wtorek, 1 września 2015

14 sposobów na włosowy kryzys


Ostatnie dwa miesiące były w zasadzie jednym wielkim włosowym kryzysem. Upały, praca, słońce, kąpiele w jeziorze i brak czasu przez który często używałam suszarki, spałam w mokrych włosach i nie zastanawiałam się nad dopasowaniem pielęgnacji... Na efekty nie musiałam długo czekać.

Tydzień temu ścięłam 5-6 cm koszmarnie suchych końcówek (różnica jest ogromna, poprawa natychmiastowa), ale do tego czasu sporo się namęczyłam nad zmuszeniem ich do jakiejkolwiek współpracy.
Jest kilka rzeczy, które bardzo mi w tym pomogły i o nich chciałabym tym razem napisać parę słów. :)
Kolejność przypadkowa.






           1. Sprawdzona maska-pewniak Inebrya Ice Cream Smoothing Mask.

Kupiłam ją w ciemno na stronie Empik, była dość tania (23 zł za pół litra).
Jest najlepszą wygładzająco-dociążającą maską jakiej kiedykolwiek używałam. Wracam do niej przy każdym włosowym kryzysie lub w sytuacjach, gdy nie mogę pozwolić sobie na wpadkę.
Jeśli końce nie dają się w żaden sposób wygładzić, są sztywne, plączą się itd. maska Inebrya jest moją ostatnią (i w 100% skuteczną) deską ratunku.

Każde włosy lubią coś innego, dlatego dla innej osoby taką maską może być równie dobrze Kallos, Biovax lub dowolna odżywka. Chodzi o to, żeby znaleźć swojego pewniaka.
Czym cechuje się pewniak? Jest przewidywalny, a efekt jaki daje zasługuje na miano przynajmniej zadowalającego.

          2. Ograniczenie czesania i zmiana Tangle Teezer'a na szczotkę z włosia dzika.

Tak, to jest temat na cały odrębny post... Większość z nas nie zdaje sobie sprawy jak bardzo czesanie wpływa na stan włosów. Zwłaszcza na końcówki, w szczególności włosów uwrażliwionych.
Być może niektóre z Was zastanawiają się dlaczego pomimo odpowiedniej, troskliwej pielęgnacji końce niszczą się równie szybko co kiedyś. A może nawet szybciej?
Warto rzucić okiem na szczotki i przeanalizować w jaki sposób i jak często rozczesujecie włosy.
Przyznaję się bez bicia, że w ciągu ostatnich paru miesięcy zbyt często rozczesywałam włosy, w dodatku sięgając po Tangle Teezer. Może było szybciej i wygodniej, ale skutki były bolesne (5 cm...).

Zmieniłam TT na szczotkę z włosia dzika, rozczesywałam włosy delikatniej i bardziej cierpliwie, a gdy były narażone na plątanie (rower, bieganie, praca, sen) zaplatałam je w warkocz.
Zmiany przyniosły dobry efekt - odłamywanie końcówek przestało być problemem, dzięki warkoczowi rozczesywanie było delikatniejsze ze względu na znikomą ilość kołtunów i innych podobnych tworów.

          3. Suszenie "chłodnym" nawiewem.

Podobnie jak Inebrya (czyli maska-pewniak) takie suszenie przynosi u mnie natychmiastowy efekt.
Wymaga sporo cierpliwości, ale włosy są zupełnie odmienione. Sypkie, śliskie, miękkie, łatwo się rozczesują i nie puszą. 

          4. Zrezygnowanie z nocnego koczka i odgniatających upięć.

Z koczka przede wszystkim. Już jakiś czas temu zauważyłam, że włosy mają go dość, zwłaszcza suche końcówki. Długo bagatelizowałam sprawę, z przyzwyczajenia i wygody nadal zawijałam koczka na noc i szłam spać.
Niedawno przestawiłam się na warkocze i patrząc wstecz widzę, że kok tylko pogarszał sprawę - bezlitośnie odgniatał włosy w najbardziej wrażliwych partiach, niektóre końcówki zostawały w dziwnych pozycjach na dłużej i przez to plątały się z sąsiednimi. Błędne koło.

