zasad do których się stosuję.
Bardziej szczegółowy post już w przygotowaniu, punktów będzie chyba ze sto :)



1. Obserwuję i myślę samodzielnie.
Ponad dwa lata temu, gdy włosomaniactwo było dla mnie nowością i wielkim odkryciem, ślepo podporządkowywałam swoją pielęgnację poradom wyczytanym na blogach.
Ilość informacji wszelkiego rodzaju trochę mnie przytłoczyła i dzisiaj wiem, że źle rozpoczęłam ich przyswajanie.
Zamiast samodzielnie sprawdzać rolę każdego składnika, zastanowić się nad potrzebami włosów, dokładnie obserwować efekty pielęgnacji oraz zastanowić się nad ich przyczynami ograniczałam się do przeczytania recenzji produktu (bez szczegółowej analizy składu pod kątem swoich potrzeb) na blogu BHC i na jej podstawie podejmowałam decyzję. Oczywiście nie winię autorki za brak efektów, po prostu nasze włosy się różnią, a treści na blogu zupełnie nie zgrały się z moim sposobem myślenia. Pierwsze miesiące nowej pielęgnacji były dla mnie jednymi z najciekawszych i wtedy byłam bardzo zadowolona ze stanu swoich włosów - dopiero kilka miesięcy później okazało się, że złe decyzje poskutkowały przesuszonymi i bardzo podatnymi na zniszczenia końcami. Do dziś się to za mną ciągnie.
Teraz widzę gdzie leżał problem i dwa najpopularniejsze włosowe blogi traktuję raczej jako ciekawostkę oraz ogólne skarbnice wiedzy, pod względem pielęgnacji zupełnie się od nich odcięłam. Każdy ma swoje preferencje, ja wolę gdy jest do bólu szczegółowo i gdy wszystko ze sobą się zazębia tworząc spójną całość dopasowaną do moich potrzeb. :)

Wiedzę dotyczącą poszczególnych składników stale poszerzam, nie uważam się w tej kwestii za eksperta i nadal mam dużo do nadrobienia. Wszystko co wiem to efekt ponad dwóch lat siedzenia w temacie, bez żadnych przerw czy znaczących spadków zainteresowania. :)
Wiele dało mi prowadzenie bloga, które naprawdę pomaga usystematyzować wiedzę i pochłaniać ją w większych ilościach.


2. Przed każdym myciem nakładam na włosy olej lub maskę.
Dla mnie to od dwóch lat oczywistość i żyłam w błędnym przekonaniu, że to powszechne zjawisko.

Główną zaletą nakładania na włosy oleju lub maski przed myciem jest ich zabezpieczenie przed działaniem detergentów i nadmiernym odarciem włosa z ochronnej otoczki.
Z olejowania/maskowania częściowo rezygnuję tylko wtedy, gdy oczyszczam włosy. Po umyciu ich mocnym szamponem nakładam olej lub odżywkę, a po upływie minimum 5 minut zmywam delikatnym szamponem lub odżywką. Następnie ponownie pokrywam włosy odżywką lub maską. Tylko w wyjątkowych sytuacjach rezygnuję z tego kroku.


3. Nie boję się eksperymentów.
Nie ma to związku tylko ze sprawdzaniem różnych kombinacji humektantów, protein i emolientów w różnych ilościach, ale również z brakiem oporów przed zrobieniem czegoś, co nie ma żadnego uzasadnienia "naukowego". :) Wiele dziewczyn obawia się efektów swoich pomysłów, a nawet zabiegów sprawdzonych wcześniej przez bardziej doświadczone koleżanki - mnie to nie dotyczy, sama nie wiem czemu.
Dzięki temu wiele dowiedziałam się o strukturze i upodobaniach moich włosów.
Oczywiście nie zdecyduję się na nic głupiego, unikam tego, co może zmienić odcień włosów, zniszczyć ich delikatną strukturę lub przepalić (temperatura, zbyt niskie pH).


