sobota, 30 maja 2015

Dove Nourishing Oil Care - odżywka bez spłukiwania


Był w moim życiu taki okres, kiedy bardzo chciałam znaleźć mgiełkę dla siebie i korzystałam z każdej promocji na odżywki b/s – tym sposobem dorobiłam się sporej (jak na mnie) kolekcji czterech produktów. Ilość nie do przerobienia, dlatego dotychczas zużyłam tylko jedną, moją ulubioną Gliss Kur Oil Nutritive.  Bardzo chętnie bym do niej wróciła, ale zdrowy rozsądek nie pozwala mi na kolejny zakup gdy w pudełku czeka łącznie 250 ml mgiełki do „wypsikania”. :)
Dość łatwo wywnioskować, że te trzy, które wciąż mam, nie do końca mi pasują. Czas tę znajomość podsumować.

Muszę się przyznać, że mgiełkę Dove kupiłam pod wpływem tego posta u Aliny – początkowo miałam wziąć wersję białą. Podczas wizyty w Rossmannie okazało się, że jest na nie promocja i po zastanowieniu wzięłam wersję z olejkami z czystej ciekawości i typowej dla miłośniczek kosmetyków chęci sprawdzenia na sobie. Wtedy już stały na półce trzy pełne butelki Gliss Kur’a…


Cena: ok. 16zł / 200ml
Dostępność: Rossmann, Natura, hipermarkety, inne drogerie

Skład:

Aqua – woda

Cyclopentasiloxane - emolient, silikon lotny, kondycjonuje, zmiękcza, wygładza, tworzy na
powierzchni włosa film zapobiegający odparowywaniu wody

Phenyl Trimethicone – silikon usuwalny łagodnym detergentem, kondycjonuje i zabezpiecza włos, zatrzymuje nawilżenie tworząc na jego powierzchni film

Dimethicone - silikon, a dokładniej polimer na bazie silikonu, sytnetyczny emolient; zmywalny za pomocą łagodnego szamponu; jego rolą jest wyrównywanie powierzchni włosa lub skóry;
różne źródła podają różne informacje odnośnie jego komedogenności (powodowania powstawania zaskórników, zapychania) - na mnie kremy z dimethicone działają komedogennie

Glycerin - gliceryna, humektant, działanie nawilżające, jednak stosowania w nieodpowiednich warunkach określanych tzw. punktem rosy (np. sezon grzewczy) może wykazywać działanie odwrotne

Prunus Amygdalus (Sweet Almond) Oil – olej ze słodkich migdałów, polecany do wszystkich typów włosów - nawilża, zmiękcza, dodaje włosom blasku; nadaje się do zabezpieczania włosów np. przed kąpielą w basenie, ochroni włosy przed działaniem promieni słonecznych

Argania Spinosa Kernel Oil - olej arganowy, w jego składzie znajduje się unikalna kompozycja kwasów tłuszczowych oraz witamina E - silny przeciwutleniacz. Świetnie się wchłania, mocno nawilża

Cocos Nucifera (Coconut) Oil – olej kokosowy, emollient, polecany przede wszystkim do pielęgnacji włosów niskoporowatych

Trehalose - disacharyd; nawilża powierzchniowo; cukier stabilny chemicznie i termicznie wykazujący zdolność do ograniczania degradacji nienasyconych kwasów tłuszczowych

Gluconolactone - humektant, antyoksydant; ma działanie złuszczające, nawilżające, przeciwzmarszczkowe (mają pozytywny wpływ na syntezę kolagenu i elastyny) oraz rozjaśniające przebarwienia, chelatujące oraz zwiększające skuteczność działania innych substancji; naturalny regulator pH

Adipic Acid - kwas adypinowy, regulator pH pochodzenia chemicznego; substancja spulchniająca; składnik dodawany do kosmetyków w celu ustawienia określonej wartości pH i jej stabilizacji

Sodium Sulfate

PEG/PPG-18/18 Dimethicone - emulgator silikonowy, wpływa na konsystencję i lepkość produktu, wygładza powierzchnię skóry

Cetrimonium Chloride - sól amonowa,konserwant, kondycjoner, kationowa substancja powierzchniowo czynna; nadaje włosom połysk, wygładza, ułatwia rozczesywanie, działa antystatycznie, ułatwia spłukiwanie produktu z włosów

Polyquaternium-16 – antystatyk, substancja filmotwórcza

Sodium Chloride - chlorek sodu, wpływa na konsystencję kosmetyku zawierającego anionowe substancje powierzchniowo czynne np. SLS

Disodium EDTA - konserwant budzący sporo kontrowersji - niebezpieczny dla zdrowia, jednocześnie doceniony przez włosomaniaczki za swoje działanie chelatujące

Benzophenone-4 – filtr UV chroniący skórę/włosy/kosmetyk przed szkodliwym wpływem promieniowania słonecznego

Parfum – zapach

DMDM Hydantoin - konserwant o szerokim spektrum działania w dużym zakresie pH, donor
formaliny

Butylene Glycol - humektant, kondycjonuje, zmiękcza i wygładza włosy, promotor przenikania, rozpuszczalnik (np. dla ekstraktów roślinnych), obniża lepkość produktu

Iodopropynyl Butylcarbamate - konserwant, uniemożliwia rozwój mikroorganizmów

Alpha-Isomethyl Ionone – składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Amyl Cinnamal – składnik kompozycji zapachowych

