poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Mysi blond - co o nim sądzę i dlaczego do niego wracam?

Zapuszczanie „naturalek” stało się naprawdę popularne, odrosty widać dosłownie wszędzie. :)
Miałam wypowiedzieć się już jakiś czas temu, ale odpuściłam dla świętego spokoju.
W międzyczasie przemyślałam sprawę i włala - zmieniłam zdanie.
Teraz, gdy temat dotyczy również mnie, pozwolę sobie napisać kilka rzeczy, które chodzą mi po głowie od dawna, a które mimo wszystko się nie zmieniły.

Zdaje się, że ja również uległam nowej modzie, a przynajmniej postanowiłam dać sobie szansę na sprawdzenie jak wyglądam w swoim naturalnym mysim blondzie. Zdjęcia sprzed pierwszych koloryzacji zupełnie mnie nie przekonują, ale kto wie. :)

Nie, to nie tak, że zapałałam ogromną miłością do najczęściej spotykanego koloru włosów w Polsce. W kraju w którym mieszkamy mysi blond jest równie wyjątkowy co włosy ciemnie/czarne wśród Azjatów. Mimo to muszę przyznać, że wielu dziewczynom on po prostu pasuje (zgodnie ze stwierdzeniem, że natura wie co robi), niezależnie od tego jak one same się w nim czują.

Jednak nadal jestem zdania, że szary blond to dobre tło dla ładnych, ciekawych twarzy. Tym mniej ładnym dobrze robi piękna rama. :)

Co przekonało mnie do naturalnego koloru włosów?

Jest neutralny.
Na jego tle pięknie wyglądają bardziej i mniej intensywne szminki, nie gryzie się z intensywnymi kolorami ubrań, dobrze wygląda na tle czterech kolorów dominujących w mojej szafie – czerni, szarości, bieli i bordo.



Jest ciemniejszy niż to, co mam na głowie obecnie.
A ciemne włosy zawsze były moim marzeniem. :) Co prawda w kolorze gorzkiej czekolady, ale bliżej do niego poziomowi 7-8 niż 10. :D

Łatwiej utrzymać chłodny odcień.
Źle się czuję w złotych, miodowych blondach. Liczę na to, że pomimo naturalnych złotych refleksów łatwiej będzie uzyskać pożądany odcień niż na bardzo jasnych włosach.



Pasuje do jasnej cery.
Nie jestem fanką opalenizny, unikam słońca i namiętnie używam filtrów.




Podkreśla niebieskie oczy.
Wracając do tego, co napisałam wcześniej – natura wie co robi. :)



Nie podkreśla zaczerwienień i niedoskonałości.
Ciepłe blondy niestety to robią, a ja nie używam podkładu ani pudru.

Na koniec oczywista oczywistość – zdrowe włosy.
Na tyle ładne i bezproblemowe, na ile są z natury.

(Tak tak, w rzeczywistości włosy w tym kolorze nie lśnią tak pięknie jak na zdjęciach, częściej wyglądają na matowe i suche. A może to kwestia pielęgnacji? :) )

Z kolei zdecydowanie nie przekonują mnie odrostyNie, nie wyglądają jak ombre. Zwłaszcza, jeśli farbowana długość jest jednolita, a pomiędzy nią a naturalnym kolorem nie ma płynnego przejścia.
Oraz wtedy, gdy odcienie się nie zgadzają - ciepły żółty blond z chłodnym i ciemnym.
Może wygląda to jak bardzo kiepskie ombre gdy naturalny odrost stanowi 2/3 długości… takie naprawdę złe, za które fryzjer powinien przeprosić.
Wiem, że ten etap dopadnie również mnie, ale nie mam zamiaru wmawiać sobie, że mój duży mało estetyczny odrost wygląda jak ombre. 
W celu zobrazowania tego, co mam na myśli, pozwolę sobie pokazać kilka zdjęć:







Wiem, że to kwestia gustu, dlatego tam wyżej to tylko moje zdanie. Moje poczucie estetyki nie pozwala mi na wmawianie sobie, że niezbyt ładny odrost wygląda jak ombre. No po prostu nie. :)
To prawdziwe, dobrze wykonane cechuje wielowymiarowość i zgrane odcienie.

Sama jestem jeszcze na etapie, w którym odrost jest mi zupełnie obojętny. Ma zaledwie 4 centymetry i nie przeszkadza mi ani trochę.
Gdy stanie się bardziej widoczny na pewno będę dążyć do zmniejszenia kontrastu. Może kiedyś uda się idealnie (no, prawie :)) dobrać farbę – wiem, że takie cuda są możliwe. Obecny kolor jest troszkę ciemniejszy niż zwykle, ale znacznie cieplejszy i jaśniejszy niż odrost. Zupełnie się tym nie przejmuję, mam mnóstwo czasu na kombinacje. :) Nie wykluczam zrobienia ombre gdy wielkość odrostu na to pozwoli.

Idealną opcją byłoby wyrównywanie odcienia szamponetką, dlatego nadal się rozglądam i planuję zakup kilku kolorów na próbę.

Czy coś z tego zapuszczania wyjdzie? Zobaczymy. :)

24 komentarze:

  1. w naturalnym kolorze zawsze jest najlepiej :)
    Malinowe Ciasteczka

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie wybieram się do fryzjera marzy mi się taki brązik :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam długo nad powrotem do swoich mysich włosów.
    Ostatecznie przekonał mnie Twój post , za który dziękuję :)

    Zawsze uważałam, że odcienie szrości są cudownie szlachetne, a na ich tle wyróżnia się każdy inny kolor i wtedy pięknie można nim zagrać :))

    Tylko jak znieść czas odrostów; oto jest pytanie i test na wytrzymałość...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też próbowałam wrócić do naturalek, jednak ślub spowodował, że musiałam się przefarbować. Teraz przyciemniłam włosy do ciemnego blondu/ jasnego brązu i nie widać tak bardzo odrostu.