4. Do rozczesywania włosów używam tylko szczotki z naturalnego włosia.
Podstawowym narzędziem jest dla mnie szczotka z włosia dzika.
Żeby zminimalizować ilość pociągnięć zwykłą plastikową, której używam maksymalnie dwa razy dziennie, najpierw dokładnie rozczesuję włosy tą z naturalnego włosia. Nie bawię się w dokładne wydzielanie pasm - zaczynam od końcówek i stopniowo przesuwam się ku górze, skupiam się na kołtunach. Po takim "wygłaskaniu" najczęściej wystarczają 3-4 pociągnięcia plastikową szczotką lub w ogóle rezygnuję z jej użycia.
Po wprowadzeniu takiego systemu zauważyłam znaczną poprawę stanu końcówek.
Co istotne, nie posiadam Tangle Teezer'a i nie kusi mnie na tyle, żeby go zamówić. :)


5. Nie podporządkowuję swojej pielęgnacji denkowaniu.
Od początku lubiłam przeglądać denkowe posty, jednak "zasady" nie są dla mnie.
Przyznaję, że wykończenie produktu daje satysfakcję i trochę przyjemności (skąd to się bierze?), ale mam wrażenie, że wiele dziewczyn za główny cel stawia sobie zużycie jak największej ilości kosmetyków w jak najkrótszym czasie.
Nie pojmuję postanowień typu "będę używać tylko tej kiepskiej odżywki przez dwa tygodnie, bo chcę ją zużyć". To na czym Ci bardziej zależy, na zdrowych i pięknych włosach czy kolejnym pustym opakowaniu?
Rozumiem chęć szybkiego zużycia bubla, ale nie kosztem stanu włosów.
W przypadku dobrych kosmetyków sensu szybkiego denkowania nie widzę w ogóle.

* Oczywiście nie mam na myśli każdej denkującej osoby ani przypadku, gdy produkt "sam" się zużywa błyskawicznie, bo jest po prostu świetny. :)

6. Nie ograniczam ilości otwieranych kosmetyków.
Jeśli kupię nowy, nieznany mi produkt to najprawdopodobniej otworzę go w ciągu kilku dni i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Lubię mieć wybór, a moje włosy lubią różnorodność. 
Próbowałam robić zapasy i otwierać nową odżywkę dopiero wtedy, gdy skończy się coś, co było w użyciu - system mi odpowiadał, ale włosy się zbuntowały (miałam do wyboru 4 otwarte produkty). To w tamtym  czasie miał miejsce największy włosowy kryzys.
Ten punkt ma związek z równowagą humektantowo-proteinowo-emolientową w pielęgnacji włosów.
Jeśli trzymacie się systemu zużyć i zapasów pamiętajcie, by zawsze mieć dostęp do przynajmniej jednego produktu zawierającego wyżej wymienione substancje.


7. Pamiętam o właściwej pielęgnacji zdrowszej partii włosów.
Teraz granica znajduje się gdzieś pomiędzy linią żuchwy a ramionami i zdrowe włosy mocno dają o sobie znać - szybciej się przetłuszczają, łatwo je przeciążyć, trudno nadać objętość. Zalety takie jak gładkość, połysk i miękkość są oczywiste. :)
W związku z szybszym przetłuszczaniem często ograniczamy pielęgnację tej partii do mycia. Błąd, sama go popełniałam.
Za kilka lat te włosy znajdą się w okolicy łopatek i talii, czyli w strefach narażonych na zniszczenia. To, jak zadbasz o nie teraz, zaowocuje dużo później. Przygotuj je odpowiednio dbając o nawilżenie i wzmacniając proteinami, tutaj sprawdzą się już te hydrolizowane. Przynajmniej raz na dwa tygodnie nakładaj olej na całą długość włosów, nawet jeśli konieczne będzie zmycie go mocniejszym szamponem by uniknąć oklapnięcia.
Na ten temat na pewno pojawi się post... nie wiem tylko kiedy. :)


8. Staram się jak najczęściej upinać włosy.
Korzyści są oczywiste - mniej zniszczeń, jeśli włosy zostaną dobrze upięte.
Podpięte pod różnymi kątami, nienaturalnie poskręcane i pokrzywione we fryzurze mogą szybciej się niszczyć, zwróć uwagę na możliwie najbardziej delikatne umocowanie końcówek.
Jeśli lubisz koki i używasz wsuwek (klasycznych lub kokówek) delikatne naolejowanie zmniejszy ryzyko łamania się i odkształcania włosów.
Suche włosy są najczęściej bardzo podatne na odkształcanie, co prowadzi do powstawania kołtunów, supełków, problemów z rozczesywaniem i trwałych uszkodzeń np. końcówki jak haczyki, skierowane ku górze lub zapętlone.
Miękkie gumki bez metalowych czy plastikowych elementów wskazane.