Benzyl Alcohol – konserwant dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych

Benzyl Salicylate – składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Butylphenyl Methylpropional – składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen, emulgator, ułatwia rozczesywanie, wygładza włosy, nie nadbudowuje się

Citronellol – imituje zapach róży, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alegren

Geraniol –  składnik olejków eterycznych, zapachem przypomina pelargonię; przeciwutleniacz, który może wywoływać reakcje alergiczne

Hexyl Cinnamal – składnik kompozycji zapachowych, potencjalny alergen

Hydroxycitronellal – imituje zapach konwalii, składnik komozycji zapachowej, potencjalny alergen

Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde - składnik kompozycji zapachowej

Limonene – imituje zapach skórki cytrynowej, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Linalool – imituje zapach konwalii, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Zdecydowanie składowo bardziej odpowiadają mi odżywki Gliss Kur, które mają krótszą i bardziej konkretną listę składników. Nie ma w nich również sodium sulfate i tylu konserwantów. 



Opinia, działanie:

Zapach dla mnie bardzo męczący, mydlany i słodki. Chociaż lubię słodkie i ciężkie zapachy ten w połączeniu z mydlaną nutą sprawia, że ciężko mi w ogóle używać tej odżywki. Niestety utrzymuje się dość długo.

Nie skleja włosów, nie przesusza ich, ale za to widocznie je obciąża i sprawia, że zaczynają się strączkować. Poza tym ładnie wygładza, dlatego moim zdaniem nadaje się do używania przed zrobieniem warkocza, kitki lub upięcia, które nie potrzebuje dużej objętości.  W tego typu awaryjnych sytuacjach (gdy nie zależało mi na rozpuszczonych włosach) sprawdzała się całkiem nieźle. 

Po pewnym czasie zauważyłam, że usztywnia końce po około godzinie od nałożenia.
Próbowałam nakładać ją na mokre włosy po myciu, za każdym razem je puszyła . 
Nakładana na suche włosy – jak wyżej, obciążała. 


Sprawdziłam też jak działa nałożona po rozpyleniu na dłonie i wgnieciona/wmasowana w końce. Zawsze pojawiało się dobrze znane usztywnienie, bez wyjątku. 
Nadal zastanawiam się w czym tkwi problem. Olej kokosowy w zasadzie nie robi krzywdy moim włosom (kiedyś napiszę na ten temat coś więcej), wina nie leży również po stronie gliceryny. 


Dobrnęłam do połowy opakowania i wrzuciłam do pudła uznając, że nie warto się z nią męczyć. Po jakimś czasie pojawił się post u Anwen o sprayu neutralizującym żółte refleksy. 
Dopiero miałam w planach odważniejsze eksperymenty z gencjaną, dlatego bez dłuższego zastanawiania się dodałam do mgiełki Dove kilka kropli fioletu. 
Efekt był marny, za to wszystko dookoła usiane fioletowymi kropkami, więc dałam sobie spokój. Prawdopodobnie doleję trochę więcej gencjany i spróbuję jeden ostatni raz, a jeśli znowu nic z tego nie wyjdzie po prostu wyleję tę połowę odżywki, która została w opakowaniu i zrobię swoją. :)

Utwierdzam się w przekonaniu, że istnieją tylko dwie mgiełki, które w 100% mi odpowiadają – samorobiona  z porządną dawką oleju i Gliss Kur Oil Nutritive. O.

O moim sposobie na gencjanę i uzyskiwanych efektach pisałam tutaj.

Macie swoje ulubione odżywki w sprayu?

poniedziałek, 25 maja 2015

Niedziela dla włosów: reanimacja przesuszonych końcówek

Postanowiłam rozpocząć cykl „niedziela dla włosów” (akcja organizowana przez Anwen) i podpiąć go pod kategorię „zestawy” – lubię przeglądać takie wpisy i po cichu liczę na to, że dzięki temu zacznę publikować regularnie. Chociaż ten jeden raz w tygodniu. :)



Przechodząc do konkretów: szamponetki o których pisałam tutaj nie pozostały obojętne dla moich końcówek. Łącznie 45 minut (dwie koloryzacje) trzymania detergentu na włosach znacznie podsuszyło końce i w efekcie męczyłam się z chrupiącym i kłującym sianem. :)
Zwłaszcza, że za pierwszym razem nie odżywiłam włosów prawie wcale obawiając się wypłukania pigmentu.


Mam na takie sytuacje swój sprawdzony sposób, więc zamiast panikować zaczęłam działać według schematu opisanego w poście „Jak uratować zniszczone włosy w jeden dzień?”, który był dla mnie przełomowy.
Do typowej emolientowej pielęgnacji dołączyłam zakwaszanie, humektanty w aloesowej masce i swoje ulubione proteiny z żółtka (żadne inne nie służą mi tak jak one). 

Dlaczego ulubione? Ponieważ należą do protein wielkocząsteczkowych. Więcej dowiecie się z posta o proteinach.