    Chyba znów będę wracać do naturalek z tym, że rozjaśnię delikatnie końcówki ;)
    W każdym bądź razie życzę Ci powodzenia i wytrwałości, bo ona jest najważniejsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja już mam to za sobą :) schodziłam z rudości do naturalnego mysiego blondu.
    BYło trudno, czułam się fatalnie ale wytrwałam... a teraz znowu zastanawiam się nad koloryzacją.
    Ach te kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak coś czuję, że szybko do mnie wróci chęć pofarbowania. :)

      Usuń
  6. zajrzyj sobie do blondhaircare - blogu Natalii , i ona i włosowa seria o zapuszczaniu naturalnych włosów , jak bedą większe odrosty możesz te granicę "lekko zamazać" , sposoby są oczywiście , może flambayage itp ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za rady. :) Zastanawiam się nad różnymi opcjami, mam jeszcze sporo czasu.
      Z całym szacunkiem dla Natalii i wszystkiego co osiągnęła - to jest właśnie to, czego bardzo chcę uniknąć.

      Usuń
    2. A mnie się efekt u Natalii bardzo podoba :) Swoją drogą, ja też jakiś czas temu podjęłam decyzję o zapuszczaniu naturalnego koloru- moja alergia na farby jest, niestety, coraz silniejsza.O ile farbując innych mogę spokojnie uniknąć kontaktu farby ze skórą, to przy farbowaniu swoich włosów na blond- nie. Możliwe, że zdecyduję się na jakieś delikatne refleksy, ale obecnie nie czuję takiej potrzeby. Kocham jasne blondy, ale nawet nie najgorzej czuję się z ciemniejszym kolorem (póki co).

      Usuń
  7. Słyszałaś o olaplex? Co o tym sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam u Anwen jakiś wpis na ten temat, ale dopiero teraz go przeczytałam w związku z Twoim pytaniem.
      Polecam poczytać komentarze i przede wszystkim poczekać, ktoś rzucił nowy temat i niedługo z pewnością pojawi się więcej informacji o produkcie i efektach zabiegu. Post u Anwen w sumie informuje tylko o istnieniu czegoś takiego, nic więcej.

      Usuń
    2. Też czekam na konkretne informacje o tym produkcie :-) Fajne jest to, że do tego zabiegu nie potrzeba prostownicy. Gdybyś pisała o tym coś na blogu lub trafiła na porządną recenzję, to poproszę o link :-) Póki co, widziałam tylko filmik na youtube, a mnie przekonują jedynie relacje po kilku miesiącach od tego typu zabiegów. Pozdrawiam, Monika.

      Usuń
  8. Ja też mam swój naturalny kolor :D

    OdpowiedzUsuń
  9. W czerwcu tego roku minie mi 2 lata zapuszczania moich mysich włosów :-). Nie było łatwo oj nie, ale cieszę się, że wytrwałam :-) w naturalnym kolorze wyglądam świetnie i o wiele lepiej niż w jasnym blondzie, szkoda, że zrozumiałam to tak późno, dopiero po kilku latach rozjaśniania:-) ale lepiej późno niż wcale.

    OdpowiedzUsuń
  10. Warto spróbować zapuścić naturalki, póki nie ma się problemu z siwieniem, bo pewne jest, że one nam pasują. Ja chętnie bym została przy swoim wielowymiarowym szatynowym kolorze (choć nie jest wyjątkowy), bo by taki uzyskać musiał by fryzjer użyć kilku farb i o włosy niefarbowane łatwiej dbać. Jednak mam już mnóstwo siwych, które mi co raz bardzie przeszkadzają. Mało kto dobrze wygląda w naturalnych siwych (tak jak w platynie) i dodatkowo bardzo trudno o to by miały choćby lekki zdrowy blask.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja się zastanawiam jak to u mnie będzie- mam farbowany ciepły, miodowy blond na poz.8-9, a naturalnie mam mocno złoty, nawet lekko rudawy blond z poziomu 7. Oby wyglądało to w miarę znośnie, bo po każdym farbowaniu wydaje mi się, że zaczynam przygodę z odżywianiem, wygładzaniem i natłuszczaniem włosów od nowa ;/
    Zawsze marzyłam o chłodnym odcieniu, tak się zaczęła moja przygoda z farbowaniem, ale, niestety, z tak ciepłym naturalnym kolorem to była trochę walka z wiatrakami...

    OdpowiedzUsuń
  12. ja lubię swoje farbowane włosy w odcieniach brązu;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś miałam ombre. Nazywam ten okres mojego życia syndromem błędnej gimnazjalistki. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Też mam mysi blond i póki co nie zamierzam tego zmieniać ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie cierpię mysiego blondu. Dzięki "bogu" sama takego koloru nie posiadam :) A ombre bardzo mi się podoba :)

    Pozdrawiam,
    http://fit-healthylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Skad zdj pod napisem 'psuje do jasnej cery'? Wie ktos kto jest na tych dwoch zdj? :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wśród azjatek ten kolor jest preferowany i wręćz uwielbiany,mój naturalny kolor włosów to ten nieszczęsny popielaty blond,farbuje na czarno.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...