Stosujecie się do któregoś z powyższych punktów? Jakie są Wasze główne zasady pielęgnacji?

44 komentarze:

  1. co do denkowania masz trochę racji, ale wiem sama po sobie, że nie używam stale jednej odżywki tylko po to by ją wykończyć :) jasne, że gdy zbliża się już jej definitywny koniec to staram się jak najczeciej, ale też jestem świadoma, że moje włosy lubią różnorodność :) we wszystkim trzeba zachować rozsądek - to chyba najlepsza rada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Zbyt ogólnie to ujęłam automatycznie wrzucając wszystkich do jednego worka, już się robi sprostowanie:)

      Usuń
  2. Dla mnie ważne jest też wspomaganie włosów od wewnątrz (zdrowa dieta, picie ziół, jedzenie siemienia lnianego) i nie zapominanie o pielęgnacji skóry głowy :)

    Jakie upięcia polecasz, które jak najmniej niszczą włosy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, pominęłam istotne kwestie... chociaż chyba skłamałabym pisząc, że jem owoce, siemię lniane i piję zioła z myślą o włosach. :) Skupiam się na całym organizmie i problemy z nim zupełnie odciągają moją uwagę od dbania o włosy dietą.

      Chyba najlepsze są wszelkiego rodzaju warkocze, ale ja kocham koki :) dlatego staram się za każdym razem olejować najbardziej wrażliwie partie włosów i przed rozpoczęciem upinania zapleść luźny warkocz, wtedy końce wydają się być najmniej "wymęczone". Im mniej ściśnięte i naprężone końce (np. im luźniej skręcone wokół własnej osi) tym lepiej dla nich.

      Usuń
  3. Bardzo podoba mi się 5 i 6 podpunkt :D! Nie zgodzę się tylko ze szczotką z włosia, ja osobiście używam drewnianego grzebienia i na razie nie planuję go niczym innym zastąpić ;-)
    Anomalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja! Wolałabym wcale nie czesać włosów niż używać do tego futra zwierzaków :(

      Usuń
  4. Zaczynam dbanie o włosy, więc i muszę się tych punktów nauczyć, mam tylko nadzieję, że mi się uda.. Chyba będę miałam problem z systematycznością jeśli chodzi o 2, ale liczę na to, że będzie coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Staram się trzymać pkt. 2 tzn. głównie olejuję przed myciem. Chyba też wypróbuję twój patent tzn. po oczyszczaniu nałożę na nie odżywkę, spłukam i umyję jeszcze raz delikatnym szamponem. Do tej pory oczyszczałam, kładłam odżywkę i to był koniec. Dzięki, że mogłam dowiedzieć się czegoś nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po delikatnym zmyciu odżywki nakładam ją ponownie, żeby pokryć włos możliwie najgrubszym filmem emolientów bez ryzyka obciążenia:)

      Usuń
  6. Moje włosy też odkąd są w lepszej kondycji zaczęły się szybciej przetłuszczać. ;/ Ale przynajmniej wyglądają dużo lepiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny post, dużo porad wystrzegających przed popełnianiem pewnych błędów:)
    Denko dostosowałam do swoich potrzeb - jeśli w lutym zużyłam tylko naftę kosmetyczną, to po co się spinać? Robię taki wpis na blogu, gdy ukończę 10 produktów - nieważne ile czasu minęło od ostatniego denka. Właściwie to nie lubię takich postów, które zawierają 20+ produktów, bo pod koniec notki nie pamiętam co było na początku i nawet nie potrafię sklecić konkretnego komentarza^^