Jeśli nie wiecie o co chodzi z zakwaszaniem, humektantami, proteinami i emolientami (a chciałybyście się dowiedzieć) zapraszam do przeczytania podlinkowanych poniżej postów. :)

Zakwaszanie:

Równowaga humektantowo-proteinowo-emolientowa:




Plan działania:

  1. Wtarłam ulubiony Amol w skórę głowy na  2 godziny przed myciem.
  2. Oczyściłam włosy dwukrotnie (dokładnie i bezlitośnie) szamponem Neutral 0%.
  3. Naolejowałam włosy na całej długości olejem lnianym metodą rosołku w misce, zostawiłam na 30 minut.
  4. Zmiękczyłam i delikatnie umyłam długość maską Kallos Latte, a skórę głowy oczyściłam szamponem Babydream ułatwiającym rozczesywanie.
  5. Zakwasiłam (tzn. spieniłam i zostawiłam na 2 minuty) całą długość płynem do higieny intymnej Lactacyd.
  6. Nałożyłam nawilżającą (humektantową) maskę aloesową Natur Vital na całą długość, wmasowałam w skórę głowy i zostawiłam na 45 minut.
  7. Żółtko wymieszane z maską Kallos Latte w proporcjach 1:1 nałożyłam na prawie całą długość pomijając nasadę włosów i zostawiłam na 30 minut.
  8. Po spłukaniu delikatnie wmasowałam we włosy niewielką ilość Kallosa w celu dokładniejszego usunięcia resztek żółtka.
  9. Nałożyłam balsam tybetański Planeta Organica na 30 minut.
  10. Na koniec na dolną połowę włosów nałożyłam średnią porcję odżywki Garnier Fructis Oleo Repair i zostawiłam na dwie minuty.


Włosy wyschły naturalnie. Nie nałożyłam ani odrobiny serum ani olejku na końcówki aby sprawdzić w jakim będą stanie po takim zabiegu, który zupełnie przez przypadek wyszedł niemal bezsilikonowy. :)
Jedynie w odżywce Fructis można znaleźć lekki silikon w niewielkiej ilości. 
Po przeanalizowaniu wszystkiego jeszcze raz doszłam do wniosku, że mogłam zostawić wspomnianego Fructisa na włosach na dłużej lub nałożyć coś cięższego z większą zawartością emolientów.

 Efekt:

Zdjęcia chyba mówią same za siebie. :) Włosy są bardzo miękkie, gładkie  i błyszczące. Stały się sypkie (bardzo mi tego brakowało!) i zyskały nieco prawdziwej objętości, nie tej spowodowanej puszeniem. 
Ostatnie 3 centymetry końcówek są bez serum sztywniejsze i łatwiej się plączą, ale i tak jestem zadowolona z tego w jakim są stanie. Spodziewałam się katastrofy :)

Przed odżywianiem włosy były przeuszone, oklapnięte i matowe na końcach. 



Oczywiście resztki szamponetki się wypłukały i wróciłam do bardzo jasnego blondu. Jeszcze mi to nie przeszkadza, ale niedługo na pewno znowu sięgnę po Delię (zapas leży w pudełku) i pokombinuję co tu zrobić, żeby uniknąć masakry na końcówkach. Wstępny pomysł już jest, zobaczymy jak wyjdzie. :)

Dramatyczna różnica koloru na zdjęciach jest winą światła (pora dnia), a najlepszym punktem odniesienia jest sweterek. :) Zrezygnowałam z  jakiegokolwiek ingerowania w zdjęcia, pomijając przycięcie są w stanie surowym. Oczywiście robione bez flesza. 

PO:





PRZED:

Jak widać - przyklapnięte i nieświeże.


A Wy robiłyście ostatnio większe odżywianie? :)


niedziela, 24 maja 2015

Suche szampony Batiste Cherry, Tropical i Oriental, co o nich sądzę?


Moja znajomość z suchymi szamponami zaczęła się od tragicznego szamponu Isany. Naprawdę, był tak zły, że ciężko mi się zabrać za napisanie o nim czegokolwiek.
Niestety kiepski początek zniechęcił mnie do suchych szamponów w ogóle. Z jakiegoś powodu stwierdziłam, że pewnie wszystkie takie są i po prostu nie warto.

Cena: 15zł / 200ml
Dostępność: Rossmann, Douglas, drogerie internetowe



Co jakiś czas wracała do mnie myśl o wypróbowaniu Batiste, ale wtedy jego cena wydawała mi się bardzo wysoka (kosztuje dwa razy więcej niż Isana, gdy była w przecenie).

Kilka miesięcy później dostałam od siostry miniaturkę Batiste „Cherry” na spróbowanie i zakochałam się od razu w działaniu i zapachu. Byłam zaskoczona i jednocześnie popukałam się w czoło – nie bez powodu Batiste króluje na wszystkich blogach, vlogach, forach itp. 

Maluch szybko się skończył, więc bez zastanowienia pobiegłam do Douglas’a po butelkę full size. Miałam niewielki problem z wyborem wersji. Nie jestem osobą otwierającą kosmetyki w drogeriach, a tym bardziej „psikającą” w celu powąchania. Wybrałam opis i opakowanie, które wtedy wydawało mi się najbardziej atrakcyjne, czyli „pretty&opulent Oriental”. Trafiłam w dziesiątkę.

Kolejną wybraną przeze mnie wersją był zapach „Tropical”, a powodem tej decyzji był fakt, że to ulubiona wersja Anwen. Jak wiadomo gusta są różne, w moim przypadku to jest całkowita skucha
Wymęczę go do końca i nigdy więcej nawet na niego nie spojrzę. 

