sobota, 9 maja 2015

Nafta kosmetyczna - moja nowa miłość


Przeprosiłyśmy się całkiem niedawno i na stałe zagościła w łazience. 
O właściwościach nafty dosyć obszernie pisałam tutaj. Post nadal jest aktualny, zmieniło się tylko moje spojrzenie na sprawę. Dostrzegłam ogromne zalety! Jak to się mówi, tylko krowa nie zmienia zdania. :)
Czemu zainteresowałam się naftą, jak jej używam, jakie zauważyłam efekty, jakie są jej zalety i którą wersję wybrać? O tym niżej. :)

Skąd nagłe zainteresowanie naftą?

Nie raz wspominałam o tym, że zmiana sposobu zmywania oleju (a właściwie jego niezmywanie) zupełnie odmieniła moje włosy. Pozwoliło mi to zagęścić końcówki, ograniczyło puszenie i łamanie, wygładziło długość i zredukowało rozdwajanie. 

Dzięki temu mogłam też uprościć pielęgnację, kosmetyki do włosów nie kuszą mnie tak jak kiedyś (nie szukam już odżywkowego Świętego Graala) i spokojnie zużywam zgromadzone zapasy, aby w lipcu wrócić do domu z jak najmniejszym kosmetycznym bagażem. :)


Mimo to w lutym doszłam do wniosku, że czegoś mi brakuje. Proteiny i humektanty nie były tym „czymś”, więc szukałam dalej. 
Wpadła mi w ręce nafta z olejkiem arganowym, którą dostałam w do przetestowania od firmy Kosmed – w związku z moim sceptycznym podejściem nie byłam przekonana, czy w ogóle warto się w to bawić. Ostatecznie doszłam do wniosku, że jeśli coś pójdzie nie tak po prostu umyję włosy drugi raz. :)
Od tamtego dnia jesteśmy nierozłączne. Dosłownie. Myć bez nafty było może kilka.
Zbiegło się to z potrzebą bardziej skutecznego zabezpieczania włosów przed przesuszeniem (częste używanie gencjany) i nadchodzącym farbowaniem.
Oprócz tego wciąż miałam wrażenie, że niedostatecznie chronię prawą, przerzedzoną część włosów przed uszkodzeniami mechanicznymi.

W tym miejscu chciałabym podkreślić, że przez ostatnich kilka miesięcy używałam tylko tego produktu, dlatego w zasadzie ten post jest jednocześnie recenzją.
W momencie otrzymania kosmetyku wersja ta była nowością i widziałam ją też na paru innych blogach - moja opinia pojawia się parę miesięcy i 2/3 butelki produktu później. :)
Na pewno pokuszę się o porównanie i spróbuję innych wersji, jednak póki co nie chcę zastawiać półek kolejnymi produktami. Zamierzałam spróbować innej nafty, którą miałam schowaną gdzieś w pudełku (tę firmy Anna z podlinkowanego posta) jednak okazało się, że jest przeterminowana.

Jak jej używam?

Początkowo używałam jej bardzo ostrożnie – wmasowywałam we włosy przed myciem i zostawiałam dosłownie na kilka minut, zdarzyło mi się nakładać ją metodą „miskową”. Jednak to pierwszy sposób skradł moje serce. 
Nigdy bym nie przypuszczała, że tak się stanie, ale na tydzień lub dwa oleje poszły w odstawkę. Wróciłam do nich dość szybko gdy postanowiłam zmieszać olej z naftą – ta opcja do dziś jest moją ulubioną i w sumie jedyną.

Typowe mycie wygląda następująco:
- olej z naftą mieszam pół na pół lub w proporcjach 2:1 i sporą ilość nakładam na włosy od ucha w dół, zostawiam na dowolną ilość czasu (nigdy na noc!)
- myję skórę głowy wybranym szamponem, spłukuję
- nakładam wybraną odżywkę lub maskę i zostawiam na dowolną ilość czasu (3, 15, 60 minut – jak mi akurat pasuje)
- po spłukaniu i osuszeniu włosów ręcznikiem wmasowuję w końcówki serum 


Co istotne, powinno się jej używać na dobrze lub chociaż umiarkowanie odżywione włosy (takie, którym dostarczono wszystkich niezbędnych składników), aby szczelna warstwa nafty uwięziła wspomniane składniki  na powierzchni włosa.

Oczywiście można ratować się naftą w sytuacjach kryzysowych, gdy nic innego nie pomaga – ani olejki, ani złożone odżywianie. Warto wtedy próbować różnych metod pod warunkiem, że nie ryzykujemy przesuszeniem włosów (zioła – płukanki, henna, płukanki octowe i cytrynowe, bardzo proteinowa pielęgnacja bez emolientów, humektanty bez emolientów np. aloes).