          5. Zaplatanie warkocza i używanie miękkich gumek.

O miękkich gumkach raczej nie trzeba pisać, natomiast warkocz zasługuje na kilka słów. 
Być może nie da się uzyskać dzięki niemu tak pięknych i naturalnych fal jak z pomocą koczka, ale w odróżnieniu od niego jest delikatniejszy dla wrażliwych końcówek. Są w znacznie lepszym stanie gdy na noc zostawiam je w luźnym warkoczowym "pędzelku" niż zwinięte w koku. 
Bardzo ważną zaletą warkocza jest utrzymywanie włosów względnie uporządkowanych i niesplątanych niezależnie od warunków. Przykładowo: po powrocie z kilkugodzinnej wycieczki rowerowej wystarczy delikatnie rozczesać końcówki, rozpleść warkocz i przeczesać włosy. Walki z rozczesywaniem byłoby nieporównywalnie więcej gdybyśmy zdecydowały się na kitkę.
Dodatkowo warkocze z reguły nie obciążają tak cebulek jak wszelkie wysokie i ciasne upięcia. 

          6. Złożona pielęgnacja.

Będę ten punkt powtarzać do znudzenia. :) Ale prawda jest taka, że da się w ten sposób uzyskać znaczną poprawę. Wszystkie informacje znajdziecie w poniższych postach:

          7. Dokładne oczyszczenie.

W dużej mierze związane ze złożoną pielęgnacją, chociaż samo w sobie ma dużą moc.
Wystarczy prosty szampon z mocnym detergentem i dokładnie mycie. Często myję włosy dwa razy pod rząd lub zostawiam na nich szampon na parę minut. 
Z oczyszczonym włosem można wiele zrobić - przymknąć łuski, nawilżyć, wzmocnić proteinami, natłuścić. Gdy ta nadbudowywana przez wiele dni warstwa kosmetyków przestaje włosom służyć (co da się zauważyć zwracając uwagę na ich stan i zachowanie) wystarczy oczyścić je szamponem i zacząć cały proces od nowa. 

          8. Jajko.

Czyli dawka protein, która dobrze podana potrafi przywrócić włosy do życia. :) 
Wystarczy wybrać swoje ulubione (może to być keratyna, proteiny mleczne itd.) i położyć na włosy w sposób dający najlepsze efekty. Ja lubię połączyć je z humektantami i dużą ilością emolientów, ale na innych włosach mogą rewelacyjnie sprawdzić się bez takiego wsparcia. Po konkrety odsyłam do punktu wyżej na temat złożonej pielęgnacji. :)

          9. Olejowanie sprawdzonym olejem.

Banał, ale czasem zapominamy o świetnych olejach i rzucamy się w wir testowania. Z czarnuszki, z wiesiołka, z nasion malin, z nasion truskawki, jojoba... Gdy nic nie pomaga warto przypomnieć sobie jak zaczynałyśmy i który olej dał najbardziej spektakularne efekty. W moim przypadku zmiana mieszanek Alterry na poczciwy olej lniany wyszła na dobre. 

          10. Samorobiona odżywka w sprayu.

Używałam jej namiętnie parę lat temu, gdy jeszcze puch dotyczył włosów w okolicach głowy. Była moim wybawieniem i żadna gotowa odżywka, żadne serum czy olej roztarty w dłoniach nie mógł jej dorównać. Przygotowanie jest banalnie proste i nie wymaga zamawiania półproduktów. :)
Do opakowania z atomizerem wlewam około 100 ml ciepłej wody, dodaję łyżeczkę ulubionej emolientowej odżywki lub maski i łyżeczkę ulubionego oleju. Dokładnie mieszam, wstrząsam i sprawdzam na włosach jak działa. Jeśli potrzebuję mocniejszego wygładzenia i  nabłyszczenia dodaję jeszcze więcej oleju, po łyżeczce. Tak przygotowaną odżywkę trzeba wstrząsnąć przed każdym użyciem. :) 
Zawsze robię małe porcje, które zużywam w ciągu dwóch tygodni. 

          11. Nafta kosmetyczna.

Stały punkt na mojej kosmetycznej liście, zawsze mam ją w łazience i używam od czasu do czasu. Najczęściej wtedy, gdy oleje nie dają sobie rady z siankiem na końcach. :) Potrafi poradzić sobie z ciężkimi przypadkami, warto dać jej szansę.
Więcej o stosowaniu nafty w pielęgnacji włosów napisałam tutaj, a o samej nafcie i jej właściwościach tu.