Ogólny i subiektywny opis zapachów:

Cherry – przyjemny, ciepły i lekko słodki, pudrowo-owocowo-wiśniowy (fruity&cheeky)
Oriental – piękny, świeży i delikatny, otulający i dziewczęcy, bez słodkich i ciężkich nut (pretty&opulent)
Tropical – ciężki i przytłaczający intensywnością, słodki i ostry, nie czuję tu kokosa tylko zapach starej taksówki z dziwnym odświeżaczem powietrza (coconut&exotic)


Opinia, działanie:

Przy takiej częstotliwości z jaką stosuję te szampony wydajność oceniam jako naprawdę dobrą.
Nie matowi, nie obciąża (jep, da się taki produkt znaleźć – Isana).
Skóra nie swędzi, nie jest sucha ani podrażniona.

Po rozpyleniu produktu u nasady włosów (w moim przypadku jest to grzywka i okolice przedziałka) teoretycznie należy przez kilkanaście sekund masować skórę głowy aż do zniknięcia białego osadu, czyli skrobi. 

Dotychczas nie było to u mnie konieczne ze względu na bardzo jasny kolor włosów i dość szybkie samoczynne znikanie wspomnianego osadu.
Teraz, gdy odrost ma 5 centymetrów i jest coraz bardziej widoczny, po spryskaniu włosów pochylam się i z głową w dół masuję skalp nadając jednocześnie objętości włosom u nasady. Następnie rozczesuję je tylko od ucha w dół aby nie przyklapnęły jak to zwykle się dzieje gdy są nieświeże. 
Pozostają lekko uniesione dość krótko, ale nawet przez chwilę ten efekt cieszy. :)

Najbardziej problematycznymi miejscami są grzywka i wicherek z tyłu głowy, gdzie włosy najszybciej się strączkują. Batiste radzi sobie z tym na parę godzin, a gdy efekt znika robi to powoli i włosy i tak wyglądają trochę lepiej niż przed użyciem szamponu. Oczywiście takie spraye nie zastąpią umycia włosów i po paru godzinach po prostu widać, że u nasady są nieświeże. 

Częściej Batiste ratuje mnie, gdy grzywka kiepsko wygląda (poprawiam ją i przeczesuję palcami wiele razy w ciągu dnia), rzadziej gdy jestem leniem i nie chce mi się umyć włosów lub mi się to nie opłaca (zajęcia w oborze lub wf). 

I tym razem dla odmiany skład na sam koniec. :)
Poszczególne wersje nieco się różnią, głównie składnikami kompozycji zapachowej (wiadomo).



Skład:
Cherry i Topical

Butane - butan, bezbarwny gaz, rozpuszczalnik, pozyskiwany z ropy naftowej, stosowany w aerozolach, w dużych ilościach jest niebezpieczny dla układu nerwowego i może zaburzać rytm serca; produkty z butanem należy aplikować z dużej odległości i nie narażać się wdychanie produktu

Isobutane - izobutan, gaz stosowany aerozolach, pozyskiwany z oleju mineralnego; wdychany w nadmiernych ilościach może powodować zawroty głowy i podrażniać oczy i błony śluzowe układu
oddechowego

Propane - propan, gaz nośny, zastosowanie w kosmetykach w aerozolu; stosowany przede wszystkim w piankach i lakierach do włosów jako substancja umożliwiająca rozpylanie produktu; jest też rozpuszczalnikiem dla innych substancji zawartych w kosmetyku

Oryza Sativa (Rice) Starch - puder ryżowy, absorbuje sebum, ogranicza przetłuszczanie się skóry

Alcohol Denat. - rozpuszczalnik, stosowany zamiast etanolu, oczyszcza, odtłuszcza,  odświeża, może powodować przesuszenie! We wcierkach pełni również rolę promotora - pomaga wniknąć składnikom aktywnym wgłąb skóry, wspomaga ich działanie

Parfum - zapach

(Tropical: Coumarin – składnik kompozycji zapachowej)

Distearyldimonium Chloride - chlorek dimetylodiokadecyloamonu, funkcja antystatyczna, stosowany w dezodorantach, aerozolach, szamponach, szminkach, płynach do higieny jamy ustnej, płynach po goleniu; stosowany w nadmiarze działa teratogennie i szkodliwie na organizm, wdychanie tej substancji może być szkodliwe dla układu nerwowego (neurotoksyczność)

Cetrimonium Chloride - sól amonowa,konserwant, kondycjoner, kationowa substancja powierzchniowo czynna; nadaje włosom połysk, wygładza, ułatwia rozczesywanie, działa
antystatycznie, ułatwia spłukiwanie produktu z włosów


Oriental

Butane - butan, bezbarwny gaz, rozpuszczalnik, pozyskiwany z ropy naftowej, stosowany w aerozolach, w dużych ilościach jest niebezpieczny dla układu nerwowego i może zaburzać rytm serca; produkty z butanem należy aplikować z dużej odległości i nie narażać się wdychanie produktu

Isobutane - izobutan, gaz stosowany aerozolach, pozyskiwany z oleju mineralnego; wdychany w nadmiernych ilościach może powodować zawroty głowy i podrażniać oczy i błony śluzowe układu oddechowego

Propane - propan, gaz nośny, zastosowanie w kosmetykach w aerozolu; stosowany przede wszystkim w piankach i lakierach do włosów jako substancja umożliwiająca rozpylanie produktu; jest też rozpuszczalnikiem dla innych substancji zawartych w kosmetyku