Muszę zaznaczyć, że kluczem do wyciśnięcia stu procent zalet z nafty jest uzupełnianie nią pielęgnacji, a nie całkowite zastąpienie olejków. Już to przerobiłam. :)


Efekty i zalety…

… czyli najważniejsza kwestia.
Na początku rzuca się w oczy wyjątkowe wygładzenie i blask, które jest raczej rzadko spotykanym zjawiskiem na zniszczonych i wymęczonych końcówkach. :) Włosy są miękkie i elastyczne. 
Są też cięższe i mniej podatne na stylizację, oczywiście partie potraktowane naftą tracą na objętości. Właśnie dlatego okolice głowy dostają swoją porcję olejków i odżywek znacznie rzadziej.


Oczywiście – tak jak w przypadku każdej innej metody – trzeba wypracować swoje sposoby i znaleźć swój złoty środek. Niewykluczone, że po drodze będzie kilka wpadek. :) Parę ładnych razy skończyłam z tłustymi przyklapniętymi włosami z tyłu głowy.

Zalety szczególnie kuszące dla posiadaczek suchych i zniszczonych włosów, które chciałyby jednak zyskać na długości.  Dlaczego?
Nafta przede wszystkim ułatwia zapuszczanie poprzez zapobieganie łamaniu się końcówek, ich urywaniu i rozdwajaniu.
Tworzy na powierzchni włosa szczelną warstwę ochronną - szczotka łatwiej sunie po włosach nie zahaczając o nie i tym samym nie powodując uszkodzeń włosa.
Osłabiony włos łatwo odłamać w najsłabszym, uszkodzonym miejscu, a miejsce takie wcale nie musi znajdować się na poziomie końcówek. Jeśli szczotka napotka przeszkodę przy końcówkach i przez to naciągniemy włos może on się urwać w swoim najsłabszym punkcie, nawet kilkanaście centymetrów wyżej.



Co dobrego robi nafta?

- chroni przed uszkodzeniami mechanicznymi dzięki szczelnej warstwie, jaką tworzy na powierzchni włosa: chroni przed temperaturą, ocieraniem.
- chroni przed łamaniem się osłabionych włosów
- ogranicza rozdwajanie się końcówek- w przypadku uszkodzonej końcówki rozdwojenie nie pogłębia się pod wpływem czynników zewnętrznych
- zapobiega przesuszeniu włosów poprzez ograniczanie ucieczki/odparowywania wody
- chroni przed przesuszeniem podczas stosowania gencjany i płukanek ochładzających kolor
- minimalny czas stosowania daje maksymalne efekty – wystarczy kilka minut
- lepiej sięgnąć po naftę niż olejki czy silikonowe sera w celu szybkiego ujarzmienia włosów, nabłyszczenia i ułatwienia rozczesywania – robi to nawet lepiej niż olejki, trudniej przesadzić z jej ilością, a jeśli tak się zdarzy – efekt nie jest wtedy tak nieestetyczny (tłusty)
- zapobiega elektryzowaniu
- ułatwia rozczesywanie




Postanowiłam połączyć recenzję kosmetyku otrzymanego od Kosmed z ogólnym postem o nafcie, ponieważ - tak jak już wspomniałam - przez ostatnie trzy miesiące używałam tylko tego produktu. Z kolei temat nafty jako takiej wyczerpałam w tym wpisie. Mogę jeszcze dodać, że obecnie używana wersja ma znacznie przyjemniejszy zapach niż wcześniejsza.
Na pewno warto ją kupić jeśli będzie ku temu okazja, zwłaszcza, że cena nie jest wygórowana (13 zł). Buteleczka spokojnie starczy nawet na pół roku intensywnego używania.



Jaką wersję nafty wybrać?

To zależy od sposobu, w jaki zamierzamy ją stosować. Jeśli chcemy używać jej głównie na długość, warto zastanowić się nad naftą z dodatkiem olejków - arganowego, rycynowego itp.
Jeśli jednak planujemy wcierać naftę w skórę głowy (pamiętając przy tym o regularnym oczyszczaniu!) możemy wybrać wersję z dodatkiem witamin, wyciągów (pokrzywa, rumianek) i olejków eterycznych ze względu na ich działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze.

Oczywiście jeśli nie zależy nam na ekstraktach i witaminach można kupić czystą naftę i dodawać do niej olejki samodzielnie, co według mnie jest znacznie lepszą opcją.

Podsumowując - uważam, że nafta powinna znaleźć się w rękach każdej posiadaczki zniszczonych i łamliwych włosów. Nawet jeśli nie będzie z tego miłości, warto spróbować.


Macie swoje sposoby na naftę, lubicie jej używać? 