          12. Do szybkiego wygładzenia olej zamiast serum.

W celu ujarzmienia puchu część z Was sięga po sera silikonowe. Poprawa bywa chwilowa, a z czasem puszenie nasila się, końcówki usztywniają się jeszcze bardziej. 
Warto w takich sytuacjach wypróbować niewielką ilość ulubionego oleju roztartego w dłoniach lub olej wymieszany z silikonowym serum. Włosy dłużej pozostaną elastyczne i miękkie. 

          13. Papiloty, czyli wizualnie zdrowsze włosy.

Często sięgam po nie gdy końcówki pozostawione same sobie (lub zwinięte w koczka) wyglądają na tyle źle, że jedynym wyjściem byłoby prostowanie.
W przeciwieństwie do miękkich gąbkowych, sztywniejsze piankowe papiloty pozwalają na uzyskanie ładnego równomiernego skrętu na całej długości i nie plączą włosów. Przy odrobinie wprawy zakłada się je bardzo szybko. Uzyskana fryzura maskuje zbuntowane partie włosów i zmniejsza puszenie.
         
          14. Podcięcie.

Metoda szybka i skuteczna, raczej nielubiana. :)
Planowałam ściąć kilka centymetrów umęczonych włosów we wrześniu, gdy wrócę z ostatniego wakacyjnego wyjazdu. Nie wytrzymałam i pozbyłam się końcówek w zeszłym tygodniu, mając na uwadze, że wszystko co dla włosów najgorsze już minęło.
Planowałam 3 cm, ostatecznie podjęłam męską decyzję i jestem lżejsza o 5-6 cm wymęczonego sianka. Różnica jest ogromna, nie mogę się nacieszyć tymi przyjemnymi końcówkami, które da się przeczesać palcami. I nie są smętnym ogonkiem. :)


A jakie są Wasze sposoby na włosowy kryzys? :)

15 komentarzy:

  1. jesli mam na głowie włosy do nieogarnięcia to po prostu je związuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmagam się z tym samym problemem co Ty, fryzjer również już umówiony. Na razie jeszcze walka trwa, dzięki za rady, z kilku na pewno skorzystam. Zastanawiam się czy obecna susza i gorące powietrze też mogą mieć wpływ na wysuszenie moich włosów, choć trochę wydaje się to głupie;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że pogoda ma wpływ.
      To właśnie przez tą susze nasze włosy tak się mają. (poczytaj jeszcze o punkcie rosy, chociaż ja i tak robię po swojemu :-) )

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź, chyba czas na jakieś tańce deszczu ;)

      Usuń
  3. Fajnie ze już jesteś :-)

    Ja również od ok 2 miesięcy mam kryzys.
    Puch, suche końce eh szkoda gadać.
    Gdyby nie polecana przez Ciebie złożona pielęgnacja byłoby naprawdę źle. Pewnie u fryzjera poszło by 10-15 cm.
    Ps pisz częściej, bo aż się miło czyta :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnue tez warkocz najlepiej sie sprawdza:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpukac tfu tfu, ostatnio dawno nie mialam wlosowego kryzysu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie jest to zdecydowanie podcięcie i domowe maski czy mgiełki.
    Wiele dziewczyn teraz wraca do szczotek z dzika, które i tak są delikatniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czeszę włosów od wielu lat - ostatnio nawet przed nałożeniem maski nie czeszę i moje włosy są w idealnym stanie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A czy takie samorobionej odżywki można użyć na poprawienie wyglądu suchych włosów od mycia do mycia?

    OdpowiedzUsuń
  9. Warkocz to zbawienie dla włosów, szczególnie podczas ćwiczeń czy jazdy na rowerze :)
    Moje włosy ratuje też to, że w domu zawsze upinam je do góry dużą spinką/klipsem i końcówki o nic się nie ocierają.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nafta to jet mega hit! Któregoś razu dodałam jej do maski i oleju i wymieszałam, to potem nie mogłam się namacać takie mięsiste były :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tak, koczek potrafi mocno zniszczyć suche końcówki! Też zrezygnowałam z tej fryzury do spania. Lepiej już związać włosy w niski kucyk lub spać w rozpuszczonych. Polecam również olej lniany na mokro i emulgowanie go odżywką :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...