Oryza Sativa (Rice) Starch - puder ryżowy, absorbuje sebum, ogranicza przetłuszczanie się skóry

Alcohol Denat. - rozpuszczalnik, stosowany zamiast etanolu, oczyszcza, odtłuszcza,  odświeża, może powodować przesuszenie! We wcierkach pełni również rolę promotora - pomaga wniknąć składnikom aktywnym wgłąb skóry, wspomaga ich działanie

Parfum - zapach

Benzyl Salicylate - składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Limonene - imituje zapach skórki cytrynowej, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Citronellol - imituje zapach róży, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alegren

Butylphenyl Methylpropional - składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen, emulgator,
ułatwia rozczesywanie, wygładza włosy, nie nadbudowuje się

Hexyl Cinnamal - składnik kompozycji zapachowych, potencjalny alergen

Linalool - imituje zapach konwalii, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen

Distearyldimonium Chloride - chlorek dimetylodiokadecyloamonu, funkcja antystatyczna, stosowany w dezodorantach, aerozolach, szamponach, szminkach, płynach do higieny jamy ustnej, płynach po goleniu; stosowany w nadmiarze działa teratogennie i szkodliwie na organizm, wdychanie tej substancji może być szkodliwe dla układu nerwowego (neurotoksyczność)

Cetrimonium Chloride - sól amonowa,konserwant, kondycjoner, kationowa substancja powierzchniowo czynna; nadaje włosom połysk, wygładza, ułatwia rozczesywanie, działa antystatycznie, ułatwia spłukiwanie produktu z włosów


Ze względu na obecność kilku niezbyt fajnych składników i łatwość z jaką wdycha się aerozol należy bardzo uważać, zwłaszcza jeśli używamy szamponu często.
Ja podczas rozpylania szamponu wstrzymuję oddech (dlatego staram się robić to dość szybko:)), a następnie uciekam z tej chmurki do innego pomieszczenia.

Używacie suchych szamponów?


wtorek, 19 maja 2015

Naturalny średni blond - szamponetka Delia Cameleo 5.0 jasny brąz


Czy znalazłam to, czego szukałam? Chyba tak, z pewnością jestem coraz bliżej celu. :)
W ramach przypomnienia – poszukuję szamponetki, która nada włosom odcień chociaż częściowo zbliżony do koloru odrostów poziomem lub tonacją.
O planach zapuszczania włosów w naturalnym kolorze oraz moim zdaniu na temat wyglądu odrostów pisałam tutaj.



Dość długo chodziły za mną szamponetki z Delii, jednak nie mogłam się przełamać. W sklepie często oglądałam blondy, szukałam recenzji i wszystko na co trafiałam wydawało mi się za ciepłe. Miodowe i koniakowe kolory to nie moja bajka.
Planowałam poszukać szamponetek Joanny (perłowy blond był moją pierwszą szamponetką ever), ale ten post u Elleemvogue ponownie zwrócił moją uwagę na Delię. Efekt ze zdjęć zachwycił mnie do tego stopnia, że następnego dnia kupiłam dwa opakowania odcienia 5.0 jasny brąz i bez większego zastanawiania się po prostu ich użyłam.
Wczoraj użyłam tej szamponetki po raz drugi (odstęp jednego mycia) aby sprawdzić czy nieco pogłębi kolor. Jestem zachwycona. :) Szczegóły dalej.

Skład:

Aqua - woda

Cocamidopropyl Betaine - delikatna substancja myjąca, łagodzi drażniące działanie silnych detergentów, pozyskiwana z oleju kokosowego

Hydroxyethylcellulose - zagęstnik, regulator lepkości, stabilizator

Caprylic/Capric Triglyceride - emolient tłusty, często komedogenny;tworzy film, który zatrzymuje
wilgoć; zmiękcza i wygładza włosy

Sodium Acrylates Copolymer - substancja filmotwórcza; zmiękcza, kondycjonuje, wygładza, nabłyszcza, zmiękcza, działa antystatycznie; stosowany również jako substancja utrwalająca fryzurę 

Polyquaternium-22 - antystatyk, wygładza, ułatwia rozczesywanie

Methylparaben - konserwant

Propylparaben - konserwant 

DMDM Hydantoin - konserwant o szerokim spektrum działania w dużym zakresie pH, donor
formaliny

Phenoxyethanol - konserwant zapobiegający rozwojowi mikroorganizmów

Dicaprylyl Ether - emolient suchy, tworzy na włosach lub skórze matowy film zapobiegający
odparowywaniu wody, kondycjonujący, zmiękczający i wygładzający je

Lauryl Alcohol - produkowany na bazie oleju kokosowego, odporny na działanie promieni UV; stosowany również w produkcji perfum

Propylene Glycol - humektant, może podrażniać jeśli jest stosowany na chorobowo zmienioną skórę

HC Blue No. 2 - barwnik

Parfum - zapach

Disodium EDTA - konserwant budzący sporo kontrowersji - niebezpieczny dla zdrowia, jednocześnie doceniony przez włosomaniaczki za swoje działanie chelatujące

Sodium Lactate - mleczan sodu, hydrofilowa substancja nawilżająca, ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka

