wtorek, 1 grudnia 2015

Aktualizacja włosów i NDW - 8 miesięcy bez farbowania

Przez studia zupełnie zaniedbałam blog, nie mam pojęcia kiedy minęły ostatnie dwa miesiące. Komuś jeszcze czas tak bardzo przecieka przez palce?

Stres, brak czasu oraz nieregularne i niezbyt wartościowe jedzenie bardzo odbiło się na kondycji włosów. W pewnym momencie wypadanie bardzo się nasiliło, i chociaż sytuacja jest już w miarę opanowana (nie wiem tylko na jak długo...) mam wrażenie, że straciłam ich przynajmniej 1/3. Widać to szczególnie z prawej strony, gdzie "z natury" mam rzadsze włosy i obecnie został mi jedynie smętny kosmyk...

Udało mi się zmniejszyć wypadanie, ale ciężko wskazać czego jest to zasługa - prawdopodobnie kombinacja suplementów (Vitotal i olej z wiesiołka w kapsułkach), częstszego jedzenia (nadal niezbyt wartościowego) i chwilowego zmniejszenia ilości stresu zrobiła swoje. Przedwczoraj sięgnęłam po Amol, zamierzam wypróbować także maść końską. Zobaczymy czy i na jak długo to pomoże. :)

Oczywiście w parze idzie zaniedbanie włosów od zewnątrz - olej na kilkanaście minut (słonecznikowy na zmianę z wiesiołkiem) lub bez olejowania, szampon oczyszczający lub łagodny Babydream i odżywka/maska, która akurat wpadnie mi w ręce. Zdarza mi się zapomnieć o nałożeniu serum na końcówki. Te o dziwo są w całkiem dobrym stanie jak na taką byle jaką pielęgnację.
Ogólnie włosom brakuje objętości, elastyczności i połysku. Obwiniam przede wszystkim siebie i tutejszą wodę.

Odrost nadal by mi nie przeszkadzał, gdyby nie opinie rodziny i znajomych. Tylko dwie osoby twierdzą, że naturalny kolor do mnie pasuje, od reszty natomiast zdarzyło mi się usłyszeć, że jest brzydki. :) Zgodnie z moimi przewidywaniami nie jest to chłodny popielaty blond, a ciemny blond z ciepłym, miodowym połyskiem.
Póki co jestem jednak zbyt zajęta, żeby się tym przejmować i poważnie zastanawiać nad powrotem do farbowania. Dam sobie jeszcze trochę czasu. :)


Wczorajsza niedziela dla włosów była pierwszą od bardzo dawna, była też całkowicie spontaniczna. Użyłam tego, co wpadło mi w ręce.

  • wtarłam w skórę głowy maść rozgrzewającą i zostawiłam na kilka godzin 
  • umyłam włosy na całej długości oczyszczającym szamponem Barwy
  • w porcję maski aloesowej Natur Vital wmieszałam dwie krople hydrolizowanej keratyny i nałożyłam na 3/4 długości, zostawiłam pod ręcznikiem na 40 minut
  • po spłukaniu nałożyłam odżywkę Labell z masłem karite i olejkiem arganowym(dostępna w Inter Marche) na 3/4 długości i również zostawiłam pod ręcznikiem na 40 minut
  • po odsączeniu nadmiaru wody z włosów i podeschnięciu końcówek wtarłam w nie serum silikonowe (z dużą zawartością olejków) Gliss Kur - pominęłabym ten krok, ale końce wyschły bardzo szybko, były matowe i lekko sztywne
  • gdy włosy wyschły nawinęłam je na papiloty (tylko 3), żeby zyskały jakikolwiek sensowny kształt; zauważyłam, że dzięki temu lepiej się układają, a końce wyglądają mniej sianowato
Efekt: Umiarkowanie wygładzone i dociążone, błyszczące (dzięki serum) włosy o całkiem ładnej objętości. Nic spektakularnego, ale w obecnej sytuacji sama nie wiem czego chciałabym bardziej - dociążonej, zdrowo wyglądającej długości czy dużej objętości, która chociaż na chwilę pozwoliłaby mi zapomnieć o przerzedzonych włosach. :) 

Poniżej zdjęcie włosów następnego dnia - straciły objętość, ale i tak jest nieźle. Na końcach pięknie widać przerzedzenie.
Po lewej włosy nierozczesane, po prawej przeczesane TT.



Nudno by było bez włosowych wyzwań i celów, prawda? :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...