32 komentarze:

  1. Kiedyś też używałam nafty potem się skończyła i już nie kupiłam drugiej ale teraz chyba kupię tą :) masz śliczne włoski :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż ... w takim razie wypada się przeprosić z naftą i używać jej z głową ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać, że masz super włoski :) też jakiś czas temu używałam nafty, byłam zadowolona ;) ale jak sie skończyła to jakoś przeszłam na zdrowszą dietę z uzupełnieniem ćwiczeniowo-suplementowym i nie widziałam dalszej potrzeby stosowania jakoś ;) dobry suplement na pewno pomógł w tym, (bio silica jako któryś z rzędu sprawdziła się naprawdę dobrze) :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zmotywowałaś mnie, żeby znów zacząć używać nafty :) Tym razem wypróbuję Twój sposób z olejkiem !

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham płukankę z nafty <3 Mam jakąś losową naftę z apteki z A+E, a działanie warte złota :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię naftę, kiedyś często jej używałam, a potem jak zrobiło się głośno o olejkach i innych kosmetykach, jakoś zapomniałam o jej istnieniu :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Też się polubiłam z tą naftą :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekaj, czekaj. Przeczytałam oba wpisy (z resztą trzeci wspominający nafcie, ten z połowy kwietnia o masce Inebrya też) i nie wyłapałam czegoś: co się stało, że po takich fajnych efektach osiąganych wtedy, później Twoje nastawienie zmieniło się na sceptyczne? ;)
    Już po wpisie o masce Inebrya zawiesiłam na tablicy korkowej karteczkę przypominającą o kupieniu nafty, teraz na pewno już to zrobię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak tam wspominałam, nie traktowałam nafty na równi z olejami i gdzieś tam z tyłu głowy miałam wciąż zakodowane, że włosy lubią bardziej odżywcze produkty. :)
      Dopiero z czasem dotarło do mnie, że przez tyle lat olejki nie dawały sobie rady z zabezpieczaniem tak wrażliwych i zniszczonych włosów i powinnam mocną ochronę (silikony, nafta) postawić ponad naturalne "odżywienie". Zrezygnować z idei naturalnej pielęgnacji, która nie sprawdza się na zniszczonych włosach, i postawić na prostą matematykę - dostarczyć potrzebnych składników, upewnić się, że włosy dostały wszystko czego chciały i zabezpieczyć je najlepiej jak się da. :)
      Btw. gratuluję odważnej decyzji i ścięcia włosów! Końce i całość wyglądają teraz tak pięknie, że sama mam ochotę pozbyć się przynajmniej 5 centymetrów...

      Usuń
    2. Aha! Teraz sobie to złożylam w całość. Czyli to samo co u mnie. Jakieś takie uparte uprzedzenie "ale to nie jest naturalne". Teraz to już czas się go pozbyć, a możliwość zabezpieczenia włosów przeważy szalę. Nie będę już patrzyła na naftę jak na paskudny obklejacz. To właściwie dokładnie ta sama droga, którą przeszło moje postrzeganie silikonów. Czas zyskać świetne zabezpieczenie! :)

      Dziękuję za gratulacje, chociaż podkreślam, że to nie jest tylko odwaga. Duże znaczenie miało to, że doszłam do ściany i nie było innego wyjścia. Mogłam albo ciąć, albo tkwić kolejne lata z rzadkimi końcówkami.

      Usuń
  9. Czyli nie nakładasz już odżywki by zemulgować olej i naftę?Od razu szampon?Po tym poście bardzo przeprosiłam naftę i mam na włosach,2 : 1 z olejem z bawełny.W takim połączeniu nafty z olejem zapaszek nafty nie przeszkadza,a to byl powód naszego rozstania.Pozdrawiam,Magda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadza się. Niezależnie od tego co nakładam (olej, nafta czy olej z naftą) mycie wygląda tak jak wyżej, a włosów jeszcze nigdy nie udało mi się nadmiernie obciążyć. Muszę być tylko ostrożna w okolicach głowy. :)

      Usuń
    2. Niestety przesusz.Na suche włosy nałożylam olejek arganowy Artego,potem jeszcze kilka kropli Mythic oil i nadal suszaa.Zobaczę może z odżywką na olej i nafye.A ine pytanie- czy grzebieniem plastikowym moge robić krzywdę włosom?Czeszę je zaraz po myciu,są na długości jakby pozrywane,bo chyba nie są to nowe ,rosnące dopiero włoski :(Mam włosy do ramion.