Sodium PCA - zmiękcza, wygładza i nawilża skórę, ma działanie antystatyczne

Glycine - aminokwas stosowany w kosmetykach do włosów, działa nawilżająco, odżywia i wpsomaga odbudowę keratyny - naturalnego budulca włosa

Fructose - fruktoza, łatwo wiąże się z keratyną włókna włosowego, nawilża je, zapobiega rozdwajaniu końcówek

Urea - mocznik, zmiękcza i nawilża

Niacinamide - witamina PP/B3; poprawia kondycję włosów, ogranicza ich wypadanie

Inositol - wspomaga nawilżanie i naturalną odnowę skóry, spowalnia procesy starzenia

Sodium Benzoate - sól kwasu benzoesowego, konserwant zapobiegający rozwojowi mikroorganizmów

Lactic Acid - kwas mlekowy; pobudza cebulki, ułatwia przenikanie składników aktywnych, nawilża, wzmacnia, uelastycznia, ma szerokie zastosowanie w pielęgnacji skóry - świetnie radzi sobie z płytkimi, drobnymi zmarszczkami, złuszcza

Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride - wzmacnia, uelastycznia włosy i ułatwia ich rozczesywanie

N,N'-Bis(2-Hydroxyethyl)-2-Nitro-p-Phenylenediamine - barwnik

HC Yellow No. 4 - barwnik

Aminomethyl Propanol - regulator pH, stosowany do produktów kosmetycznych i preparatów higieny osobistej

Sodium Erythorbate 

HC Yellow No. 2 - barwnik

HC Red No. 3 - barwik

Butylphenyl Methylpropional - składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen, emulgator, ułatwia rozczesywanie, wygładza włosy, nie nadbudowuje się

Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde - składnik kompozycji zapachowej

Limonene -  imituje zapach skórki cytrynowej, składnik kompozycji zapachowej, potencjalny alergen


O produkcie:

Zapach nie jest męczący, to tylko szamponetka. :) Taki zwykły drogeryjny.
Kolor niepokojący i odstraszający (zwłaszcza dla jasnych blondynek) - ciemny, bordowy.

Uważam, że spokojnie można nakładać produkt bez rękawiczek. Zabrudzenia bez problemu zmywają się z rąk, wanny i okolic. Te zaschnięte z czoła również :)

Skład typowy. Detergent torujący drogę (Cocamidopropyl Beatine należy do grupy łagodnych detergentów, ale pozostawiony na włosach na około 30 minut robi swoje) usuwa resztki zanieczyszczeń i unosi łuski włosa - ułatwia pigmentom dotarcie do celu.
Na zniszczonych włosach kolor utrzymuje się dłużej, ponieważ cząsteczki pigmentu mają się czego uczepić - rozchylonych łusek. Odwrotnie niż w przypadku farb trwałych kolor (teoretycznie) powinien nieco dłużej trzymać się włosów wysokoporowatych.

Takie produkty niestety nie pozostają obojętne dla stanu włosów. Pomimo obecności emolientów, antystatyków i substancji filmotwórczych wspomniany Cocamidopropyl Betaine siedzi na włosach około 30 minut - to trochę tak, jakby zostawić na pół godziny łagodny szampon na włosach.
Odchylenie łusek i podsuszenie nie jest nieodwracalne, jednak wszystko zależy od nas - o włosy trzeba cierpliwie i odpowiednio się zatroszczyć.

Jak jej użyłam:

Pierwszy raz:

Nie za bardzo wiedziałam jak się obchodzić z takim produktem, dlatego zgodnie z zaleceniami producenta umyłam włosy delikatnym szamponem (Babydream) na całej długości.
Początkowo planowałam nałożyć szamponetkę tylko na farbowaną część włosów. Ostatecznie nałożyłam ją na całą długość – we wszystkich recenzjach spotkałam się ze stwierdzeniem, że kolor zmywa się w 100%, a odcień 5.0 na ciemnym blondzie daje minimalny efekt.
Poza tym odrost ma dopiero 4-5 cm i musiałabym nakładać produkt bardzo dokładnie pędzelkiem, pasmo po paśmie.
Po nałożeniu włosy zawinęłam w koczek na czubku głowy i zostawiłam na 35 minut.
Po spłukaniu produktu nałożyłam balsam Aleppo Planeta Organica, ale spłukałam go po minucie w obawie, że ściągnie świeżo położony pigment.
Za pierwszym razem zużyłam dwa opakowania.

Drugi raz:

Tym razem podeszłam do sprawy luźniej - nałożyłam szamponetkę na zwilżone, nieumyte włosy z pominięciem odrostów (mniej-więcej :)) i zostawiłam na 15-20 minut w koczku.
Wszystko robiłam bez rękawiczek, wszelkie zabrudzenia zmywają się bezproblemowo. Łatwiej też równomiernie rozprowadzić produkt na włosach, zużywa się go mniej - tym razem tylko jedno opakowanie.
Po spłukaniu nałożyłam na dolną połowę włosów olejek Babydream (wersja dla dzieci), a na niego i całą resztę włosów z pominięciem nasady porcję maski Kallos Latte i zostawiłam na kilka minut. Skórę głowy umyłam niewielką ilością szamponu Babydream.
Podczas spłukiwania woda była tylko lekko zabarwiona.