    OdpowiedzUsuń
  8. W takim razie nasza pielęgnacja wygląda podobnie. Robię dokładnie jota w jotę to co Ty :)
    Jedyną rzeczą jaka nas różni to rozczesywanie. Szczotka z naturalnego włosia lubi teraz elektryzować i puszyć długość, więc na kaloryferowy czas poszła w odstawkę.
    Całe szczęście nie mam problemów z rozczesywaniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dużą zmianę zauważyłam gdy zaczęłam częściej upinać włosy i robić to delikatniej. Widze mniej rozdwojonych i połamanych włosów. Ciekawy punkt z tą linią zdorwych włosów dałaś mi do myślenia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja właściwie też już mam taki odruch, że dziwię się gdy ktoś nie olejuje włosów :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham Twojego bloga. Mam włosy rozjaśniane,suche,wysokoporowate nie wiem jak sobie z nimi radzić... Ty jesteś moim wybawieniem zaczynam postępować zgodnie z Twoimi poradami,wypróbuję także zakwaszanie. Pozdrawiam ciepło

    biszkopcik86.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba w większości mogę się pod tym podpisać. Ciesze sie, że minęło mi zauroczenie ślepe innymi blogami lecz lubię eksperymentować i sprawdzać nowe kosmetyki, ale już z dystansem patrząc na skład. Nigdy nie udało mi się popaść w denkowanie, nie umiem zmusić się do używania czegoś co mi nie pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja buble zazwyczaj przeznaczam na inny cel (najczęściej mąż zużyje :P), a jeśli jest to coś naprawdę beznadziejnego, to bez żalu wyrzucam.
    Z drugiej strony jeśli mamy pootwierane 7 szamponów, z których każdy jest ok, to jednak wolę skupić się na nich i je zużyć, niż otwierać ósmy. Chyba o to chodzi w denkach, przynajmniej moich :P I nie sądzę, żeby włosy potrzebowały aż takiej różnorodności. Dwa-trzy szampony, jedna-dwie odżywki, dwie maski to moim zdaniem max. Oczywiście oleje to już inna historia.
    Ja stosuję jeden łagodny szampon do codziennego oczyszczania, jeden do głębszego raz w tygodniu, ewentualnie jeszcze jakiś "dla odmiany" i tyle mi zazwyczaj wystarcza. Odżywkę mam otwartą jedną, również jedną maskę i 2-3 oleje. Moje włosy mają się świetnie, poza tym gdybym pootwierała więcej, to nie byłabym w stanie ich zużyć zanim się zepsują - wiele naturalnych szamponów i odżywek nadaje się do używania tylko przez 6 miesięcy od otwarcia.
    Ale wiadomo - każdy ma inne potrzeby i najważniejsze to znać swoje włosy i wiedzieć, co im służy.

    OdpowiedzUsuń
  14. o nr 7 zdarza mi się zapominać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. W zasadzie i ja stosuje te zasady, choc z pkt. 7 mam problemy ze wzgledu na mocno wybredy skalp ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa, szczotka z wlosiem dzika lezy na poleczce (sporadycznie po nia siegam), wole drewniana, badz drewniany grzebien ;)

      Usuń
  16. Do kilku zasad się stosuję ale nie do wszystkich :) Staram się jak najczęściej nałożyć coś przed myciem. Jednak przy dłuższym wyznawaniu zasady przed każdym włosy protestują przyklapem dlatego nakładam coś co drugie mycie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. świetne uwagi warte przeczytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo lubię Twoje posty :) Już nie mogę się doczekać następnego, o którym piszesz, że będzie długaśny ;) Ja na pewno nie denkuję na siłę (w sumie to jeszcze żadnego denka nie zrealizowałam na swoim blogu). Odżywka po każdym myciu to dla mnie świętość. No i staram się na pewno najpierw przemyśleć sprawę pielęgnacji swoich włosów. Nie używam wszystkich produktów, bo wiem, że niektóre zachwalane nie są zupełnie dla moich włosów odpowiednie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Zdecydowanie najczęściej stosuje zasadę nr. 2 ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pytanie nie na temat, ale nie mogę nigdzie znaleźć odpowiedzi :) zastanawia mnie taka rzecz: jeśli chciałabym używać masek/odzywek proteinowych nie częściej niż raz na dwa tygodnie, a odżywki takie jak isana oil care lub gliss kur oil nutritive mają w składzie Hydrolyzed Keratin to czy już mam je zaliczyć do proteinowych? I jeśli użyję jednej z nich to następną maskę/odżywkę proteinową dopiero za dwa tygodnie?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie zaliczają się do proteinowych - mają zbyt dużą ilość emolientów by działanie tak niewielkiego stężenia protein było odczuwalne, spokojnie możesz ich używać tak często, jak lubią włosy. :)