      Usuń
    3. Jakiej odżywki użyłaś? Jak normalnie zachowują się włosy po myciu?
      Można zrobić sobie krzywdę każdą szczotką i każdym grzebieniem jeśli czesze się mokre włosy. Najmniejsze zahaczenie może narobić wiele szkód (włos się rozciąga jak guma, jest w tym miejscu osłabiony i po czasie urywa się nawet przy delikatnym pociągnięciu). Dlatego jeśli rozczesywanie jest konieczne dobrze by było wybierać kosmetyki ułatwiające rozczesywanie, ale najlepiej po prostu z tego zrezygnować... wiem, ciężka sprawa. :(

      Usuń
    4. Użyłam maski Fitokosmetic z bergamotka.Włosy zazwyczaj są suche i spuszone,mimo regularnego olejowania.I nigdy nie byly dociazone,zawsze lataja jakies "piora"dookola glowy.

      Usuń
  10. chetnie bym ja wyprobowala :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nafta kusi mnie już od kilku miesięcy. Chyba czas spróbować. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też bardzo lubię naftę kupiłam ją na początku jak tylko postanowiłam zapuszczać włosy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Potwierdzam że nafta działa cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  14. hej , mam pytanie czy nafte mozna wymieszac z olejem lnianym ?

    OdpowiedzUsuń
  15. Witaj! Otóż ja mam tak suche chropowate włosy, które bez końca się łamią i mam pytanie, jak myślisz, czy nafta z olejkiem babydream w stosunku 1:1 stosowana na końcówki włosów, aby zaprzestać łamaniu się nie zniszczy mnie ich jeszcze więcej? Pozdrawienia z Wilna, Dorota! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamierzasz stosować taką mieszankę przed myciem? Nic złego nie powinno się stać, na początku stosowałabym to połączenie co drugie mycie i regularnie kontrolowała stan końcówek.
      Nafta sama w sobie nie działa wysuszająco, ale oblepienie nią przesuszonego włosa (bez wcześniejszego nawilżenia dawką humektantów i wzmocnienia proteinami) na długi czas może sprawić, że pomimo zabezpieczenia włos zacznie się buntować pod spodem. Dlatego warto regularnie (co tydzień lub dwa) oczyścić włosy, nałożyć tylko olejek i sprawdzić czy stan końcówek nie uległ pogorszeniu.
      Serdecznie pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! :) Myślałam kilka kropli nafty dodać do olejku i po myciu włosów wetrzeć w końcówki :)

      Usuń
  16. Witaj:) mam pytanie. Wczoraj farbowalam wlosy na blond, przy nastepnym myciu chcialabym uzyc nafty. Czy to ze na świeżo pofarbowane użyje nafty ma jakis wplyw na kolor i trwalosc farby? I czy pod nafte moge dac gliceryne lub pantenol jako nawilzacz ? Czy to nawilzenie i odzywienie wlospw przed nafta musze rozłożyć na kilka myc. Włosy rozjaśniane, falowane, puszace sie mysle ze wysoko i srednio porowate. Pozdrawiam Gapa! Piekne włosy i lubie Cie czytac:)
    Esia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi miło! :)
      Nafta nie powinna mieć negatywnego wpływu na kolor i trwałość, ale ciężko mi coś powiedzieć o glicerynie/pantenolu nałożonym pod nią bo sama nigdy tego nie próbowałam. Wiadomo jak to jest, mogę sobie gdybać, a wyjdzie zupełnie inaczej. :)
      Na Twoim miejscu pierwsze mycie lub dwa przeznaczyłabym na zbudowanie tej warstewki, która zapewni włosom wszystko czego potrzebują (nawilżenie, trochę protein dla wzmocnienia i emolienty na wierzch), a przed drugim/trzecim myciem nałożyłabym ze spokojnym sumieniem naftę na wcześniej dobrze przygotowane włosy. Może tak zabezpieczone dłużej utrzymają odcień?
      Z tym używaniem nafty jest mały haczyk - włosy mogą wyglądać pięknie nawet kilka tygodni, ale jeśli nie były dobrze przygotowane mogą się po prostu niszczyć/uwrażliwiać pod spodem. Wtedy po oczyszczeniu włosów, pomimo troskliwej pielęgnacji końce zaczynają się rozdwajać i łamać dosłownie z dnia na dzień. To zależy od włosów - wiadomo - ale sama to przerobiłam i oby inni uczyli się na moich błędach. :)

      Usuń
  17. Dziekuje ze sie wypowiedzialas:) wstrzymam sie do drugiego /trzeciego mycia choc na bierzaco w sumie nawilzam i nakladm olej to tym razem przyloze sie dokladniej:) Pozdrawiam:)
    Esia

    OdpowiedzUsuń
  18. Przekonałaś mnie. Na pewno kupię naftę a Twojego bloga muszę przeczytać od deski do deski :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a może to głupie pytanie ale jak mogę kupić tę naftę ? Na stronie kosmed nie widzę żadnej opcji dodania do koszyka ani nic takiego.

      Usuń
  19. Dlaczego nie można pozostawić oleju wymieszanego z naftą na noc na włosach?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...