Ze względu na skład szamponetka trochę wysusza włosy i za pierwszym razem balsam nie wystarczył, stąd kombinacje z olejem i maską - nie miałam nafty do dyspozycji, testowanie różnych sposobów jeszcze przede mną. :)

Efekty:

Uzyskany kolor kompletnie mnie zaskoczył. Spodziewałam się jedynie ochłodzenia, a uzyskałam również takie przyciemnienie o jakim marzyłam. :)
Naprawdę piękny szary/neutralny blond, który na żywo ładnie wtapia się w odrosty. Jest od nich jaśniejszy, ale ma zbliżony odcień. Może jednak da się zapuścić naturalki i wyglądać w miarę estetycznie? :)
Póki co taki efekt mnie satysfakcjonuje. Kolor jest równy i ma naturalny odcień. Zobaczymy jeszcze jak z trwałością i wpływem na stan włosów przy regularnym stosowaniu.
Na pewno wypróbuję szamponetki Joanny (aromatyczne cappuccino i perłowy blond), kusi mnie też ciemniejszy brąz Delii. Wszystko przede mną. :)

Po pierwszym użyciu (trochę przesuszone):




Po drugim użyciu:



I na koniec zdjęcie odrostów, które rosną sobie powolutku. :)
Dla porównania zdjęcie surowe i podkręcone. Rzeczywistość jest chyba gdzieś pomiędzy. :)




Znacie szamponetki Delii lub Joanny? Lubicie, używacie?


sobota, 9 maja 2015

Nafta kosmetyczna - moja nowa miłość


Przeprosiłyśmy się całkiem niedawno i na stałe zagościła w łazience. 
O właściwościach nafty dosyć obszernie pisałam tutaj. Post nadal jest aktualny, zmieniło się tylko moje spojrzenie na sprawę. Dostrzegłam ogromne zalety! Jak to się mówi, tylko krowa nie zmienia zdania. :)
Czemu zainteresowałam się naftą, jak jej używam, jakie zauważyłam efekty, jakie są jej zalety i którą wersję wybrać? O tym niżej. :)

Skąd nagłe zainteresowanie naftą?

Nie raz wspominałam o tym, że zmiana sposobu zmywania oleju (a właściwie jego niezmywanie) zupełnie odmieniła moje włosy. Pozwoliło mi to zagęścić końcówki, ograniczyło puszenie i łamanie, wygładziło długość i zredukowało rozdwajanie. 

Dzięki temu mogłam też uprościć pielęgnację, kosmetyki do włosów nie kuszą mnie tak jak kiedyś (nie szukam już odżywkowego Świętego Graala) i spokojnie zużywam zgromadzone zapasy, aby w lipcu wrócić do domu z jak najmniejszym kosmetycznym bagażem. :)


Mimo to w lutym doszłam do wniosku, że czegoś mi brakuje. Proteiny i humektanty nie były tym „czymś”, więc szukałam dalej. 
Wpadła mi w ręce nafta z olejkiem arganowym, którą dostałam w do przetestowania od firmy Kosmed – w związku z moim sceptycznym podejściem nie byłam przekonana, czy w ogóle warto się w to bawić. Ostatecznie doszłam do wniosku, że jeśli coś pójdzie nie tak po prostu umyję włosy drugi raz. :)
Od tamtego dnia jesteśmy nierozłączne. Dosłownie. Myć bez nafty było może kilka.
Zbiegło się to z potrzebą bardziej skutecznego zabezpieczania włosów przed przesuszeniem (częste używanie gencjany) i nadchodzącym farbowaniem.
Oprócz tego wciąż miałam wrażenie, że niedostatecznie chronię prawą, przerzedzoną część włosów przed uszkodzeniami mechanicznymi.

W tym miejscu chciałabym podkreślić, że przez ostatnich kilka miesięcy używałam tylko tego produktu, dlatego w zasadzie ten post jest jednocześnie recenzją.
W momencie otrzymania kosmetyku wersja ta była nowością i widziałam ją też na paru innych blogach - moja opinia pojawia się parę miesięcy i 2/3 butelki produktu później. :)
Na pewno pokuszę się o porównanie i spróbuję innych wersji, jednak póki co nie chcę zastawiać półek kolejnymi produktami. Zamierzałam spróbować innej nafty, którą miałam schowaną gdzieś w pudełku (tę firmy Anna z podlinkowanego posta) jednak okazało się, że jest przeterminowana.

Jak jej używam?

Początkowo używałam jej bardzo ostrożnie – wmasowywałam we włosy przed myciem i zostawiałam dosłownie na kilka minut, zdarzyło mi się nakładać ją metodą „miskową”. Jednak to pierwszy sposób skradł moje serce. 
Nigdy bym nie przypuszczała, że tak się stanie, ale na tydzień lub dwa oleje poszły w odstawkę. Wróciłam do nich dość szybko gdy postanowiłam zmieszać olej z naftą – ta opcja do dziś jest moją ulubioną i w sumie jedyną.

Typowe mycie wygląda następująco:
- olej z naftą mieszam pół na pół lub w proporcjach 2:1 i sporą ilość nakładam na włosy od ucha w dół, zostawiam na dowolną ilość czasu (nigdy na noc!)
- myję skórę głowy wybranym szamponem, spłukuję
- nakładam wybraną odżywkę lub maskę i zostawiam na dowolną ilość czasu (3, 15, 60 minut – jak mi akurat pasuje)
- po spłukaniu i osuszeniu włosów ręcznikiem wmasowuję w końcówki serum 


Co istotne, powinno się jej używać na dobrze lub chociaż umiarkowanie odżywione włosy (takie, którym dostarczono wszystkich niezbędnych składników), aby szczelna warstwa nafty uwięziła wspomniane składniki  na powierzchni włosa.