      Usuń
    2. Dziękuję ślicznie :)

      Usuń
  22. tak właściwie to stosuję te zasady, używam TT ale muszę jeszcze kupić "dziczka" :P

    OdpowiedzUsuń
  23. Po wpisie "Humektanty pod olej - tak czy nie?" kupiłam glicerynę i jestem nią baaardzo zachwycona! Moje włosy chyba nigdy nie wyglądały tak pięknie. Gapo, myślisz, że mogę używać jej przed każdym myciem? Myję włosy co 2 dni, za kazdym razem nakładam wcześniej olej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej ograniczyć częstotliwość i stosować glicerynę co drugie mycie lub rzadziej. Nie twierdzę, że musi włosom szkodzić, ale lepiej podejść do sprawy ostrożnie i cieszyć się efektami po każdym zabiegu niż zachłysnąć i rozpaczać nad np. przesuszeniem. :)

      Usuń
    2. dziękuję za odpowiedz :)

      Usuń
  24. W zasadzie mogę się utożsamić ze wszystkim co piszesz i z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że to co mówisz jest jak najbardziej rozsądne i ma sens!
    Ja jedynie mam opory przed eksperymantowaniem..

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo przydatne! Moje włosy nie chcą rosnąć i próbuje już długo sie z tym uporać :/ zapraszam do siebie patyskaa.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
  26. Mi się jednak wydaje, że opieramy się na tym samym :) Może moje włosy są już w dobrej kondycji, ale na pewno stosuję te same techniki i zasady, w pielęgnacji też znajduję wiele wspólnego :) Tak czy inaczej, zaintrygowałaś mnie, bo Twoje włosy od ramion w dół bardzo przypominają mi moje z 2010 roku :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo mądre zasady. Ja mam chyba podobnie. Najważniejsze jest moim zdaniem właśnie to, by nie podążać ślepo za blogowymi radami i nie robić bogów z ich autorów, a obserwować siebie :).
    Podoba mi się u Ciebie! :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  28. Szkoda, że usunęłaś wpis o rosyjskich kosmetykach, o tym co znalazłaś na forach, mam nadzieje, że wróci, bo co ciekawe w internecie ze świecą szukać takiego artykułu ...
    Try to design

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Co się stało temu wpisowi? Przez noc pojawiły się jakies nowe informacje?

      Usuń
    2. Wpis wróci na bloga jak tylko trochę ochłonę, nie spodziewałam się takiego poruszenia ani tym bardziej sugestii, że to jakaś kampania antyrosyjska... Miała byś ciekawostka i bodziec do zastanowienia, a wyszło jak wyszło.

      Usuń
    3. Tak myślałam. Mam nadzieję, że nikt dosłownie Ciebie o kampanię antyrosyjską nie posądza! To przecież bzdura, Podałaś tylko wyszukane informacje, bez głębszej interpretacji i wartościowania ich.

      Ja się wkurzyłam (na dobry dzień z kawałkiem) i już chciałam przestać używać rosyjskich kosmetyków, a na pewno szamponów, bo maja kontakt ze skórą. Później, no właśnie, zastanowiłam się i uspokoiłam.

      Nie ma niczego złego w przekazywaniu informacji. Ja się cieszę, że zasygnalizowałaś nam problem. Dziękuję! :)

      Usuń
  29. Dzięki za praktyczne porady!

    OdpowiedzUsuń
  30. Wlasnie Ciebie odkrylam i juz mi sie tu podoba. Ja jestem raczkujaca wlosomaniaczka, bo w sierpniu zaczelam swiadomie to robic, choc wlosy nie wiedza, co to suszarka, prostownica i lokowka uzywane moze raz na 3 lata, olejowalam juz wczesniej kokosowym, ktory nie jest niestety najlepszy dla moich wlosow. Ale wszystkiego sie ucze. Odzywki i maski podpisane, czy proteinowa czy jakas inna.

    W sumie to wiekszosc stosuje juz od dawna. Choc do rozczesywania uzywam grzebienia drewnianego a szczotka szczotkuje raz na dzien wlosy.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...