Oczywiście można ratować się naftą w sytuacjach kryzysowych, gdy nic innego nie pomaga – ani olejki, ani złożone odżywianie. Warto wtedy próbować różnych metod pod warunkiem, że nie ryzykujemy przesuszeniem włosów (zioła – płukanki, henna, płukanki octowe i cytrynowe, bardzo proteinowa pielęgnacja bez emolientów, humektanty bez emolientów np. aloes).

Muszę zaznaczyć, że kluczem do wyciśnięcia stu procent zalet z nafty jest uzupełnianie nią pielęgnacji, a nie całkowite zastąpienie olejków. Już to przerobiłam. :)


Efekty i zalety…

… czyli najważniejsza kwestia.
Na początku rzuca się w oczy wyjątkowe wygładzenie i blask, które jest raczej rzadko spotykanym zjawiskiem na zniszczonych i wymęczonych końcówkach. :) Włosy są miękkie i elastyczne. 
Są też cięższe i mniej podatne na stylizację, oczywiście partie potraktowane naftą tracą na objętości. Właśnie dlatego okolice głowy dostają swoją porcję olejków i odżywek znacznie rzadziej.


Oczywiście – tak jak w przypadku każdej innej metody – trzeba wypracować swoje sposoby i znaleźć swój złoty środek. Niewykluczone, że po drodze będzie kilka wpadek. :) Parę ładnych razy skończyłam z tłustymi przyklapniętymi włosami z tyłu głowy.

Zalety szczególnie kuszące dla posiadaczek suchych i zniszczonych włosów, które chciałyby jednak zyskać na długości.  Dlaczego?
Nafta przede wszystkim ułatwia zapuszczanie poprzez zapobieganie łamaniu się końcówek, ich urywaniu i rozdwajaniu.
Tworzy na powierzchni włosa szczelną warstwę ochronną - szczotka łatwiej sunie po włosach nie zahaczając o nie i tym samym nie powodując uszkodzeń włosa.
Osłabiony włos łatwo odłamać w najsłabszym, uszkodzonym miejscu, a miejsce takie wcale nie musi znajdować się na poziomie końcówek. Jeśli szczotka napotka przeszkodę przy końcówkach i przez to naciągniemy włos może on się urwać w swoim najsłabszym punkcie, nawet kilkanaście centymetrów wyżej.



Co dobrego robi nafta?

- chroni przed uszkodzeniami mechanicznymi dzięki szczelnej warstwie, jaką tworzy na powierzchni włosa: chroni przed temperaturą, ocieraniem.
- chroni przed łamaniem się osłabionych włosów
- ogranicza rozdwajanie się końcówek- w przypadku uszkodzonej końcówki rozdwojenie nie pogłębia się pod wpływem czynników zewnętrznych
- zapobiega przesuszeniu włosów poprzez ograniczanie ucieczki/odparowywania wody
- chroni przed przesuszeniem podczas stosowania gencjany i płukanek ochładzających kolor
- minimalny czas stosowania daje maksymalne efekty – wystarczy kilka minut
- lepiej sięgnąć po naftę niż olejki czy silikonowe sera w celu szybkiego ujarzmienia włosów, nabłyszczenia i ułatwienia rozczesywania – robi to nawet lepiej niż olejki, trudniej przesadzić z jej ilością, a jeśli tak się zdarzy – efekt nie jest wtedy tak nieestetyczny (tłusty)
- zapobiega elektryzowaniu
- ułatwia rozczesywanie




Postanowiłam połączyć recenzję kosmetyku otrzymanego od Kosmed z ogólnym postem o nafcie, ponieważ - tak jak już wspomniałam - przez ostatnie trzy miesiące używałam tylko tego produktu. Z kolei temat nafty jako takiej wyczerpałam w tym wpisie. Mogę jeszcze dodać, że obecnie używana wersja ma znacznie przyjemniejszy zapach niż wcześniejsza.
Na pewno warto ją kupić jeśli będzie ku temu okazja, zwłaszcza, że cena nie jest wygórowana (13 zł). Buteleczka spokojnie starczy nawet na pół roku intensywnego używania.



Jaką wersję nafty wybrać?

To zależy od sposobu, w jaki zamierzamy ją stosować. Jeśli chcemy używać jej głównie na długość, warto zastanowić się nad naftą z dodatkiem olejków - arganowego, rycynowego itp.
Jeśli jednak planujemy wcierać naftę w skórę głowy (pamiętając przy tym o regularnym oczyszczaniu!) możemy wybrać wersję z dodatkiem witamin, wyciągów (pokrzywa, rumianek) i olejków eterycznych ze względu na ich działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze.

Oczywiście jeśli nie zależy nam na ekstraktach i witaminach można kupić czystą naftę i dodawać do niej olejki samodzielnie, co według mnie jest znacznie lepszą opcją.

Podsumowując - uważam, że nafta powinna znaleźć się w rękach każdej posiadaczki zniszczonych i łamliwych włosów. Nawet jeśli nie będzie z tego miłości, warto spróbować.


Macie swoje sposoby na naftę, lubicie jej używać? 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...